Alkoholiczka przy nadziei

Agata Puścikowska

GN 31/2020 |

publikacja 30.07.2020 00:00

Co roku w Polsce rodzi się kilkanaścioro dzieci pod wpływem alkoholu. A dzieci z FASD trudno zliczyć. Co robić z pijącymi matkami?

Alkoholiczka przy nadziei roman koszowski /foto gość

Nie, nie chodzi tu o jednorazowe wypicie pół kieliszka wina, chociaż nawet taka ilość może okazać się dla dziecka zgubna. Rzecz jest jeszcze bardziej dramatyczna: chodzi o kobiety uzależnione od alkoholu, których nałóg nie kończy się czarodziejsko wraz z zajściem w ciążę. Tłumaczenia, perswazje i prośby im nie pomogą. Bo nawet jeśli chcą przestać pić, choroba alkoholowa bywa silniejsza. Jak więc pomóc zarówno matce alkoholiczce, jak i – przede wszystkim – jej dziecku? Czy karanie za picie w ciąży jest dobrym pomysłem i rozwiąże problem?

Sankcje karne?

Mikołaj Pawlak, rzecznik praw dziecka, oświadczył niedawno: „Niepokojący jest wysoki odsetek kobiet spożywających alkohol w trakcie ciąży. Może prowadzić to do występowania nieprawidłowości neurobehawioralnych oraz innych trwałych uszkodzeń organizmu dziecka”. Według niego należy podjąć działania edukacyjne, profilaktyczne i prawne, by pomóc dziecku i matce. Trudno się z tym nie zgodzić. Jednak rzecznik idzie dalej: proponuje odpowiedzialność karną dla matki spożywającej alkohol w trakcie ciąży. Czy faktycznie kara, np. więzienia, ma sens? Komentarze są skrajne: od absolutnej negacji po całkowite poparcie. Jeden z posłów stwierdził nawet, że sankcje karne dla matek alkoholiczek nie powinny budzić kontrowersji i sprzeciwu. Czy rzeczywiście?

Historie tych kobiet są zwykle dramatyczne. Żadna nie jest zero-jedynkowa. To, co je łączy, to wieloletnia tragedia i kobiety, i dziecka. Często też bezradność tych, którzy starają się pomóc.

Karolina (imię zmienione) do porodu jechała „pod mocnym wpływem”. Urodziła dziecko pijane i słabiutkie. Zabrali je już w szpitalu. Trudno się dziwić. Gdy pytali, dlaczego piła, odpowiedziała przerażająco: „A co ja miałam robić? Najemca wypowiedział pokój. Wiedziałam, że wyląduję na ulicy z dzieckiem. Piłam, żeby się tego nie bać”. Dziecko urodziło się z FASD – nieuleczalnym spektrum płodowych zaburzeń alkoholowych. Jest upośledzone na całe życie. Karolina nie próbowała synka odzyskać. Mówiła, że nie zasługuje, wręcz nie ma odwagi spojrzeć na „zniszczone” dziecko. Gdy ktoś naiwnie zapytał, czy nie wiedziała, że alkohol szkodzi, stwierdziła, że jej rodzice i partner cały czas pili, a ona „nie piła” w ciąży, tylko „jedno piwo” dziennie. Dopiero na tydzień przed porodem „poszła na całość”. Odpowiedź pokazuje, jak Karolina postrzegała alkohol: jedno piwo to nie picie. Pochodząca z trudnego środowiska, niewykształcona kobieta wylądowała w końcu w szpitalu psychiatrycznym. Przeszła załamanie psychiczne, gdy zrozumiała, co zrobiła dziecku.

Chorego należy leczyć

Hanna Ostrowska-Biskot jest psychoterapeutką uzależnień. W pracy często spotyka się z matkami alkoholiczkami. Na pytanie, czy karać kobiety za picie w ciąży, odpowiada: – Człowieka, który jest chory, należy leczyć, a nie karać. Mam wiele pacjentek, które nie wiedziały nawet, że jest taka choroba jak FASD. Trzeba pamiętać, że część z nich pochodzi ze środowisk trudnych, zaniedbanych, że to kobiety niewykształcone. Najczęściej po porodzie dzieci im są zabierane. One wracają do swoich środowisk, do przemocowych partnerów, do wódki. I bywa, że zachodzą w kolejne ciąże. Koło się zamyka.

Według Ostrowskiej-Biskot matka alkoholiczka od razu po porodzie powinna być przymusowo kierowana na leczenie odwykowe. Bez kolejek i oczekiwania, bez naiwnego myślenia, że sama się zgłosi. Nie zgłosi się. – Jeśli ktoś jest pacjentem chorym psychicznie, zagrażającym sobie i innym, można, a nawet trzeba go ubezwłasnowolnić i przymusowo leczyć. Tutaj sytuacja jest wbrew pozorom podobna. Alkoholiczka nie kontroluje siebie, szkodzi sobie i dziecku, potencjalnym przyszłym dzieciom. Więc przymus leczenia jest zasadny. Przymus leczenia, nie karania. Wydaje się, że jako społeczeństwo nadal nie rozumiemy istoty alkoholizmu, nie mamy wobec pijących kobiet odrobiny życzliwości i autentycznej chęci pomocy. Stąd chęć penalizacji, a nie stworzenia systemu, który realnie wspiera.

Jedną z pacjentek Ostrowskiej-Biskot jest Adriana (imię zmienione). Pierwsze dziecko urodziła z FASD, chłopiec przebywa w domu dziecka. Kobieta zaszła w kolejną ciążę i kolejny maluch urodził się upośledzony. – Matka miała niską świadomość tego, co się dzieje i co robi. Trudno więc mówić o odpowiedzialności. Po pierwsze więc, trzeba nadal edukować – nie tylko same kobiety, ale i ich rodziny. Po drugie – należy stworzyć system, który będzie te kobiety i ich dzieci realnie ratował.

Bezdomna Beata

Beata mieszkała na ulicy od lat. Cierpiąca na kilka chorób, uzależniona od alkoholu. Kilkoro jej starszych dzieci trafiło do pieczy zastępczej. Niedawno znów zaszła w ciążę. Tym razem trafiła do Domu Samotnej Matki im. Stanisławy Leszczyńskiej w Łodzi. – Była u nas zaledwie tydzień. Nie dała rady, uciekła, by dalej pić – mówi smutno dyrektorka ośrodka, s. Magdalena Krawczyk. – Wiedziałam o tym i nie mogłam nic zrobić. Nie było możliwości zastosowania przymusu leczenia, by ochronić dziecko. Bez jej zgody nie ma na to szans. Bałam się o nią i malucha, ale byłam bezradna.

Beata urodziła dziecko. Oczywiście z FASD. Maleństwo ma duże zmiany w mózgu. – Cudem trochę się złożyło, że ona jednak wróciła do nas, do ośrodka. Otoczyłyśmy ją opieką. Nie porzuciła upośledzonego dziecka. Rehabilituje je, chociaż wie, że pełnego zdrowia mu nie wróci. Dziecko jest dla niej wyrzutem sumienia. Sama mówi: „Ja mu to zrobiłam”.

Beata uczestniczy w terapii. Jest szansa, że stanie na nogi. Dziecko, chociaż obciążone, powoli się rozwija, otoczone miłością. Ten przykład to jednak rzadkość. – Dla dziecka uzależnionej ciężarnej nie mamy realnej ochrony – mówi s. Krawczyk. – Nie ma w prawie żadnego umocowania, żeby było bezpieczne. Pijące matki nie chcą się leczyć. Proszone i błagane, nie podejmą terapii w czasie ciąży. Zresztą to nie jest czas na terapię, co najwyżej na jej rozpoczęcie. Domy samotnych matek nie są przystosowane do przyjmowania uzależnionych. Trafiają do nas pijące ciężarne, bo… są w ciąży. I co dalej? Niewiele można zrobić.

Jest też druga strona przykrego medalu: w ośrodkach leczenia uzależnień kobiety ciężarne nie mogą przebywać, bo… są w ciąży. Kołowrotek absurdu. Może więc jednak karać i dla dobra dziecka kierować do więzienia?

– Po co karać, nie lecząc? – pyta retorycznie s. Magdalena. – Matki alkoholiczki są chore. Bez właściwej pomocy nie przestaną pić. Karanie nic nie zmieni. Chora wyjdzie z więzienia i kupi alkohol. Potem zajdzie w kolejną ciążę i urodzi chore dziecko.

Według s. Krawczyk, jeśli kobieta zagraża dziecku i nie chce się leczyć, powinien istnieć przymus zamkniętego leczenia. Konieczne jest odizolowanie od negatywnego, pijącego środowiska, brak możliwości wyjścia na zewnątrz. Bo chora wyjdzie „po chipsy”, a wróci z flaszką. Nałóg jest silniejszy od dobrej woli. Po porodzie terapia powinna być kontynuowana. Da to szansę zarówno kobiecie, żeby stanęła na nogi, jak i jej dziecku – by pozostało przy matce i rozwijało się prawidłowo.

Potrzeba specjalnych ośrodków

Według Katarzyny Łukowskiej, szefowej Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, nadal podstawą musi być właściwa edukacja. – Niewątpliwie potrzebujemy też właściwego systemu pomocy dla kobiet uzależnionych w ciąży. Dyskusja, którą rozpoczął rzecznik praw dziecka, jest ważna i dobrze, że się odbywa.

Według Łukowskiej izolacja (nie mylić z więzieniem) mogłaby być elementem tego systemu. Ale nie jedynym. – Już asystenci rodzin powinni mieć nawyk rozeznawania, czy kobieta pije w ciąży. A nie mają. To jest pierwszy krok. Kolejny to stworzenie odpowiednich narzędzi, które motywują do zmian. Straszenie więzieniem czy nawet upośledzeniem dziecka niestety nic nie da. Jeśli kobieta pochodzi z rodziny pijącej, z pijącego środowiska, zakazy i nakazy nic nie dadzą. To raczej powinna być realna szansa na odmianę losu osoby uzależnionej.

Brakuje w Polsce ośrodków do leczenia odwykowego dla ciężarnych. – Powinny powstać miejsca, w których kobiety mogłyby pod opieką lekarza ginekologa, terapeuty uzależnień, psychologa oczekiwać narodzin dziecka. Byłaby to realna alternatywa dla środowiska patologicznego, możliwość wyrwania się z niego, rozpoczęcia wszystkiego od nowa. W niektórych przypadkach zapewne kobiety musiałyby tam przebywać pod przymusem, co oczywiście wymaga stosownych zapisów prawnych. W innych jednak chroniłyby się tam dobrowolnie. Kobiety miałyby tam również grupy wsparcia, bezpieczną przystań. Nie chodzi bowiem o samą izolację. To jest realne danie szansy na lepsze życie i dobre macierzyństwo. I autentyczna nadzieja dla pijących kobiet przy nadziei… •