Worek z pomysłami

Agata Puścikowska

GN 19/2022 |

publikacja 12.05.2022 00:00

Czy mama sześciorga dzieci może spełniać swoje marzenia? Nawet powinna!

Worek z pomysłami Agata Puścikowska /foto gość

Studiowała polonistykę, ale przez lata nie miała odwagi, by pisać. Potem pojawiały się dzieci: pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, piąte i szóste. Gdzie więc znaleźć czas dla siebie? Da się! A dzieci mogą okazać się inspiracją, zachętą do działania i… najlepszymi recenzentami.

Natalia Przeździk z Krakowa właśnie zadebiutowała powieścią dla dzieci. A to dopiero początek. Bo tak to jest z wielodzietnym rozmachem: jak się zacznie, trudno skończyć. Tym bardziej że kolejnym tomom najwyraźniej mocno błogosławi wyjątkowy wydawca. Z nieba.

Początki

Mieszka w Krakowie od zawsze. Jej mąż Krzysztof pochodzi ze Świętokrzyskiego. Pokochali się, pobrali. W Krakowie urodził się ich pierwszy syn.

– Mówiąc szczerze, przed poznaniem mojego męża nie przypuszczałam, że w ogóle wyjdę za mąż, że będę miała dzieci, że odnajdę się w roli matki, a tym bardziej wielodzietnej. Nie wiem nawet, czy lubiłam dzieci. Raczej stawiałam na własny rozwój, aktywności. Pan Bóg jednak miał dla mnie inny plan, którego realizacja dała mi ogromne szczęście i prawdziwe spełnienie – uśmiecha się ładna, długowłosa brunetka. – Z Krzyśkiem pobraliśmy się z wielkiej miłości. Urodziłam syna Gabriela. I całkowicie odmienił się mój sposób patrzenia na świat, kobiecość. Odblokowałam się na życie. Kolejne dzieci były wyczekiwane, wytęsknione.

Dziś Gabryś ma dwanaście lat. I pięcioro rodzeństwa: Rafała, Elę, Sarę, trzyletniego Michałka i roczną Anię. Wszystkie dzieci pani Natalii i jej męża Krzysztofa to sześciokrotna inspiracja i bodziec do działania. Czyli pisania.

Zaczęło się od wspólnych wakacji. – Byłam wówczas w piątej ciąży, zresztą dość trudnej. Jednocześnie musieliśmy zrobić w domu remont. Tymczasem przyszło lato. Postanowiliśmy z mężem, że rozdzielimy się: ja pojadę z dziećmi na wakacje, on zostanie i będzie pracował przy remoncie. Mimo obaw, czy to się uda, wakacje były kapitalne. Pojechaliśmy w góry, do starego domu po dziadkach mojej przyjaciółki. Z dużym sadem pełnym słodkich i pachnących jabłek. Były kąpiele w rzeczce, ogniska, przyroda. Beztroska. A co najważniejsze – pozostały w nas wspomnienia, które pracowały w dzieciach i we mnie – opowiada. W końcu przyszła kolej, by przelać je na papier. Czy raczej na komputer.

Najtrudniej zacząć

Kilka miesięcy po wakacjach pani Natalia urodziła piąte dziecko – Michałka. Gdy skończył siedem miesięcy, zaczęła pisać książkę.

– Nie sądziłam, że będę kiedyś pisać na poważnie, że się przełamię – uśmiecha się. – Pisałam bloga „W naszej bajce” – takie zapiski z życia wielodzietnej, wierzącej rodziny. Ale książka? Długo się do niej zbierałam, wahałam się. Jednak któregoś dnia po prostu spróbowałam i powstał pierwszy rozdział „Niebieskiego domu” – wspomina.

Jak pisać, gdy ma się pięcioro dzieci? I to małych. – Najpierw pisałam po nocach, bo wydawało mi się, że jeśli będę pisać w ciągu dnia, będzie to ze szkodą dla dzieci. Teraz myślę, że to spora przesada, że można sobie i im tak zorganizować czas, żeby wygospodarować momenty wyłącznie dla siebie – mówi pani Natalia. – Z czasem nauczyłam się, by każdy wolny moment poświęcać na pracę. Więc gdy dzieci się bawiły, miały zorganizowane zajęcia, włączałam komputer i pisałam.

Pierwszy tom powstawał między jesienią 2019 roku a początkiem pandemii w roku kolejnym. Więc… szybko! Bohaterem książki jest rodzeństwo – dwóch chłopców i dwie dziewczynki, którzy wraz z mamą wyjeżdżają na wakacje. Przeżywają przygody, które stanowią opowieści zabawne, momentami dające do myślenia. I co ważne – nie są lukrowane, lecz życiowe, jak realne jest wielodzietne życie. – Pisałam, a każdy kolejny rozdział czytałam swoim dzieciom do poduszki. To właśnie one dopingowały mnie, bym pisała jeszcze i jeszcze. Rozdziały powstawały więc dzięki ich zachęcie – mówi mama. – To było przyjemne i uskrzydlające. Moje dzieci sporo czytają, lubią książki. Mieć takich recenzentów to sama przyjemność – przyznaje.

Jak mówi pani Natalia, zwykle pisze bez planu. Wszystko układa się jednak w trakcie tworzenia. – Czasami pojawia się mglisty zarys dalszej fabuły, na przykład podczas smażenia naleśników lub innych monotonnych czynności. Wtedy zastygam z patelnią i mam ochotę zawołać: „Eureka!” – opowiada autorka. – Szczegóły, dialogi – wszystko to staje się oczywiste w momencie, gdy zaczynam pisać. Z drugiej strony pisanie wymaga dyscypliny, zorganizowania, rzemiosła. Dla mnie to jak chodzenie po górach: walka z samą sobą, a najtrudniej jest wtedy, kiedy szczyt jest już blisko, gdy kończę książkę, a trzeba ją w odpowiedni sposób zakończyć. Potem jest radość, którą trudno opisać. Trzeba tego doświadczyć!

Święty Józef – wydawca

Powstał tom pierwszy – o górach. A potem drugi – o morzu. I w końcu trzeci – o wakacjach w czasie pandemii, a więc życiu w nieco trudniejszych warunkach.

– Worek z pomysłami się rozerwał – śmieje się pani Natalia. – W trakcie pisania pierwszej części pojawił się pomysł, żeby stworzyć „małą trylogię”. Pierwsza część z akcją w Beskidzie Wyspowym, druga dziejąca się na Kaszubach, a trzecia opisująca Łemkowszczyznę, opuszczone wsie Beskidu Niskiego. Każda z książek powstała z tęsknoty za wakacjami i czasem rodzinnych wypadów.

Tylko co dalej z tymi książkami? Istnieje opinia, że jeśli „nie ma się nazwiska”, to „żaden wydawca książki nie wyda”. – Proponowałam wydanie wielu wydawnictwom. Pisałam e-maile, wysyłałam fragmenty. Przez długi czas nikt nie odpisywał – opowiada autorka. – Nachodziły mnie czarne myśli: „Po co to robisz? Jesteś tylko mamą, nie masz doświadczenia zawodowego. Jeśli chciałaś pisać, to trzeba było iść do pracy zawodowej po drugim dziecku” – mówi szczerze pani Natalia.

Obawy okazały się złudne. Wystarczyło cierpliwie czekać. Po dwóch latach przyszła propozycja wydania pierwszego, a potem kolejnych tomów. – Ogromnie się cieszę, że znalazłam w sobie siłę, żeby pisać, cierpliwie czekać i nie zrażać się – mówi.

Trzeba jednak dodać, że zanim ów wydawca do pani Natalii się odezwał, ona odezwała się do… św. Józefa. – W czasie gdy nie dowierzałam już, że wydam te teksty, postanowiłam powierzyć sprawę św. Józefowi. Modliłam się do niego, a nawet… narysowałam mu swoje książki. To cieśla, konkretny mężczyzna, więc trzeba rozmawiać z nim konkretnie – uśmiecha się. – Niedługo po tym „liście”, narysowanym od serca, zadzwonił telefon od wydawcy.

Święty Józef najwyraźniej jest nie tylko cieślą, lecz także niebieskim wydawcą.

Kolejne i kolejne

A co na to wszystko małżonek? – Wspiera, nie tylko w pisaniu. Krzysztof jest nie tylko moim mężem, jest również przyjacielem. Bardzo cenię w nim to, że po przyjściu z pracy angażuje się w opiekę nad dziećmi – mówi pani Natalia.

Pod koniec kwietnia 2022 r. ukazał się pierwszy tom jej książki. Po „Niebieski dom” sięgają dzieci z różnych rodzin i środowisk. Jednak chyba najczęściej rodziny wielodzietne.

– Wielu czytelników mówi mi, że na taką książkę czekało i że zapełniam pewną lukę w literaturze dziecięcej. Starałam się pokazać pozytywny obraz rodziny. Znajomym podoba się też połączenie wartości chrześcijańskich i humoru, opisów domowych katastrof, relacji między rodzeństwem. Poza tym pisząc, nawiązywałam do swoich ukochanych książek z dzieciństwa. Pierwsza to ukłon w stronę „Dzieci z Bullerbyn”, choć główną inspiracją były nasze własne wakacje. W drugiej i trzeciej części widać fascynację „Panem Samochodzikiem” i odkrywaniem ciekawych miejsc w Polsce.

Po napisaniu „małej trylogii” pani Natalia wytrzymała… miesiąc. I zabrała się za kolejne książki. – Czwarta to opis Adwentu i świąt Bożego Narodzenia w rodzinie. Jest więcej domu, Krakowa, choć pojawia się również Podhale zimą – opowiada autorka. – Obecnie kończę szóstą książkę. I, o zgrozo, mam już pomysł na następną. Tylko wieczory stały się za krótkie na pisanie, zbliża się koniec roku szkolnego, więc mamy w domu gorący czas. A szalony trzylatek lubi zmieniać kolor ścian kredkami, roczna córeczka też nie ułatwia zadania – mówi pogodnie pani Natalia. Wiadomo: da radę! Czy jest z siebie dumna? – Oczywiście! Mam poczucie, że z dużą pomocą św. Józefa dokonałam niemożliwego!•