Młodzi bezdomni

Stefan Sękowski

GN 29/2011 |

publikacja 21.07.2011 00:15

Śpią u rodziców, wynajmują mieszkania, a nawet pojedyncze pokoje. Ponad połowa młodych małżeństw nie ma własnego M.

Młodzi bezdomni Jakub Szymczuk Zmiany wprowadzane właśnie przez rząd w programie „Rodzina na swoim” utrudniają młodym małżeństwom dostęp do kredytu z dopłatą

W Polsce sytuacja mieszkaniowa jest dramatyczna. Z przyjętego w marcu tego roku przez Sejm dokumentu „Główne problemy, cele i kierunki programu wspierania rozwoju budownictwa mieszkaniowego do 2020 roku” wynika, że w naszym kraju brakuje 1,5 mln mieszkań. Z badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Łódzki dla Domu Kredytowego „Notus” wynika, że aż 54 proc. młodych małżeństw nie ma własnego lokum.

Kredyty i inne problemy

Gdzie więc mieszkają? U rodziców lub wynajmują mieszkanie. I nie mogą się doczekać, kiedy w końcu zamieszkają „na swoim”. Powody są różne. Mieszkania raczej nie kupią za gotówkę, bo jej jeszcze nie zdążyli zarobić. Zresztą nie są w tej kwestii wyjątkiem, bo mieszkania za gotówkę kupuje ok. 9 proc. Polaków. A o kredyt też nie jest im łatwo. – Banki nie traktują młodych ludzi jako wiarygodnych kredytobiorców. Dopiero zaczęli zarabiać, często nie mają umowy o pracę. Krótko mówiąc – trudno im osiągnąć zdolność kredytową – mówi analityk rynku nieruchomości Home Broker Bartosz Turek. Sytuacja pogarsza się, kiedy na świecie pojawia się dziecko. – Ono także dla wielu banków obniża zdolność kredytową małżeństwa – dodaje Turek.

Problemy z kredytami wynikają z cen mieszkań. A te są w Polsce bardzo wysokie w porównaniu do zarobków. Jak podają autorzy sejmowego dokumentu, w większości państw Europy Zachodniej za jedną pensję można kupić 2–3 mkw. mieszkania. W Polsce zaledwie 0,8, a w dużych miastach nawet 0,6 mkw. – Cena budowy 1 mkw. mieszkania o średnim standardzie wynosi w Polsce ok. 2,8–3,5 tys. zł w małych miastach i ok. 3,9–5,4 tys. zł w dużych, powyżej 350 tys. mieszkańców. Ta kwota nie zawiera marży, ale są w niej np. koszty materiałów, pracy, gruntu, kredytu, jaki zaciąga inwestor – mówi GN redaktor naczelna branżowego pisma „Property Journal”, Małgorzata Battek.

Na cenę wpływa także polskie prawo budowlane. – Prawo budowlane funkcjonujące za czasów PRL było nieporównywalnie bardziej liberalne i przyjazne rodzinom niż obecne – mówi GN ekspert Centrum im. Adama Smitha dr Anna Wieczorek. – Wtedy nie było problemu, by rodzice mogli podzielić swój dom tak, by dzieci mogły w nim samodzielnie zamieszkać. Dziś stroną przy ubieganiu się o pozwolenie na postawienie ścianki działowej jest sąsiad. I może się na to nie zgodzić – dodaje. Koszmarem jest także bałagan w ewidencji gruntów i budynków i w księgach wieczystych. Jak mówi dr Wieczorek, zagraża on całemu obrotowi gospodarczemu.

Koniec z „Rodziną na swoim”

W dodatku senat 7 lipca przyjął zmiany, jakie do programu „Rodzina na swoim” wprowadził Sejm. A są to zmiany rewolucyjne. Po koniec 2012 r. program, dzięki któremu budżet państwa przez 8  lat opłacał młodym małżeństwom połowę odsetek kredytu, wygasa. Dodatkowo na ostatni rok obniżono wartość współczynnika określającego maksymalną cenę mieszkania, jakie można kupić, korzystając z programu. – Jeśli ktoś zadłuża się na 30 lat na 300 tys. zł, to miesięczna rata wyniesie ok. 1800 zł. Jeśli korzysta z programu „Rodzina na swoim”, państwo dopłaca mu do tej kwoty przez 8 lat 800 zł. Płacić 1000 zł, a 1800 to duża różnica – mówi Turek. O ile na początku funkcjonowania programu korzystało z niego bardzo mało osób, o tyle obecnie nastąpił prawdziwy boom. W pierwszym kwartale 2011 r. co czwarty ze wszystkich kredytów wzięty został przy wsparciu „Rodziny na swoim”.

Do tej pory Polacy wzięli 100 tys. kredytów w tym programie. Z drugiej strony taka sytuacja daje młodym złudzenie, że ratę w tej wysokości będą płacić przez cały czas, na który rozłożony jest kredyt. Trzeba pamiętać, że budżet dopłaca do odsetek jedynie przez pierwsze 8 lat spłaty pożyczki. Korzystający z programu „Rodzina na swoim” muszą brać to pod uwagę, planując swoje obecne i przyszłe wydatki.
Problemem są także koszty programu. W ubiegłym roku budżet państwa dołożył ponad 200 mln zł do mieszkań młodych małżonków, a do 2020 r. wyda na ten cel ok. 3 mld zł. Budżet, czyli podatnicy. Taki wydatek może być uciążliwy zwłaszcza w trudnej sytuacji finansów publicznych. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę, że według sondażu przeprowadzonego przez CBOS co piąty Polak rezygnuje z posiadania dziecka z powodów materialnych, uważając m.in., że jego sytuacja mieszkaniowa na to nie pozwala, to nie można się dziwić, że politycy traktują ten program jako inwestycję w przyszłość. Traktowali, bo teraz z niego rezygnują.

Co ciekawe, program nie miał negatywnego wpływu na ceny mieszkań. Teoretycznie powinien powodować wzrost cen mieszkań, zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym. A to szkodziłoby szczególnie tym, którzy nie mogli skorzystać z programu „Rodzina na swoim”. Tak się jednak nie stało z powodu kryzysu finansowego. – Ceny mieszkań w Polsce bardzo podskoczyły po wejściu do UE. Wielu inwestorów zagranicznych kupowało mieszkania dla celów spekulacyjnych. W czasie kryzysu wycofali się z tego, co spowodowało spadek popytu i cen mieszkań – mówi Małgorzata Battek.

Jak przejść przez ucho igielne

W 2013 r. program „Rodzina na swoim” będzie już pieśnią przeszłości. Koalicja rządowa przygotowuje nas do tego, wprowadzając już na końcowy okres jego funkcjonowania drastyczne zmiany. Rządzący z jednej strony starają się w jak największym stopniu ograniczyć dostęp do programu. Z drugiej – ostatecznie go ośmieszyć. W jaki sposób? Warto przyjrzeć się limitom cen za metr kwadratowy. Ustala je co pół roku wojewoda. Okazuje się, że w myśl zmienionych limitów w takich miejscowościach jak Lublin, Wrocław czy Kraków w ogóle nie będzie można kupić mieszkania, korzystając z „Rodziny na swoim”. Chyba że ustali się ze sprzedawcami, że w umowie wpisze się niższą kwotę za mieszkanie, a resztę przekaże „pod stołem” – co już wcześniej się zdarzało. Albo kupi kompletną ruderę, której remont będzie drogo kosztować.

Drugim kuriozum jest wprowadzenie możliwości dopłacania do odsetek w ramach „Rodziny na swoim” dla… singli. Do końca 2012 r. kawalerowie i panny, którzy nie ukończyli 35. roku życia (to ograniczenie dotyczy także małżeństw) będą mogli być beneficjentami programu, o ile kupione mieszkanie nie będzie miało większej powierzchni niż 50 mkw. To rozwiązanie ostatecznie grzebie sensowność istnienia programu „Rodzina na swoim”.