Za to, co tu i teraz
Już od 12 lat rodzice przesuwają w dłoniach paciorki, szturmując niebo w intencji swoich dzieci. Monika Augustyniak /GN

Za to, co tu i teraz

Brak komentarzy: 0

Monika Augustyniak; GN 41/2013 Łowicz

publikacja 17.10.2013 06:00

- Różaniec przykleił się do jedynej niepękniętej szyby w samochodzie. Wiem, że mój syn przeżył wypadek dzięki opiece Maryi - opowiada Danusia Kucharska.

Inicjatywa odmawiania Różańca za dzieci, która zrodziła się wśród rodziców w 2001 roku i przez pierwsze lata obejmowała kilkudziesięciu opiekunów, dziś gromadzi tysiące modlących się. Na oficjalnej stronie Różańca Rodziców widnieje 2135 róż. Liczba ta nie dziwi, gdy zorientujemy się, że nawet w niewielkich parafiach istnieje kilka bądź kilkanaście róż rodziców. W parafii pw. św. Stanisława w Skierniewicach pierwsze koła zawiązały się w 2007 roku, a dziś jest ich 17. Kiedy uświadomimy sobie, że do jednej róży wymagana jest obecność 20 modlących się, zaskoczy liczba rodziców, którzy dzień w dzień sięgają po ten ogromny skarb Kościoła, by wypraszać łaski dla swoich pociech. Bo jeśli zawodzą proponowane metody wychowawcze, a wiek młodzieńczy przynosi coraz to nowe pokusy, wtedy to, co można zrobić zawsze, to sięgnąć po paciorki, które Matka Boska przekazała zarówno prostym dzieciom, jak i wielkim świętym Kościoła.

Maryja prostuje kręte drogi

Proste, choć dla niektórych infantylne i bezmyślne, „klepanie zdrowasiek” to potęga, która w historii Kościoła niejednokrotnie udowadniała swą moc. Dziś stała się także bronią w walce z zagrożeniami w wychowaniu. Katarzyna Lange, mama 15-letniej córki i 10-letniego syna, choć z całych sił stara się mieć jak największy wpływ na rozwój swoich dzieci, mówi otwarcie, że sama z mężem nie podoła ochronić ich przed złem. – Weszłam w modlitwę różańcową za dzieci bez zastanawiania się. Różaniec zawsze był dla mnie wielką siłą i z każdą trudną sprawą udawałam się do Maryi. Wierzę, że Ona potrafi wyprostować każdą skomplikowaną sprawę. Zdarza się, że nie widuję się z moimi dziećmi przez większą część dnia i chcę mieć pewność, że ktoś jeszcze, poza mną i mężem, myśli i troszczy się o nie. Jasne, że mamy problemy, bo dorastanie dzieci to trudny czas, ale rozwiązujemy je rodzinnie, zawierzamy Maryi i ufamy, że wyjdziemy na prostą – opowiada pani Katarzyna.

Danuta Kucharska nie ma złudzeń co do ograniczonych możliwości rodziców. – Mając dorosłe dzieci, wiem, że moja opieka nie sięga tam, gdzie jest ona bardzo potrzebna – na imprezy, wyjazdy. Kiedy dzieci wchodzą w swoje środowisko, mogę liczyć na ich mądrość i wzywać pomocy Maryi – mówi. Pani Danusia jest też przekonana, że to właśnie opieka Matki Bożej ocaliła jej syna z wypadku samochodowego, w którym uczestniczył, wracając z zagranicy. – Samochód był skasowany, szyby popękane, bagaże porozrzucane po ulicy. Tylko jedna szyba ocalała. Właśnie do niej przykleił się różaniec, który syn miał między pakunkami. Nie mam wątpliwości, kto zawalczył o jego życie – wspomina z przejęciem.

To nie manipulacja

Warto wspomnieć także o tych rodzicach, którzy nie patrzą tak optymistycznie na modlitwę za swoje dzieci. Czasem, mimo trudu włożonego w mądre wychowanie i wielu modłów, efekty nie są takie, jakich się oczekuje. Bo przecież Bóg daje wolną wolę, a modlitwa różańcowa to nie narzędzie do manipulacji życiem dzieci. Przekonała się o tym pani Barbara, której córka przestała chodzić do kościoła. – Wychowywaliśmy dzieci w miłości do Boga, chodziły na wspólnotę, modliły się. Dziś najstarsza twierdzi, że jest agnostyczką, że weryfikuje swoją wiarę i szuka dowodów na istnienie Absolutu. Wszystko to sprawia, że i ja przechodzę kryzys w mojej relacji z Bogiem, szukam sił do zaufania Mu na nowo. Nie zarzuciłam Różańca za dzieci, ale nie modlę się już tak ochoczo, jak na początku. Mam nadzieję, że to chwilowe załamanie wiary i że Maryja wyprosi u swojego Syna łaskę prawdziwego przylgnięcia do Boga dla moich dzieci – opowiada pani Barbara.

Właśnie ze względu na wolną wolę pan Rafał ze Skierniewic nie traktuje Różańca za dzieci jako inwestycji na przyszłość i gwarancji na pomyślność potomstwa. – Modlę się za to, co tu i teraz. Kiedy idą do przedszkola, modlę się, by nie płakały, kiedy są chore, modlę się o zdrowie, a kiedy uczą się chodzić, wspieram je w tym modlitwą – mówi tata dwóch kilkuletnich córek. Nie przeszkadza to jednak temu, by dziesiątka Różańca za dzieci była dla pana Rafała najważniejszą modlitwą dnia. – Odmawiam go, gdy wychodzę do pracy. Mam wtedy pewność, że zostawiam córeczki w dobrych rękach. Poza tym w moim zabieganiu mogę zrezygnować z każdej modlitwy, ale nie z tej. I jeśli mam czas na tylko jedną dziesiątkę, odmawiam właśnie tę za dzieci.

Pierwsza strona Poprzednia strona Następna strona Ostatnia strona
oceń ten artykuł Zagłosowało 20 osób.
Średnia ocena to 4,0.

Reklama

Reklama

Autopromocja