Jego narodziny zmieniły nas samych
Jadwiga i Janusz Nowakowie z Gawłowa, dzięki pomocy innych, m.in. dzięki 1 proc. odpisów, mogą zapewnić leczenie i rehabilitację swojego synka Antosia, który urodził się z trisomią chromosomu dziewiątego Grzegorz Brożek /Foto Gość

Jego narodziny zmieniły nas samych

Brak komentarzy: 0

Gość tarnowski 5/2019

GOSC.PL

publikacja 19.02.2019 06:00

O chorobie syna, pomocy jaką otrzymali i otrzymują, a także o tej, której nie dostali mówią Jadwiga i Janusz Nowakowie z Gawłowa.

Grzegorz Brożek: Powodem naszego spotkania jest Antoś…

Jadwiga: Urodził się już 7 lat temu. W 6. miesiącu ciąży dowiedziałam się, że nie rozwija się prawidłowo. Najpierw lekarz powiedział, że ma poszerzone komory mózgowe. Następnie lekarze znaleźli kolejną nieprawidłowość: rozszczep podniebienia. Diagnoza schorzenia, z którym urodził się Antoś, to trisomia chromosomu dziewiątego. Jest niepełnosprawny. Ma nieaktywne wodogłowie, nie mówi, jest niepełnosprawny intelektualnie. Udało się go uruchomić i jest jak na swoje schorzenie sprawny. Gdyby nie operacje, rehabilitacja, zabiegi, to Antoś byłby dzieckiem leżącym. Kiedy się urodził, jeden z lekarzy zasugerował nawet, że takie dzieci rodzice oddają do hospicjów. Nam to nigdy nie przyszło do głowy, choć bywa i nadal jest trudno.

Co robiliście po narodzeniu Antosia?

Janusz: Początek to były nieustanne wyjazdy do lekarzy: ortopeda, neurolog, genetyk, chirurg. W kółko, przeważnie do Prokocimia. Jadwiga: Jeździliśmy, choć nie było nas na to za bardzo stać. Antoś miał pół roku, mąż miał wtedy udar, i był na rencie chorobowej wynoszącej chyba 700 złotych. Ja otrzymywałam zasiłek wychowawczy – 400 złotych. Razem mieliśmy coś 1300 złotych, może trochę więcej, na życie, chorego Antka i starsze dwie córki. Co tu dużo mówić, było nam strasznie ciężko. Gdyby nie rodzice Janusza, to wówczas umarlibyśmy z głodu. Naprawdę. Oni finansowali wyjazd na pierwszą operację syna, pobyt w Polanicy i każdy wyjazd do lekarza. Tata Janusza przynosił pieniądze, tankował samochód. Janusz: Po pierwszej operacji Antosia pani Madzia z firmy żony zorganizowała pomoc i dostaliśmy pewną sumę pieniędzy. Od Caritas także otrzymaliśmy dwa razy po 2 tys. zł, na potrzeby leczenia Antka.

Czy odpis na Antka 1 proc. podatków za pośrednictwem Caritas Diecezji Tarnowskiej jest dla was wymierną pomocą?

Janusz: W drugim roku życia Antka zakwalifikowaliśmy się do odpisu. W rekordowym roku otrzymaliśmy 24 tys. złotych. Jesteśmy Antkowi w stanie pomóc, są pieniądze na rehabilitację, na paliwo, na zabiegi, na dodatkowe zajęcia, na lekarzy. Dzięki temu mogliśmy mu zrobić w domu pokój rehabilitacyjny. Poza tym możemy opłacić wydatki związane z alergologiem, integracja sensoryczną, logopedą, aparatem słuchowym, ortezami etc. Dzięki temu wiemy, że damy radę.

Nie zawsze mieliście poczucie bezpieczeństwa finansowego?

Jadwiga: Po narodzinach Antka i udarze Janusza nie dość, że brakowało nam pieniędzy na życie, to jeszcze mieliśmy długi. Zobowiązania spłaciła ciocia Janusza z Nowego Targu. Do dziś przekazuje Antosiowi 10 tys. każdego roku. Janusz: Spotkaliśmy się i spotykamy z innymi gestami pomocy. Jest dwóch panów z Bochni, którzy raz, dwa razy do roku przekazują na konto Antosia po 500 złotych. Gdy odwiedzaliśmy moją rodzinę, to z reguły ktoś nam dla Antka dawał kilkaset złotych. Kiedyś w Wielkim Poście w rodzinie funkcjonowała jałmużna wielkopostna w formie skarbonki dla Antka. Uzbierało się tam niemało pieniędzy. Były też dwa wesela, na których młodzi poprosili gości, by nie kupowali kwiatów, a ofiarowali datki dla Antka.

Podobno pomagała także Piesza Pielgrzymka Tarnowska?

Janusz: Na jednej z nich w czasie dnia Caritas opowiadaliśmy o chorobie Antka, a pielgrzymi złożyli ofiary na jego leczenie. Z tym wiąże się szczególny przypadek, bo rok później znalazł nas w Gawłowie mężczyzna, który słyszał o Antku na pielgrzymce. Wtedy nie mógł go wesprzeć, ale postanowił nas odnaleźć i ofiarował 500 złotych. I takie wypadki się zdarzały.

Pasmo dobroci i życzliwości?

Janusz: Tego jest najwięcej i za to bardzo dziękujemy w imieniu Antka. Zdarzało się jednak także, że spotykaliśmy się z pomówieniami, że chcemy wzbogacić się na niepełnosprawnym dziecku, czy oskarżeniami o kradzież pieniędzy przeznaczonych dla Antka. To jest przykre, ale trzeba o tym wspomnieć, by opowieść była prawdziwa.

Czego uczy was Antek, jego choroba, pomoc, którą otrzymujecie?

Jadwiga: Widzimy, że pojawianie się na świecie Antka, który nie był planowanym dzieckiem, było jakimś Bożym zamysłem. Na pewno choroba jego, potem Janusza, kłopoty finansowe, zdrowotne, to wszystko przywróciło nam proporcje w życiu. Pomogło ustawić priorytety. Staliśmy się chyba lepszymi ludźmi, także zbliżyło nas to do Boga. Wcześniej nie zawsze tak było.

Pierwsza strona Poprzednia strona Następna strona Ostatnia strona
oceń ten artykuł Zagłosowało 4 osoby.
Średnia ocena to 5,0.

Reklama

Reklama

Autopromocja