Rzecznicy Pana Boga

Alojzego i Marię połączyła miłość małżeńska i równie gorąca miłość do Boga. Wychowali czworo dzieci. „Wszystko czyniłam z intencją obrony interesów Pana Boga w waszych duszach” – pisała Maria w liście-testamencie do dzieci. 


Reklama

To była pierwsza beatyfikowana para małżeńska. Oczywiście świętych małżeństw z pewnością było wiele, na ołtarze Kościół wynosił wcześniej żony i matki, mężów i ojców, ale nigdy nie dotyczyło to jednej pary małżeńskiej. Dlatego beatyfikacja Alojzego i Marii Beltrame Quattrocchich, dokonana przez Jana Pawła II
21 października 2001 roku, była wydarzeniem przełomowym. W uroczystości wzięło udział troje dzieci nowych błogosławionych: 95-letni ks. Tarcisio, 92-letni trapista o. Paolino oraz 87-letnia Enrichetta, konsekrowana świecka. Liturgiczne wspomnienie błogosławionych małżonków wyznaczono na 25 listopada, czyli dzień, w którym w 1905 roku otrzymali sakrament małżeństwa. 
Maria zostawiła po sobie książki o tematyce rodzinnej i mnóstwo listów. Jej teksty dosłownie promieniują miłością. Miłością do Boga, do męża, do dzieci – nie ma między nimi żadnej konkurencji.

Świat zmienił się w ciągu ostatniego półwiecza tak bardzo, że wiele rzeczy brzmi w tych tekstach nieco staroświecko. To jakby inny świat, który znamy tylko z dawnych opowiadań. Czy jednak taki obraz rodziny, pełnej pięknej, wiernej, mądrej miłości, to już naprawdę przeszłość? Czy ów ład życia zbudowanego na Ewangelii, na miłości i na wierze musi zaginąć pod naporem chorych ideologii, wrzasku „tęczowych” manif, medialnych manipulacji „inżynierów dusz” czy presji zdemoralizowanych elit? Wierzę w to, że wcale nie musi, choć jest poważnie zagrożony. 


Dusza moja
nie może żyć bez ciebie


W książce „Radiografia małżeństwa”, napisanej już po śmierci męża, Maria porównuje miłość małżeńską do osnowy i wątku, które przeplatając się, tworzą całość tkaniny małżeńskiego życia. Piękny obraz. „Szczerze wyznaję przed Bogiem, że w ciągu prawie pół wieku wspólnego życia nie było ani jednej chwili znudzenia, przesytu, znużenia” – wspomina. A o mężu pisze: „Widzę teraz, że on był podstawą wszystkiego i na nim się wszystko opierało. On był inspiracją wszelkiego dobra, wszelkiego działania, każdego pragnienia. Ziemskie życie, całe moje życie było przeniknięte wzbudzonym przez samego Boga pragnieniem uszczęśliwienia ukochanego. Pragnęłam upiększyć kobiecym wątkiem delikatności i miłości tę męską osnowę, w której nie widać cienkich nitek, ale która jest mocna i będąc jednolitą całością oddaje się drugiemu. (…) Nitka za nitką tworzy wątek, wątek jest dla osnowy, a osnowa dla wątku, jako że jedno bez drugiego nie utworzy jednolitego materiału. Wątek potrzebuje osnowy i tak samo w małżeństwie jedno potrzebuje drugiego, jedno daje drugiemu siłę i wsparcie. Każda nitka jest wpleciona w osnowę i razem tworzą ten cudowny materiał, jakim jest nierozdzielna wspólnota obojga. Tak właśnie jest w małżeństwie. Nitka za nitką zostaje wpleciona w osnowę, wątek i osnowa są złączone w Bogu tak ściśle, że jedno bez drugiego nie ma racji bytu nigdy, nawet w wieczności”.
Przeżyli razem 46 lat w małżeństwie. Jak to się zaczęło? Maria Luiza (ur. 1884 r.) pochodziła z książęcego rodu Corsinich z Florencji. Jej ojciec był wojskowym, matka damą z arystokratycznej rodziny Salvi. To nie było idealne małżeństwo, ojciec często wybuchał gniewem. Rodzina Corsinich przeprowadziła się do Rzymu, gdzie Maria otrzymała staranne wykształcenie. W czasie jednego ze spotkań towarzyskich rzymskich elit poznała miłość swojego życia. Alojzy Beltrame Quattrocchi (ur. 1880 r.) pochodził z Katanii (Sycylia), z zamożnej mieszczańskiej rodziny. Gdy miał kilka lat, przeprowadził się do ciotki, która go adoptowała i wraz z mężem wychowywała. Od nich przejął drugie nazwisko – Quattrocchi.
Alojzy z przybraną rodziną, przeprowadził się do Rzymu. Tam skończył prawo na Uniwersytecie Sapienza. Jako młody adwokat mieszkał w tej samej dzielnicy co rodzina Corsinich, w pobliżu bazyliki Matki Bożej Większej. Należał do tych samych kręgów towarzyskich, więc ich drogi się przecięły. Poznają się w 1899 roku. Po jakimś czasie zaczynają pisywać do siebie. W tym czasie umierają przybrani rodzice Alojzego, a w 1904 roku on sam zapada na ciężką chorobę żołądka, jego stan jest beznadziejny. W jednym z listów Maria wysyła mu obrazek Matki Bożej Różańcowej z Pompei, na którego odwrocie napisała: „Jest to obrazek, przed którym ze łzami modliłam się żarliwie o Pańskie zdrowie. Niech Pan go codziennie rano i wieczorem pocałuje i zawsze nosi przy sobie”. I Alojzy wraca do zdrowia. 15 marca 1905 roku wyznają sobie miłość, oficjalne zaręczyny mają miejsce 31 marca. W okresie narzeczeństwa, zmuszeni przez rodzinne sprawy do rozłąki, piszą do siebie gorące listy. Dwa razy dziennie. Alojzy nazywa swoją narzeczoną „Madonnina” (zdrobnienie od Madonny). Ona zwraca się do niego „miłości moja święta”. Alojzy: „Gdybym Cię pocałował w usta, to chyba wypiłbym całą twoją duszę”. Maria: „Dusza moja nie może żyć bez ciebie”. W listach Maria delikatnie wypytuje swojego narzeczonego o wiarę, która była dla niej bardzo ważna. „Czy byłeś dzisiaj na Mszy świętej?” – pyta w święto Wniebowzięcia. A w innym liście: „Ale ty, Gino, wierzysz, prawda? Czy modlisz się czasem?”. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Zibi89
    26.10.2014 18:13
    To Twój strach czy już groźby pod moim adresem?
    Pozdrawiam: Administrator forum GK24.
  • Zibi89
    27.10.2014 11:07
    Dziwna technika podszywania się pod kogoś kim się nie jest. Może teraz taka moda. Nie wiem. W każdym razie masz pozdrowienia od administratora forum GK24.
  • Zibi89
    27.10.2014 12:17
    Poza tym chciałbym przypomnieć Jaśnie Wielmożnemu sądowi i protokolantce jeszcze nienajjaśniejszej Rzeczpospolitej Polskiej z orłem praktycznie bez korony, że występuję nie w charakterze skazanego lecz podejrzanego lub oskarżonego o prowadzenie samochodu, pod który wybiegł 16-letni wówczas człowiek na przejściu dla pieszych. 17-latek może kłamać i posiłkować prokuratora. To wszystko wygląda na prowokację policji, służb i GW. Tyle w temacie.

    Bóg jest jeden. Podobnie i prawda jest jedna. Dlatego prawdą będzie dekomunizacja. Dziękuję. Dobranoc.
  • JP
    27.10.2014 13:50
    "Po ponad 20 latach małżeństwa podjęli decyzję o życiu w czystości"

    Piękny artykuł, ale to sformułowanie jest tragiczne. To znaczy, że wcześniej żyli w nieczystości? Jeśli będziemy konsekwentni, to powinniśmy powiedzieć, że wszyscy małżonkowie żyją w nieczystości. Należało chyba użyć sformułowania "podjęli decyzję o życiu we wstrzemięźliwości seksualnej", ale nie brzmiało by tak pięknie, prawda?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama