Pod żaglami z Don Bosko

Z kim na wakacje? Z komandorem ks. Królem. Gdzie? Na Mazury, w góry i nad morze. Po co? By budować zamki z piasku, przeżyć sztorm na jeziorze i spowiedź na górskim szlaku.

Reklama

Organizowane od 13 lat salezjańskie obozy z Don Bosko (czyli w duchu ks. Jana Bosko) to prawdziwy hit i szkoła przetrwania. Co roku, pod opieką ok. 100 wolontariuszy, wyrusza na nie prawie 1000 dzieci. – Jeśli ktoś myśli, że wakacje pod opieką księdza to mało atrakcyjny pomysł, jest w błędzie. Zainteresowanie naszymi obozami udowadnia, że nudno nie jest, i nie trzeba cały dzień się modlić, a dzieciaki w lot pojmują, że ksiądz nie tylko odprawia Mszę św., ale także żegluje, pływa w jeziorze, opala się i łowi ryby. Jeżdżąc na mazurskie rejsy, jestem z młodzieżą przez 24 godziny na dobę. Pod żaglami śpimy, razem przygotowujemy posiłki, bawimy się, sprzątamy, śpiewamy… To buduje więzi, na dobre i na złe – opowiada ks. Andrzej Król SDB, jachtowy sternik morski i komandor Yacht Club Saltrom, który działa przy krakowskim Salezjańskim Ruchu Troski o Młodzież Saltrom. - Błogosławiony Jan Paweł II jako młody ksiądz też zabierał młodzież w góry i na kajaki. Naśladujemy Go i przemycamy naszym dzieciakom co nieco ze świata wartości, bo bez tego ani rusz – dodaje.

Msza na plaży i jeziorze

– Mazurski obóz wędrowny zaczynamy w Mikołajkach, potem – w zależności od pogody – żeglujemy na południe lub na północ, szlakiem Wielkich Jezior. Odwiedzamy Ruciane Nidy, Giżycko, Niegocin, miejsca dobrze znane, i te jeszcze nie odkryte. Pobudka jest codziennie o godz. 8, potem modlitwa, śniadanie i ruszamy w dalszą drogę. Są osoby, które pod żagle jeżdżą co roku, bo wyprawy cementują nawiązane tu przyjaźnie, dają mnóstwo cennych doświadczeń i rozwijają nas duchowo – opowiada Agnieszka Małaszek, która z Saltromem żegluje już 10 lat. Zaczynała jako uczestniczka obozów, teraz jest wychowawczynią.

Na każdym turnusie na dzieci i młodzież czeka specjalny program wychowawczy (realizowany podczas pracy w małych grupach), przygotowany przez psychologa i pedagoga na podstawie bajki lub filmu, np. „Król Lew”, „Czas Simby”, „Mały Książę”. Dzień zaczyna się i kończy modlitwą, podobnie jak i posiłki. Zgodnie z salezjańską tradycją do łóżek nie można odmaszerować bez dobrego słówka przed snem, czyli krótkiej i pozytywnej opowieści na dobranoc. Podczas turnusu wszyscy uczestniczą też kilka razy we Mszy św.

– Spada poziom religijności w społeczeństwie, to widać także podczas naszych obozów. Jeszcze kilka lat temu udział we Mszy św. na wakacyjnym wyjeździe prowadzonym przez księdza był dla dzieciaków czymś naturalnym. Teraz nie ma w nich nawyku chodzenia do kościoła, wynikającego z wewnętrznej potrzeby, z zakorzenionej w sercu wiary. Choć część młodzieży przyjęła już sakrament bierzmowania, to na obozach po raz pierwszy spotyka się z głębszymi praktykami religijnymi, np. z codzienną modlitwą – mówi ks. Andrzej Król.

Doświadczenie pokazało, że dla wielu osób zbyt duża dawka religijnych elementów nie sprawdzała się, a codzienna Msza była sztuką dla sztuki. – Teraz, w Mszy św., którą odprawiam każdego dnia, uczestniczą chętni. Stawiamy na świadome i dobrowolne przeżywanie wiary i dyskretnie w tym pomagamy. Wielu uczestników obozów mówi potem, że Msza na kajaku, na górskim szlaku, plaży czy łące była tak silnym przeżyciem, że stała się impulsem do zbliżenia się do wiary i życia sakramentalnego. Podobnie jest ze spowiedzią – często zaczyna się od rozmów w drodze i budowania zaufania, a kończy się mocnym rachunkiem z całego życia – dodaje.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama