Boży PESEL

Ta chwila zmieniła nasze życie na zawsze. Nie można już przestać być dzieckiem Bożym, co nie znaczy, że nie trzeba się nim ciągle stawać.

Podobnie sprawę widzi s. Flawia Szmeichel, urszulanka ze Słupska, która od 30 lat zajmuje się przygotowaniem dorosłych do chrztu. Nie ma dokładnych danych, ale spod ręki s. Flawii wyszło prawie 500 katechumenów, nie tylko z naszej diecezji. – Na początku to byli głównie wojskowi, milicjanci czy partyjni. Dzisiaj najczęściej ludzie z rodzin Świadków Jehowy czy zaniedbanych religijnie chrześcijan – mówi s. Flawia. – Pierwszy to był taki oficer. Powiedział, że ma miesiąc urlopu. Przychodził dwa razy dziennie po trzy godziny. Pilnie się uczył. Potem przedłużył ten urlop, bo chciał się nauczyć jeszcze więcej. Był okres, że przychodzili przez pół roku po pięć razy w tygodniu. Przed Bożym Narodzeniem przygotowywałam pewną parę. 28-letni mężczyzna solidnie przychodził prawie przez rok: dwa razy w tygodniu po godzinie – opowiada siostra. Po długim przygotowaniu Patryk stanął przed problemem wyboru chrzestnych. – Nikt nie chciał się zgodzić. W końcu ks. Dawid zadzwonił i powiedział, że ma kogoś odpowiedniego.

Mirka i Anetkę poznałem dopiero na próbie generalnej przed chrztem. To Bóg mi ich przysłał. Mam w nich wielkie wsparcie. Mirek ciągle kładzie mi coś do głowy, często się go radzę – opowiada Patryk. – Dostaje nieraz ode mnie takie kuksańce, że się potem nie odzywa przez trzy dni – wtrąca z uśmiechem Mirek Filiczkowski, chrzestny Patryka. – Kiedyś myślałem, że takim chrzestnym może być ktokolwiek, ale mieć rodzica chrzestnego, który nie będzie mógł poprowadzić w wierze, to chyba ciężka sprawa – przyznaje Patryk. Po roku od swojego chrztu Patryk wciąż pewny jest kilku rzeczy. – Jak ktoś mi mówi, że Boga nie ma, to jest po prostu matołem. Ja już na drugi dzień po chrzcie miałem takie silne poczucie, że nie jestem sam. Wszystko mnie fascynuje w Kościele; ludzie się modlą, wielbią Boga, dzieją się cuda, z każdej Mszy św. z czymś się wychodzi. Próby są zawsze, codziennie. Pełna ochrona jest wtedy, gdy jest pełne zaufanie. Człowiek sobie myśli, że może zaufać tylko trochę. Albo się wierzy w Boga całkiem, albo wcale – mówi Patryk, chrześcijanin od roku.

Gdy grozi śmierć

Ks. Piotr Subocz, kapelan szpitali w Koszalinie
– Pielęgniarki doskonale wiedzą, jak ochrzcić dziecko w niebezpieczeństwie śmierci. Wszystko dokładnie odnotowują w specjalnym zeszycie i dają odpowiednie zaświadczenie rodzicom. Jeśli dziecko przeżyje, to w odpowiednim czasie w parafii robi się tzw. dopełnienie, czyli obrzędy wyjaśniające. W roku 2012 takich chrztów w koszalińskim Szpitalu Wojewódzkim było ok. 30. W tym roku już 5.

Jest nadzieja
„Istotnie, wielkie miłosierdzie Boga, »który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni« (1Tm 2,4), i miłość Jezusa do dzieci, która kazała Mu powiedzieć: »Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im« (Mk 10,14), pozwalają nam mieć nadzieję, że istnieje jakaś droga zbawienia dla dzieci zmarłych bez chrztu” (n. 101). Międzynarodowa Komisja Teologiczna, Nadzieja zbawienia dla dzieci, które umierają bez chrztu (19 I 2007)

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| CHRZEST, RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama