Uruchom program!

O makijażu Matki Bożej, „właściwym” stroju maryjnym i odkrywaniu kobiecości mówi s. Anna Maria Pudełko.

Ale singielka żyje przecież w społeczeństwie...

Owszem. I jeśli faktycznie tworzy, działa, pomaga – odnajduje się w nim. Bardziej niepokoi, gdy żyje wyłącznie dla siebie i „na siebie”, czyli odrzuca pogłębione relacje. W sposób egocentryczny czy egoistyczny postrzega świat, pracę, przestrzeń wokół siebie. A to jest zjawisko, które się rozszerza. Kobiety coraz częściej odrzucają zobowiązania, małżeństwo, nie szukają trwałych związków, wybierając np. seks bez zobowiązań i spełnianie się wyłącznie poprzez karierę.

Kariera jest zła?

Oczywiście, że nie. Ale warto podkreślić, że jeśli kobieta odkryła siebie i spełnia się w miłości, jej kariera jest w pewnym sensie służbą. Nie jest celem samym w sobie, który przysłania wszystko inne. Natomiast jeśli „robienie kariery” polega na posługiwaniu się ludźmi, czy to do zdobycia osobistych celów, czy też służy temu, aby nadrobić utracone poczucie wartości, to prowadzi do goryczy i samotności. Wiele kobiet aktywnych zawodowo, robiących autentyczne kariery, znających swoją wartość i wartość drugiego człowieka, potrafi połączyć pracę zawodową, opiekę nad dziećmi i życie małżeńskie, nawet gdy fizycznie bywa ciężko. Jednocześnie można zaobserwować wśród niektórych kobiet, że nastawienie wyłącznie na aktywność zawodową, jako sposób na dowartościowanie się – staje się destrukcyjne i autodestrukcyjne. Z tego wynika więcej zła niż dobra.

I teraz część pań mocno się zdenerwowała.

I bardzo dobrze. Od takich „nerwów” można rozpocząć zmiany w życiu. Chciałabym podkreślić, że jeśli kobieta nie znalazła nikogo, z kim mogłaby dzielić życie, może być szczęśliwa i spełniona, bo zawsze jest wartością. Jednak konieczne jest odkrywanie, nadawanie właściwego sensu temu, czym już żyję. Niezależnie od stanu można zbudować dobre relacje, sieć obecności, życzliwości. Można być znakiem nadziei dla innych, być oczekiwaną i potrzebną innym. Jednak może to osiągnąć tylko taka kobieta, która dokonała wyboru: kieruje własnym życiem świadomie, odnajduje swoje miejsce w Kościele i świecie. Przychodzą do mnie kobiety, które – jak twierdzą – nie czują powołania ani do małżeństwa, ani do zakonu, ani do dziewictwa konsekrowanego. I naprawdę są mocno zagubione.

Co im radzisz?

Po pierwsze, muszą odkryć to wszystko, co otrzymały już na chrzcie: są uczennicami Jezusa, otrzymały od Niego wiele darów. I powoli muszą te dary odkopać, wydobyć z siebie i z nich korzystać. Nie jest możliwe zrozumienie własnego powołania, podjęcie wolnej decyzji, gdy nie zna się siebie i zasobów otrzymanych od Boga. My, kobiety, mamy tendencję, by skupiać się na niedoskonałościach, brakach, potrafimy bez większej przyczyny przechodzić z dołu w dół i wciąż zadręczać się tym, jakie to „jesteśmy złe”. Zamiast skupiać się na tym wszystkim, co w nas dobre, na „pakiecie” od Pana Boga. W komputerze potrafimy kliknąć „uruchom program” i potem, za pomocą tego programu, działać i pracować. Ale nam samym trudno uruchomić wewnętrzny, doskonały program, zapisany w nas od wieków. Do jego uruchomienia jest potrzebny Pan Bóg i drugi człowiek. Bóg prowadzi, a drugi człowiek pomaga w tej drodze. Myślę tu choćby o kierowniku duchowym – kapłanie czy siostrze zakonnej.

Kierowniczka duchowa? Mało się o takiej możliwości w Kościele mówi.

Każda wierząca kobieta, która przeszła własną drogę, ma pewne doświadczenie i mądrość, może być kierowniczką duchową. To wielki potencjał, choć w Kościele rzeczywiście mało rozpoznany. Jest nawet jakiś lęk przed tym, wynikający z permanentnego mylenia spowiednictwa z kierownictwem. Spowiednik i kierownik duchowy to zupełnie różne funkcje i zadania. Zresztą ja nawet nie przepadam za nazwą „kierownik”, bo kierownik jest dyrektywny. Wolę towarzyszenie, towarzyszenie duchowe. Towarzysz, towarzyszka duchowa stoi z boku i jest niejako tutorem. Nie narzuca się, nie zmienia na siłę. Pomaga wskazówkami, wspiera, nigdy nie manipuluje. Trzeba odróżnić tu zresztą przeżywane w wolności posłuszeństwo od niezdrowej zależności, gdzie ja chowam się za kierownika, przestaję myśleć i działać w wolności, a to kierownik za mnie podejmuje decyzje. Taka niezdrowa uległość prowadzi do infantylności, bo przecież podejmowanie decyzji, w tym mądrego ryzyka, warunkuje rozwój i dojrzewanie. Ryzyko może prowadzić albo do destrukcji, albo do rozwoju. Mądre ryzyko prowadzi do przekraczania schematów i własnych zahamowań.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja