Nuda nie jest sztuką

W pracowni wszystko jest pomalowane, kolorowe i radosne. Krzesła, stoły, ściany, stary parasol na półce (też pomalowanej) i abażur lampy.

Reklama

Tysiące kartonów, płócien, płyt pilśniowych zamalowanych z dwóch stron barwnymi plamami, mazami, obrazami… – Wszystko może być tworzywem – wyjaśnia Adam Plackowski, twórca malarstwa emocjonalnego. – Uczę dzieci wykorzystywania materiałów, które są pod ręką. Niewyrzucania niczego. Korzystania z bazy, jaką są niedokończone prace innych.

Malowanie emocjami

Na tym polega malarstwo emocjonalne. Adam Plackowski wykreował ten nurt po trochu z oszczędności (twierdzi, że nie lubi, gdy porzucone palety, pełne niewykorzystanych farb, marnują się), a bardziej z potrzeby własnego niespokojnego ducha i drzemiących w artyście niezgłębionych możliwości. Czym jest „malarstwo emocjonalne”? – To forma dwuskładnikowego malarstwa wielkoformatowego, składającego się z podobrazia oraz obrazu realistycznego, stworzonego przez artystę – odpowiada twórca. – Wykorzystuję prace, które tworzymy z dziećmi czy osobami niepełnosprawnymi na zajęciach arteterapeutycznych. To jest baza, na której buduję własny obraz.

Zdaniem artysty, ta forma twórczości nie tylko uwalnia i porządkuje emocje malarza, ale jednocześnie staje się sposobem na pozawerbalne komunikowanie się z drugim człowiekiem. – Dzieci, które zachęcam do spróbowania swoich sił w malarstwie emocjonalnym, uczą się empatii, współpracy, przekraczania utartych konwenansów i szablonów – mówi Adam Plackowski. Sam empatią, współczuciem i zrozumieniem innych mógłby obdzielić kilkanaście osób. Jest profesjonalistą, absolwentem Akademii Sztuk Pięknych, pasjonatem, społecznikiem, mądrym człowiekiem o właściwej hierarchii wartości. – Trzeba mi było wiele przejść w życiu, żebym zrozumiał, co jest ważne – przyznaje A. Plackowski.

Staję się dzieckiem

Artysta, odkąd pamięta, lubił przebywać z dziećmi. Organizował im zajęcia, nie pozwalając na nudę. Z pasji i potrzeby ukonstytuowało się Stowarzyszenie Malarstwa Emocjonalnego „Placek”. Zrzesza zapaleńców, społeczników, którzy chcą od życia czegoś więcej niż tylko ciepłych kapci przed telewizorem. Wiele imprez plenerowych, nie tylko na Śląsku i nie tylko w Polsce, animowanych jest przez stowarzyszenie. „Placek” zajmuje się działaniami arteterapeutycznymi. Współpracuje z ośrodkami wychowawczymi, pracownikami socjalnymi, szkołami i przedszkolami. W jego funkcjonowanie zaangażowana jest cała rodzina Plackowskich: żona Bogusia (mąż nazywa ją „mózgiem operacyjnym” całej działalności) oraz dwie córki artysty, Agata i Jagoda. Stowarzyszenie jest organizacją non profi t. Stara się jednak o różnego rodzaju dofinansowania, by przetrwać. – Wchodzimy w projekty unijne, ale nie zawsze udaje się otrzymać granty – mówią Plackowscy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama