Ruszyły marzenia

Kiedyś pani Stasia powiedziała: „Wie ksiądz, modlę się, żeby Pan Bóg najpierw zabrał Jurka, a potem mnie”. I tak się stało.

Reklama

Jurek był jej dorosłym synem z zespołem Downa. Pomimo tego, że miała dobrą, kochającą rodzinę, bała się o jego los. Jak wszyscy rodzice niepełnosprawnych dzieci, kiedy myślą o swojej starości. Pani Stasia tak jak chciała, najpierw pożegnała Jurka, a niedługo sama odeszła spokojna. Ksiądz Henryk Bardosz, przewodniczący Katolickiego Stowarzyszenia Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół „Modlitwa i Czyn” w Zabrzu dokładnie pamięta tę rozmowę. Z takich właśnie rozmów wyrósł pomysł na wybudowanie tego domu. Dla osób niepełnosprawnych, które po śmierci najbliższych zdane są na pomoc sąsiadów lub zamieszkanie w domu pomocy społecznej, co w ich przypadku nie jest konieczne.

W domu, czyli u siebie

Pierwotnie stowarzyszenie myślało o remoncie obecnego domu w Biskupicach, jednak koszt okazał się tak duży, że inwestycja była zupełnie nieopłacalna. Postanowili więc obok postawić nowy. Budowa ruszyła 10 września, a uroczyste jej otwarcie było 22 września, kiedy niepełnosprawni jak zwykle zebrali się na powakacyjnym spotkaniu. Zaproszeni zostali bp Jan Wieczorek, prezydent Zabrza Małgorzata Mańka-Szulik i osoby zaangażowane z budowę domu. Wykonawcą jest zabrzańska firma Darc, ale zanim weszli budowlańcy, teren przygotowali wolontariusze, którzy pracowali tu latem. Dom, przewidziany dla 12 osób niepełnosprawnych, będzie parterowy, wkomponowany w istniejącą już zabudowę, z salą rehabilitacyjną i rekreacyjną, pokojami z łazienką i aneksem kuchennym, wspólną jadalnią, tarasem. Nowoczesny, wygodny, ale bez przepychu.

Taki, żeby dało się stworzyć tu prawdziwą wspólnotę zamieszkania. – Pomysł jest taki, by osoby niepełnosprawne, tak jak w normalnej rodzinie, poczuły się odpowiedzialne za to miejsce. Poczuły się tu u siebie, jeszcze bardziej mogły się otworzyć i zaistnieć w społeczeństwie – wyjaśnia ks. Bardosz. I dodaje, że nie będzie to hermetyczny świat, ale otwarty na innych dom. W zależności od potrzeb zamieszka w nim może dwóch lub trzech wolontariuszy. Odpowiedzialny za budowę jest ks. Sebastian Bensz, ze stowarzyszeniem związany od czasów seminaryjnych. – Idea jest na tyle nowatorska i na tyle ważna, że to musi się udać i zarazić innych. Przez tę inicjatywę chcemy też zasygnalizować, że te osoby potrzebują normalności – mówi. Jako przykład podaje ich „stowarzyszeniowe” małżeństwo niepełnosprawnych, którym na początku w ich w środowisku nikt nie dawał szans. Dziś mieszkają samodzielnie i są razem szczęśliwi. – Dla mnie ten dom będzie miejscem, które scali nasze stowarzyszenie – mówi ks. Bensz. Ostatnio często powtarza: skończyła się zabawa w stowarzyszenie, w końcu zaczynamy być stowarzyszeniem.

Koreczkowa akcja trwa

Planują, że jeśli pogoda będzie sprzyjała, to do końca roku dom będzie w stanie surowym zamkniętym. Wparciem finansowym na budowę domu jest prowadzona przez nich akcja „Koreczek na domeczek”, czyli zbiórka plastikowych zakrętek. Do tej pory włączyło się w nią około 70 szkół, wiele parafii, a oprócz tego co rusz pod drzwiami znajdują worki wypełnione różnokolorowymi nakrętkami. Cała dokumentacja związana z projektami budowy została sfinansowana właśnie z tych środków. Akcja trwa dalej, może w przyszłości będzie stanowić dodatkowe źródło utrzymania domu. Liczą też na środki z jednego procenta podatku. – Jedno, czego bym chciał, to żeby przy tej okazji głośno mówiło się o problemie osób niepełnosprawnych pozostających bez najbliższych i o trudnych dylematach ich rodziców. O osobach, które nie potrzebują zakładu, domu opieki, chociaż te miejsca oczywiście też są potrzebne, ale potrzebują normalnego domu. Dlatego nie chciałbym z tego miejsca zrobić instytucji – mówi ks. Bardosz. – Kiedy pomyślę o tym, że za jakiś czas ktoś stanie w tym miejscu i powie: „To mój dom”, to wiem, że warto mieć marzenia – dodaje ks. Bensz. Wierzy w to, że to dopiero początek. I po tym pierwszym pojawią się kolejne domy, bo potrzeby są wielkie. Jako przykład podaje centrum dla osób niepełnosprawnych, w którym pracuje jego wujek mieszkający w niemieckim Bielefeld. A zaczęło się od ewangelickiego pastora, który przed wojną kupił mieszkanie dla dwóch niepełnosprawnych osób. Dziś ośrodek pomaga kilkudziesięciu tysiącom. Podobnie jak Jean Vanier i jego wspólnoty Arka. – Jak będzie z kolejnymi marzeniami, zobaczymy, ale właśnie jest czas, kiedy te pierwsze się spełniają. Od nas będzie zależało, co dalej. Plany mamy. Wierzę też, że przyjdą pieniądze. Mocno żyjemy chwilą obecną i na tym się skupiamy. Pan Bóg pokazuje nam drogi, a nasi modlą się – mówi ks. Henryk Bardosz o niepełnosprawnych. „Modlitwa i czyn” w ich nazwie, w rzeczywistości oznacza, że ci którzy – jak mówią – „są zawieszeni w czynie”, modlą się za tych, którzy więcej działają.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama