Stracić pamięć, stracić życie

Zakopane... Dla mnie to nie Mekka, do której trzeba pojechać. Ja tam jestem u siebie. Od dziecka.

Na cmentarzu grób moich stryjenek. Staram się być tam co roku. A poza tym – moje Tatry! Choć pół dnia, żeby się napatrzyć, odetchnąć i gdzieś „wyskoczyć”. Po południu odwiedzam zwykle stary cmentarz, który też znam od dziecka. Gdy dziś wychodziłem ze starego kościółka, wchodziła młoda mama z dwojgiem dzieci. Zamieniłem z nimi kilka słów. Za jakieś 20 minut spotkaliśmy się na cmentarzu. Od grobu do grobu. Od człowieka do człowieka. Tylu tam pochowanych sławnych ludzi, wielkich Polaków. Niektóre nazwiska znane powszechnie, niektóre tylko w jakichś kręgach – a szkoda. Zapytałem, tak z ciekawości, skąd oni są. „Z Koblencji”. Rozmowa przeskoczyła na inne tory: Polacy w Niemczech. Ilu z nich żyje bez wiary, bez sakramentów, bez niedzieli. Wielu kiedyś w Polsce wiarę pielęgnowało. Na obczyźnie własna wiara stała się im obca.

Choć kościół z polskim duszpasterzem blisko. Kolejny grób, kolejne sławne nazwisko, już nie pamiętam, czyje – Przerwa-Tetmajer czy Orkan? Prawie naprzeciw Makuszyński. „Niech ksiądz patrzy – wskazała na ludzi na cmentarzu – sami starsi, młodych nie ma”. Faktycznie, ona i jej dzieci byli najmłodsi. Wiem, co roku w maju i czerwcu jest tu sporo szkolnych wycieczek. Ale tego dnia młodych to widziałem na Kasprowym Wierchu, mimo mrozu, śniegu i wiatru. A młodych całe tabuny na Krupówkach. Zajęci sobą, rozbawieni, bywa, że rozpychają innych. Jasne, oni przyjechali do Zakopca! To jedna wielka impreza. Tylko że pamięci nie odświeżają. Tej wspólnej, narodowej, patriotycznej, artystycznej, tatrzańskiej, charytatywnej (są tu także groby albertynów). Religijnej też nie. Zapytałem, czy z dziećmi czytała tablicę przy wejściu: „Ojczyzna to ziemia i groby. Narody tracąc pamięć, tracą życie”.

Nie, nie zauważyła. Ale treść napisu ją zelektryzowała. I już nawet nieważne, czy to słowa francuskiego marszałka Focha, czy polskiego poety Norwida. Każdy myślący człowiek musi im przyznać rację. „Cieszę się, że jestem tu z dziećmi. Małe jeszcze, ale powinny zobaczyć, co ważne”. Odświeżanie polskiej narodowej pamięci coraz mizerniejsze. Szkolne programy odcięte zostały od tego zadania prawie całkowicie. Mam nieodparte wrażenie, że jest to część większej operacji. Nie ośmielam się nazywać jej piątym rozbiorem Polski, ale niepokojące to zjawisko. Czy dopiero trzeba znaleźć się wśród obcych, na emigracji, by z daleka zobaczyć, że tracąc pamięć, naród traci życie?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • amico
    28.10.2012 12:03
    Księże Tomaszu, gratuluję, pięknie napisane, mogłoby stanowić homilię na niedzielnej mszy! Bez jadu, bez nienawiści, cynizmu, hipokryzji itd. Każdy z nas katolików powinien możliwie czesto bywać na cmentarzu! Taki pobyt uświadamia nam kruchość naszego życia, jego wartość doczesną, przypomina nam, że nasze ziemskie życie to pielgrzymka, to dzierżawa, którą musimy opuścić! Pamiętam, jeszcze z młodych lat, jak leciwy wówczas ksiądz zachęcał nas do odwiedzania cmentarzy. I to czynię od kilku już dziesiątków lat.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja