Babcia rozdaje karty

Będziesz ją kochał więcej niż rodziców... Więcej niż mnie – dziadek pokazał Romkowi Biblię. A babcia Aniela po powrocie z nabożeństwa zaczęła rozdawać Tomkowi karty.

To nie jest kraj dla starych ludzi – pisałem niedawno. – Zepchnięci na margines przez tych, którzy „zabierają babciom dowód”, siedzą w swych mieszkankach, ściskają w rękach piloty i zdumieni oglądają nastolatków dzielących się z nimi swą wiedzą o aborcji, wojnach, demokracji i globalnym ociepleniu. A jednak babcie i dziadkowie „robią swoje”. Snują swą opowieść o spotkaniu Najwyższego. Zazwyczaj nie widzą owoców swej pracy i godzin spędzonych na kolanach i narażeni są na kpiące spojrzenie wnuków czy ironiczne wzruszenie ramion. Owoce widać po latach. Zapraszam na wycieczkę do Tarnobrzega, Tarnowa i Krzepic. Ruszamy…

Karty na stół

„U ludzi to niemożliwe, / U Boga na wszystko jest czas/ Zaświaty przyszły na świat, i kręcą się wokół nas/ I piją ze mną herbatę, i sadzą cynie po wsiach/ Do kina nie ma co iść, zostańmy tu w karty grać/ Anielo, Anielo, mój aniele” – śpiewa Tomasz Budzyński, zdradzając kwintesencję chrześcijaństwa. O tym, że „zaświaty przyszły na świat i kręcą się wokół nas”, powiedziała mu babcia Aniela. A może nie mówiła tego wprost, tylko mały Tomek wyczytał to między wierszami?

– Z babcią, u której spędzałem wakacje, robiliśmy głównie dwie rzeczy: graliśmy w karty i chodziliśmy do kościoła. Głównie to graliśmy w remika i w makao, rzadziej w tysiąca – uśmiecha się lider Armii. – Zabierała mnie na wszystkie możliwe nabożeństwa, Msze, nieszpory do dominikanów w Tarnobrzegu. Kościół był cały, od podłogi do sufitu, wymalowany. Do tego barokowy, piękny ołtarz, a w środku ikona Matki Boskiej Dzikowskiej, Nie słuchałem Słowa ani kazań, miałem kilka lat, ale oglądałem i chłonąłem obrazy wymalowane na ścianach. Wpatrywałem się w pejzaż za św. Jackiem i myślałem, skąd i dokąd on idzie – opowiada muzyk w swej autobiografii „Soul Side Story”. – Zaglądałem we wszystkie zakamarki. Kiedy kończyła się Msza, namawiałem babcię, żebyśmy zrobili przynajmniej jedną rundkę dookoła. Wpatrywałem się w drzwi do zakrystii przy ołtarzu, był na nich wymalowany anioł. Za tymi drzwiami znikali dominikanie. Wyobrażałem sobie, że przechodzą na drugą stronę, że te drzwi są bramą do nieba. Wakacje z babcią były cudowne, byłem szczęśliwy. Bardzo kochałem babcię Anielę. Mieszkała w typowym dwupiętrowym bloku z lat 50. Uwielbiałem siadać na stole w kuchni i patrzeć przez okno w siną dal. Ta wizja przylatuje do mnie jak cudowny rajski ptak, gdy tylko usłyszę utwór Petera Baumanna „Romans”. Widzę letni przejrzysty poranek w oślepiającym słońcu. Za chwilę śniadanie – chleb z masłem i białym serem o smaku, jakiego dziś nikt nie zna. Obrazy Hoppera mają ten sam klimat, jaki panował w tamtych czasach. Babcia Aniela miała ciężkie życie. Była wdową; dziadek zmarł i została sama z sześciorgiem dzieci. Bardzo ciężko pracowała i chorowała na serce. Pamiętam, że odwiedzałem ją w szpitalu po jednym z zawałów. Czytała wtedy „Winnetou” Karola Maya i jadła studzieninę, którą jej przynieśliśmy z mamą. Umarła wcześnie, nie dożywając późnej starości. Moja babcia jest aniołem w niebie.

To ty ją napisałeś!

Mordechaj Dawid Brandstaetter (1844-1928) na kilka dni przed śmiercią pozostawił wnukowi w spadku testament: „Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców... Więcej niż mnie... Nigdy się z nią nie rozstaniesz... A gdy zestarzejesz się, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej”. Od wczesnej młodości ten szanowany właściciel tłoczni oleju lnianego w Tarnowie zapisywał drobnym, hebrajskim pismem na wewnętrznych stronach okładek Biblii, a potem na wklejonych do niej arkusikach papieru, przyciętych z pedantyczną dokładnością do rozmiarów Księgi, daty śmierci swoich przodków i najbliższych z rodziny. Były to kronikarskie zapiski o śmierci jego prapradziadków. – Dlaczego zapisujesz w Biblii imiona umarłych? – zapytał wnuk. – Bo jest księgą żywych – odparł, nie przerywając pisania staruszek. – Zanim sam zacząłem czytać Biblię, znałem cały Pięcioksiąg z opowiadań dziadka – opowiada autor „Jezusa z Nazarethu”

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja