Dlaczego faceci nie chcą dzieci?


Zazwyczaj bronimy się przed czymś, czego się boimy, co wymaga pracy, zabiera osobistą przestrzeń i uwagę innych.

Coraz częściej, zarówno od koleżanek, jak i obcych mi kobiet (w listach), słyszę i czytam pytanie: „dlaczego mój mąż nie chce drugiego dziecka? Teoretycznie powinien chcieć: kochamy się, jesteśmy zdrowi, stać nas”… Nie mnie odpowiadać na tak intymne kwestie. Jednak skala zjawiska jest chyba na tyle duża, że warto wspólnie przeanalizować kilka problemów. By zadać sobie kilka pytań.


Zazwyczaj bronimy się przed czymś, czego się boimy. Bo potencjalnie trudne, bo teoretycznie może nam zaszkodzić. Pierwsze dziecko? Taki mus, nic nie poradzisz: żona chce, nazwisko trzeba przekazać i teściowa nie daruje. Ale drugie? Starczy już tego dziecięcego ambarasu! 
Zazwyczaj bronimy się też przed czymś, co wymaga pracy. Owszem, dziecko pracy wymaga. Wstawania w nocy, chodzenia na spacerki. Wymaga też pieluch, które są drogie. Ubrań, które są jeszcze droższe. I wymaga bycia! Czyli rozmów, chodzenia po lesie i wspólnego czytania książek. A w przyszłości: wymaga czasu i mądrej dyscypliny, dużego emocjonalnego zaangażowania. Więc z jednym dzieckiem wygodny świat jest jeszcze w miarę do ogarnięcia. Ale z dwójką czy trójką dzieci?

Jeśli kogoś przerasta dzieciowy wysiłek i woli swobodne wycieczki na Karaiby, to faktycznie – decyzja o powołaniu na świat drugiego potomka może być nie do udźwignięcia. Ale Karaiby kiedyś się i tak skończą…
Zazwyczaj bronimy się w końcu przed kimś, kto… zabiera osobistą przestrzeń. Tylko czy naprawdę dziecko przestrzeń zabiera? Być może na początku tak się wydaje, gdy z wolnego żonkosia staliśmy się „zniewolonym” tatuśkiem. Ani na piwo z kumplami, ani z (niegdyś) piękną żoną na imprezę wyjść (bo akurat karmi…). Jednak z czasem właśnie kolejne dzieci (można wierzyć lub nie) pozwalają właściwą, dobrą przestrzeń odzyskać. Dla siebie, żony i dla całej rodziny. I nawet czas się jakoś mnoży wraz z kolejnymi dziećmi!


Zazwyczaj też bronimy się przed osobami, które zabierają nam uwagę innych. „Od kiedy moja żona urodziła syna, ja się już dla niej nie liczę” – pisze młody ojciec na internetowym forum. Być może to egoistyczne odczucie. Być może jednak sprawa jest poważniejsza. Małżonkowie, którzy spieracie się o kolejne dziecko, pomyślcie o podanych powyżej „zazwyczaj”. Dodajcie własne i… rozmawiajcie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Maluczki
    25.06.2013 09:58
    Pani Agato!
    Czy uważa Pani że w Polsce są sami tacy małżonkowie, dla których alternatywą posiadania dzieci są Karaiby?
    Nieśmiało przypominam Pani, że w Polsce co szóste dziecko żyje w nędzy, a co czwarte w biedzie. Jest też cała kupa młodych ludzi, którzy nie mają na własne utrzymanie, a co dopiero na założenie rodziny i posiadanie dzieci.
  • renata155
    26.06.2013 01:08
    a ja mam 7ke..posiadanie jednego dziecka,uważam ze egoizm.i to większy niz nie posiadanie żadnego..to jest moje zdanie,którego nie zmienie,i o błędności mojej teorii nikt mnie nie przekona;)--natomiast posiadanie dzieci jest decyzja rodziców..i nawet jesli chca byc egoistami z jednym dzieckiemm to ich prawo,i nic nikomu do tego--dlaczego faceci nie chca dzieci?..boi sami sa dziecmi,od poczęcia do późnej starości..facet to dziecko..lubi seks bez zobowiązań i bez ograniczeń..to przeważnie kobieta(dziewczyna) wyobraża sobie przyszłość z dziećmi..facet ja widzi,ze swoja kobieta przy boku.(matkujaco-opiekujaca).a dziecko gdy juz jest widoczne,namacalne,i słyszalne.
  • waldi
    26.06.2013 19:31
    Mówmy raczej: mężczyźni, nie faceci (facet to niewłaściwe słowo, wzięte z łaciny: powabny, elegancki, dowcipny, humorystyczny itd.)Facet to ktoś do towarzystwa, zabawiania, opowiadacz facecji, może nawet bawidamek. Pewnie takie funkcje płeć męska też spełnia jako kwiatek do kożucha, ale to są wyjątki. Najczęściej w serialach TVP.
    Mężczyzna w Polsce to wół pociągowy (jeśli chce być w życiu uczciwy względem siebie, Boga i swoich bliskich), który musi tyrać od rana do nocy na dwa etapy, by jaki taki standard życia rodzinie zapewnić. Jeśli go nie zapewnia, to żona zaczyna mieć nieustające pretensje o wszystko. Dzieci kosztują i to dużo, zwłaszcza te prawie dorosłe i dorosłe, uczące się, studiujące. Na ogół mogą liczyć tylko na rodziców, bo o pracę w kraju coraz ciężej. Wiem coś o tym, mamy trójkę dorosłych, niepracujących dzieci (i nie pracują nie dlatego, że są leniwe). Takie przerzucanie się kto winien: a to egoiści mężczyźni a to samolubne kobiety tak naprawdę nic nie wyjaśnia. Przebudujmy najpierw Polskę, a potem mówmy o dzieciach Pani Agato. Żyjemy w kraju nieprzyjaznym dla dzieci, kraju, który na własne życzenie wymiera.
  • ex123
    06.11.2015 17:43
    Generalnie nie chcemy mieć dzieci bo to na nas spada zap..rol w robocie aby te dziecko wyżywić . A wychowanie i wykształcenie dziecka do skończenia studiów to jak to wyliczyli fachowcy kosztuje ponad 360 tyś zł. Caramba też chcemy coś od życia ,a nie tylko orka i oddawanie kasy wiecznie niezadowolonej żonie . Jeszcze gdyby polskie żony były mniej wredne, a bardzie ciepłe i wpierające to może i więcej mężczyzn wchodziło w te dzieci, a tak mamy to w nosie. Życie jest tylko jedno.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja