Ustawy się rozjechały

Gdyby Piotruś urodził się zdrowy, trafiłby przypuszczalnie do rodziny zastępczej, która na jego utrzymanie otrzymywałaby co miesiąc pieniądze. Ale on przyszedł na świat głęboko upośledzony.

Reklama

Szczęście w nieszczęściu. Trafił do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej w Piszkowicach. Tutaj każdego dnia rozpoczyna się na nowo walka nie tylko z chorobą prawie pięćdziesięciorga podopiecznych, ale także z rzeczywistością, o której – zdaje się – niewiele wiedzieli i nadal niewiele wiedzą tworzący prawo w naszym kraju.

Radźcie sobie

Dzieci takich jak Piotruś jest w Polsce około 800. Powiedzieć, że ciężko chorych, to eufemizm. Bardzo ciężko chorych, głęboko upośledzonych, wymagających opieki przez całą dobę, żywienia dojelitowego, stałej rehabilitacji. Najmłodszy z przebywających w Piszkowicach ma zaledwie kilka miesięcy. Skierował go tutaj sąd, prosto ze szpitala, czyli miejsce pobytu wybrała mu Rzeczpospolita Polska. Niestety, na tym skończyło się zainteresowanie państwa małym obywatelem. Podobnie jak większość jego koleżanek i kolegów, pozostawiony przez biologicznych rodziców, nie ma z nimi żadnego kontaktu. Nie ma co nawet pytać o pokrywanie kosztów utrzymania w placówce. Tylko niewielki procent rodziców na to stać. Państwo wydaje się swoje zrobiło – oddało dziecko w ręce sióstr zakonnych, pewne, że będzie miało dobrą opiekę. I powiedziało: „Radźcie sobie”.

Dorota Grzybowska, zastępca dyrektora Wydziału Polityki Społecznej Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego, przyznaje, że w kwestii dzieci przebywających w ZOL-ach możemy mówić o luce prawnej. Gdy bowiem matka po urodzeniu pozostawia zdrowe dziecko w szpitalu, mają zastosowanie przepisy ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Przewidują one różne formy opieki: pogotowie rodzinne, rodziny zastępcze czy, wygaszane już, ale jeszcze gdzieniegdzie istniejące, placówki dla małych dzieci. – Koszty pobytu ponosi wówczas starosta i w przypadku rodziny zastępczej wynoszą one około tysiąca złotych na miesiąc – tłumaczy pani dyrektor. Suma ta może zostać zwiększona, gdy dziecko jest niepełnosprawne. Dodatkowo rodzice otrzymują wynagrodzenie, a w przypadku zachorowania pociechy podlegają leczeniu, finansowanemu przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Problem polega na tym, że domy takie jak w Piszkowicach nie zostały ujęte w systemie placówek sprawujących pieczę zastępczą, mimo że faktycznie taką pieczę sprawują. Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak mówi wprost, że zakłady opiekuńczo-pielęgnacyjne i opiekuńczo-lecznicze są zakładami opieki zdrowotnej.

Wynika z tego, że mogą one liczyć jedynie na finansowanie świadczeń zdrowotnych swoich wychowanków. – Jest określona stawka dzienna na wszystkie działania związane z rehabilitacją i leczeniem – tłumaczy D. Grzybowska i dopowiada: – Pozostaje sfera tzw. pobytu, czyli to, co jest bardzo kosztowne, a wiąże się nie tylko z utrzymaniem domu, w którym dzieci mieszkają, ale także zakupem jedzenia czy ubrań i zatrudnieniem ludzi, którzy przez 24 godziny będą opiekować się maluchami. Tutaj ustawy się rozjeżdżają i nie bardzo wiadomo, kto ma ponosić te koszty. Marek Michalak problemu nie widzi. „Dziecko, jeśli nie ma rodziców lub są oni niezdolni do wypełnienia swojej funkcji, musi być umieszczone w pieczy zastępczej, a następnie z powodów zdrowotnych w placówce medycznej” – czytamy w odpowiedzi przesłanej z biura rzecznika. Przytacza przy tym zapisy ustawy, która weszła w życie 15 lutego br. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz o zmianie ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, i przekonuje, że wprowadzone wówczas zmiany umożliwiają, by środki finansowe na pokrycie kosztów hotelowych dla dzieci przebywających w pieczy zastępczej, a czasowo umieszczonych w zakładzie opiekuńczo-leczniczym lub opiekuńczo-pielęgnacyjnym wykładał samorząd.

Co z dziećmi, które w zakładzie nie będą przebywać czasowo, tylko do końca życia, a tak jest w zdecydowanej większości przypadków wychowanków z Piszkowic? Który dom weźmie je pod opiekę i w ten sposób zablokuje sobie na kilka bądź kilkanaście lat możliwość przyjmowania kolejnych wychowanków, oddając pieniądze zakładowi opiekuńczo-leczniczemu?

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama