Zabrudzone sieci

To jest „twoja sprawa”, gdy między ludźmi, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, szerzy się wulgaryzm i seksualizacja twojego środowiska.

Reklama

W przestrzeni społecznej naszych miast i wsi, a częstokroć nawet w połowie drogi między nimi, rozgrywa się proces, który stowarzyszenie „Twoja Sprawa” nazywa jasno: wulgaryzacja i seksualizacja przestrzeni publicznej. – Tym bardziej natarczywa i wszechobecna, im bardziej jesteśmy na nią znieczuleni, tym bardziej agresywna, im my bardziej przestajemy być za przestrzeń wokoło odpowiedzialni – mówi Lesław Sierocki, dyrektor zarządzający stowarzyszeniem. Pytam o przykłady. Wskazuje ich wiele. Nie trzeba daleko ich szukać. Są wszędzie.

Z własnego podwórka

Z panią Anną, mieszkanką Pułtuska, wyjeżdżamy kilkaset metrów za miasto. – Tu na tym polu do niedawna stał billboard – pani Anna wskazuje ręką przestrzeń oddaloną około 10 metrów od jednej z krajowych dróg. Plakat przedstawiał prawie nagą kobietę, w erotycznej pozie, reklamującą napój energetyzujący. – Byłam zażenowana, ale też poirytowana, kiedy obok codziennej prasy sprzedawca w kiosku ruchu ustawił „świerszczyki” dla dorosłych – opowiada z kolei 43-letnia pani Teresa, mieszkanka Makowa Mazowieckiego, z zawodu ekspedientka.

– Jeszcze żeby były to jakieś wyższe półki, ale ta pornografia epatowała zza szyby na wysokości oczu kilkuletnich dzieci. Znałam tego pana w kiosku, więc z początku się krępowałam, ale któregoś dnia poczekałam, aż byliśmy tylko we dwoje i zwróciłam mu uwagę. Od tamtej pory magazyny z ostrą erotyką zniknęły zza szyby – dodaje pani Teresa.

Brak liczb

W Polsce rokrocznie, zgodnie z wiedzą pochodzącą z monitorowania przestrzeni publicznej przez stowarzyszenie „Twoja Sprawa”, występują setki takich przypadków, gdzie przestrzeń publiczną zalewają treści naruszające dobre obyczaje, obsceniczne, wulgarne. Stowarzyszenie ma jednak tylko informację o tym, co zostanie mu zgłoszone, podkreśla Sierocki. Trudno też dziwić się, aby wykonalne było globalne rozwiązanie problemu, skoro nie jest możliwe oglądanie z każdej strony każdego kiosku ruchu, każdej witryny sklepowej, gazety czy billboardu. Nie jest możliwe, dopóki pracę wykonuje niewielka grupa wolontariuszy. Jeśli jednak każdy chociaż raz w tygodniu rozejrzałby się po swojej okolicy i zwrócił uwagę niektórym sprzedawcom, problem mógłby być częściowo rozwiązany, podkreśla pani Agnieszka, matka trójki dzieci z Płońska, która sama wielokrotnie bierze sprawy w swoje ręce.

– Problem, który wyraża duża liczba, jest bardziej widoczny, częściej się o nim mówi, zaczyna interesować nie tylko szarych Kowalskich, ale również decydentów, nakazuje pytać o skutki i szacować ryzyko, a to już spory krok do przodu – dodaje.

Skutki przymrużania oka

Z rozmowy z Lesławem Sierockim wynika, że prawo daje szerokie pole do działania. Art. 202 Kodeksu Karnego w punkcie pierwszym określa, że kto publicznie prezentuje treści pornograficzne w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która tego sobie nie życzy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Do treści dotyczących nie tylko pornografii ma zastosowanie art. 141 kodeksu wykroczeń, który wskazuje, że kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny lub nagany. Problem w tym, że choć wielokrotnie przypadki nadużycia przestrzeni publicznej w celu eksponowania golizny, erotyki, a czasami pornografii są ewidentne, to są one bagatelizowane i nie są podejmowane żadne przeciwdziałania w społeczności.

Obecnie w Polsce dojrzewa generacja chłopców i dziewcząt, którzy swoją seksualność rozpoznają i budują, czerpiąc również wzorce z kiepsko zarządzanej przestrzeni społecznej. Tą przestrzenią rządzi prawo szokowania, przyciągania uwagi, zadziwiania. Cel jeden, wszystkie chwyty dozwolone. 

– Wszystko, co modne, jest godne uwagi, zwłaszcza dla młodzieży. Moi koledzy i koleżanki łykają to jak miękkie dropsy – punktuje Michał, jeden z uczniów ciechanowskiego liceum. I dodaje: – I są w tym beznamiętni, niemyślący. Pójście z duchem czasu to jedyna wartość. Stowarzyszenie, w którym pracuje Sierocki, ma w swojej nazwie słowa: „Twoja Sprawa”. Taka nazwa ma wskazywać adresata, który powinien podejmować się rozwiązywania problemu. Przecież każdy ma pewien próg wrażliwości, powyżej którego bezkarne zawłaszczanie otoczenia przez agencje reklamowe oraz ich zleceniodawców staje się sprawą każdego z nas.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama