Tusk spotkał się z Elbanowskimi

Premier Donald Tusk spotkał się w piątek z Karoliną i Tomaszem Elbanowskimi, inicjatorami - odrzuconego przez Sejm - wniosku o referendum ws. obowiązku szkolnego sześciolatków. Elbanowski relacjonował, że wraz z żoną postulowali, by wybór rodziców był jak najszerszy.

Reklama

"Nie dostaliśmy odpowiedzi jeszcze. Liczymy, że premier się jeszcze nad tym zastanowi i rzeczywiście poszerzy te możliwości wyboru, żeby rodzic nie był przymuszany do uczestniczenia w tym eksperymencie, którym jest reforma" - mówił Elbanowski po spotkaniu z szefem rządu. Dopytywany, co na to premier, odparł: "Na początku powiedział nie, potem zaczął słuchać i tak naprawdę czekamy na decyzję".

"Podawaliśmy dużo problemów, które wiążą się z tą reformą, konkretnych przykładów z konkretnych miast. Premier słuchał tego chętnie, o wielu rzeczach mówił, że słyszy pierwszy raz, wydawał się otwarty, natomiast jakie będą decyzje, to wykracza poza to spotkanie. Nie usłyszeliśmy nic takiego konkretnego, co by nas podniosło na duchu" - relacjonował.

Dziennikarze pytali również o ewentualne kolejne takie spotkanie. Elbanowski odparł, że nie było takiej zapowiedzi. "Wiadomo, że w ciągu kilku miesięcy rozegra się cała sprawa. We wrześniu ten obowiązek jest przewidziany prawem, ministerstwo, czy rząd szykuje nową ustawę i nowe rozporządzenie w tym temacie. Pytanie, jak daleko uwzględni nasze postulaty w tych dokumentach, które będą musiały być przyjęte w styczniu, lutym na pewno żeby zdążyć przed rekrutacjami szkolnymi, przedszkolnymi" - mówił.

Z kolei Karolina Elbanowska tłumaczyła, że chodzi przede wszystkim o to, by rodzice mieli możliwość odroczenia edukacji szkolnej sześciolatka "nie tylko na podstawie opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej". "Bo mamy coraz więcej sygnałów z różnych części Polski, że są naciski na poradnie, by tych zaświadczeń nie wydawać rodzicom. Co gorsza większość poradni każe rodzicom przychodzić w czerwcu, maju, wtedy gdy rekrutacje do szkół i przedszkoli są zamknięte" - wskazała.

W listopadzie Sejm odrzucił obywatelski wniosek ws. obowiązku szkolnego sześciolatków, którego inicjatorami było prowadzone przez Elbanowskich stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców. Stowarzyszenie powstało w 2009 r. na bazie akcji społecznej "Ratuj Maluchy", sprzeciwiającej się obniżeniu wieku obowiązku szkolnego z siedmiu do sześciu lat.

Autorzy obywatelskiego wniosku chcieli, by obywatele odpowiedzieli w nim na pięć pytań: Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków? Czy jesteś za zniesieniem obowiązku przedszkolnego pięciolatków? Czy jesteś za przywróceniem w liceach ogólnokształcących pełnego kursu historii oraz innych przedmiotów? Czy jesteś za stopniowym powrotem do systemu: 8 lat szkoły podstawowej plus 4 lata szkoły średniej? Czy jesteś za ustawowym powstrzymaniem procesu likwidacji publicznych szkół i przedszkoli? Pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum podpisało się prawie milion osób.

Obowiązek szkolny dla dzieci sześcioletnich wprowadziła ustawa z 2009 r. Początkowo wszystkie sześciolatki miały pójść do pierwszej klasy od 1 września 2012 r., natomiast w latach 2009-2011 o podjęciu nauki mogli decydować rodzice. Sejm, chcąc dać samorządom dodatkowy czas na przygotowanie szkół, przesunął ten termin o dwa lata, do 1 września 2014 r. W sierpniu tego roku Sejm zdecydował, że w 2014 r. obowiązkiem szkolnym objęte zostaną tylko sześciolatki urodzone w pierwszej połowie 2008 r. Pozostałe dzieci z tego rocznika rozpoczną naukę w 2015 r.

«« | « | 1 | » | »»
  • Fryderyk
    27.12.2013 19:22
    We wszystkim co nas dotyczy naszych dzieci nie wolno wyłączać rozumu. Moi rodzice obowiązkowo powinni posłać mnie do szkoły co najmniej rok wcześniej, skoro w wieku 4 lat już płynnie czytałem, a w wieku 5 lat przeczytałem "całą bibliotekę", którą miałem za płotem. Ponadto powinni mnie byli posłać na naukę gry na instrumencie, na którym chciałem grać, a oni proponowali mi naukę na innym, który mnie zupełnie nie pociągał. Efekt był taki, że w pierwszej klasie przenudziłem się cały rok i oduczyłem się uczyć. To się nazywa czas stracony. Weźcie to pod uwagę, że należy wprowadzić zasadę indywidualnego rozpatrywania każdego przypadku, a wtedy talenty nie zostaną zmarnowane. Ps. miałem kolegę 2 lata młodszego, który posiadał niebywały talent matematyczny. Żydzi wykorzystaliby te jego zdolności w co najmniej 99,98%, a w Polsce jego talent (fenomen) nie został dostrzeżony, ale było to w czasach zas....j komuny więc mnie to nie dziwi. Dziwi mnie natomiast to, że dzisiaj, kiedy mamy wolną Polskę nikt tego nie zauważa. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica, którzy niech maja nas w swojej opiece, bi inaczej zginiemy wbrew słowom naszego hymnu państwowego.
  • zyx
    28.12.2013 00:05
    W wieku 5 lat również płynnie czytałem i poszedłem, niestety, o 1 rok wcześniej do szkoły. Żałuję tego do dziś. Z nauką nie było problemów. Problemem jest niedojrzałość emocjonalna i społeczna. Dziecko wcześniej wchodzi w tryby szkolej machiny, łatwiej ulega wpływowi otoczenia, jest mniej pewne swoich racji, a potem jest zmuszone o rok wcześniej podejmować wazne zyciowe decyzje.
    Przykład: matura i wybór studiów w wieku 18 lat, a nie 19, jak inni.
    Obecnie sytuacja po tuskowych reformach jest jeszcze gorsza. Profile klas licealnych są teraz tak zawężone, że wybór profilu w LO faktycznie decyduje o wyborze przyszłych studiów. Konsekwencja: jedną z najważniejszych życiowych decyzji dziecko musi podjąć w klasie III gimnazjum (15 lat!). Gdy dzieci objęte szkolnym obowiazkiem jako 6-latki dojdą do tego etapu, będą podejmować tą decyzję w wieku 14 lat !!!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama