Choroba to nie wstyd

Zachorował w wieku 18 lat. Zrobił maturę, rozpoczął nawet studia zaoczne, ale choroba go pokonała. Na uczelni wstydził się przyznać, że leczy się psychiatrycznie. Pomoc znalazł w Misericordii.

Reklama

W Santiago Cafe w Lublinie przy ulicy Głuskiej w wejściu wita gości mężczyzna w średnim wieku, ubrany w fartuch kelnerski. Proponuje kawę. Ma na imię Cezary i od czterech lat pracuje jako kelner w Zakładzie Aktywności Zawodowej. Nie lubi mówić o sobie i swoim życiu, a tym bardziej o swojej chorobie.

Obsługiwałem prezydenta

Do stowarzyszenia trafił, bo polecił mu to miejsce znajomy. Został na stałe. W świetlicy mógł grać na gitarze, co sprawiało mu wiele radości. Nie musiał już walczyć z bezczynnością. Teraz, gdy mieszka w mieszkaniu adaptacyjnym Misericordii – także gra na gitarze elektrycznej. Na ścianach jego pokoju wiszą plakaty Hendrixa i Marleya. – Miałem do wyboru, albo siedzieć w domu na rencie i nic nie robić, albo próbować coś zmienić w swoim życiu – podkreśla Cezary. – Nie mówię o swojej chorobie i o tym, jak mi było ciężko w szpitalu, bo ludzie tego nie rozumieją – tłumaczy. – Zazdrościłem tym, którzy opowiadali o swoich pierwszych obowiązkach zawodowych. Było mi ciężko z myślą, że jestem chory i nie mam sił podjąć pracy. Jeszcze pięć lat temu znalezienie zatrudnienia przez osoby takie jak ja było praktycznie niemożliwe. W Misericordii znalazłem szansę dla siebie – wyznaje. – Przeszedłem długą drogę. Nigdy nie przypuszczałem, że będę pracował. Dzięki pracy spotkałem wiele ciekawych osób. Obsługiwałem nawet prezydenta naszego kraju – mówi Cezary.

Tysiąc chorych bez kaplicy

W 1990 roku kapelanem Szpitala Neuropsychiatrycznego przy ul. Abramowickiej w Lublinie został ks. Tadeusz Pajurek. Na początku – jak wspomina – bał się tego wyzwania. Zastanawiał się, dlaczego ma pracować w takim szpitalu i czy podoła zadaniu, mimo że był wcześniej kapelanem w innych placówkach. – Pomyślałem jednak, że to nie jest przypadek. Skoro się tu znalazłem, to Bóg ma jakiś zamiar wobec mnie – mówi ks. prałat Tadeusz, dziś prezes Charytatywnego Stowarzyszenia Niesienia Pomocy Chorym „Misericordia”. – Kiedy zobaczyłem ten szpital z ponad tysiącem osób chorych bez kaplicy, to pomyślałem sobie, że moim zadaniem jest zbudowanie tu miejsca modlitwy. Do tej pory Msze św. były celebrowane na korytarzu – opowiada. – Poza terapią, poza opieką medyczną te chore osoby potrzebowały miejsca na spotkanie z Bogiem, bo ten wymiar jest niezwykle istotny w procesie leczenia – dodaje.

Wszyscy jesteśmy równi

Kiedy powstał projekt kaplicy, ks. Pajurek musiał jeździć po parafiach, żeby zbierać pieniądze na budowę, gdyż szpitala nie było na to stać. – Nie mogłem jednak wybudować kaplicy nie posiadając osobowości prawnej. Dlatego 21 stycznia 1991 roku razem z personelem medycznym szpitala założyliśmy stowarzyszenie – tłumaczy. Jego nazwa wywodzi się z drugiej encykliki Jana Pawła II, która stała się inspiracją dla twórców organizacji. – Pomyślałem sobie, że słowo misericordia, mimo że wtedy mało popularne, to jednak najlepiej oddaje sens tego, co chcemy robić, czyli nieść pomoc chorym – wspomina ks. Pajurek.

 

Stowarzyszenie jest organizacją non profit. Środki, które otrzymuje, przeznaczane są całkowicie na potrzeby chorych. – Po zarejestrowaniu stowarzyszenia otrzymaliśmy grunt od państwa. Pierwotny projekt kościoła zmieniono na projekt ośrodka rehabilitacji dla osób z zaburzeniami psychicznymi – dodaje ks. prałat. Tak powstał pierwszy w Lublinie ośrodek dziennej terapii osób z zaburzeniami psychicznymi. Jest to Środowiskowy Dom Samopomocy połączony z kościołem rektoralnym św. Judy Tadeusza i szpitalem. – W tym wielkim „mieście cierpienia” powstał kościół otwarty także dla ludzi z zewnątrz. Zależało mi, aby nie był to obiekt zamknięty jak getto – mówi ksiądz. Dano więc możliwość uczestniczenia we Mszach św. o różnych godzinach ludziom z najbliższego otoczenia. – Podczas liturgii najpełniej stajemy się jednością, wszyscy jesteśmy równi przed Chrystusem – podkreśla ks. Tadeusz.

Bez pomocy ciężko pomagać

Chorzy potrzebowali także innej pomocy. Dlatego powstały kolejne inicjatywy i projekty. Powstał Warsztat Terapii Zajęciowej, Zakład Aktywności Zawodowej, Ośrodek Adaptacyjny – czyli mieszkania chronione dla osób z zaburzeniami psychicznymi i zagrożonych bezdomnością. To wszystko jest podporządkowane osobom z zaburzeniami psychicznymi. W tym roku środki z 1% podatku, jakie otrzyma stowarzyszenie, będą przeznaczone na dwa cele. Po pierwsze, na budowę windy dla osób niepełnosprawnych. Po drugie, na wyposażenie domu, jaki użyczyło miasto dla potrzeb zamieszkania na pobyt czasowy osób z zaburzeniami psychicznymi. – Trzeba pamiętać, że wszystkie instytucje, które wspierają takie inicjatywy, zawsze domagają się wykazania środków własnych. Dlatego ten 1% jest tak ważny dla nas – mówi ks. Pajurek.

Leki serca nie spowolnią

W Polsce istnieje w zasadzie obowiązek zatrudniania osób niepełnosprawnych. Firma, która zatrudnia powyżej 25 osób, ma obowiązek zatrudniać jedną osobę niepełnosprawną na sześciu pracowników. Jeśli tego nie robi, musi uiszczać opłaty do PFRON. – Dodatkowo pracodawca, który zatrudnia osoby niepełnosprawne, bardzo często ma profit, bo nie musi odprowadzać do Urzędu Skarbowego podatku dochodowego, który zostaje w firmie. Często pracodawcy otrzymują także dofinansowanie do wynagrodzenia dla osób niepełnosprawnych – podkreśla Arkadiusz Sadowski, dyrektor Zakładu Aktywności Zawodowej „Misericordia”. A dla osób, które przeszły leczenie, podjęcie pracy jest często niemożliwe ze względu na przyjmowane leki. – Większość leków psychotropowych zawiera dawkę środka nasennego – wyjaśnia Arkadiusz Sadowski.

Stowarzyszenie „Misericordia” zatrudnia obecnie 109 osób. Z tego większość to osoby z zaburzeniami psychicznymi. Pracują na pół etatu, bo przysługują im renty. Większość z nich może pierwszy raz w życiu pracować. Dzięki tej placówce mogą uczestniczyć w życiu społecznym i wyjść z bezradności, samotności i lęku. Ksiądz Pajurek wraz z całym zespołem stowarzyszenia zmienił wizerunek Abramowic. Dzielnica ta nie kojarzy się już wyłącznie ze szpitalem dla osób chorych psychicznie. To dziś także miejsce powrotu do zdrowia, aktywności społecznej i zawodowej. – Naszym marzeniem i pragnieniem jest stworzenie Domu Pomocy Społecznej dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Placówka ta miałaby zapewnić na starość dach nad głową tym, którzy zdani są sami na siebie. W Lublinie i okolicach nie ma takiego domu, a jest on niezwykle potrzebny – dodaje ks. Tadeusz Pajurek. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama