Ciuchy krążące


Podobno wydatki na niemowlę przewyższają budżet większości polskich rodzin. Czyżby?

Reklama

W poradnikach dla młodych rodziców wyczytałam, że aby skompletować wyprawkę dla noworodka, potrzeba miliarda złotych… Przesadziłam? No może trochę tak. Nie potrzeba miliarda. Ale suma, którą podano jako „uśrednioną”, i tak była niebotyczna. Śpioszki – po 50 zł za sztukę. Pajace – jeszcze droższe. Nie mówiąc o innych akcesoriach bieliźniarskich, skarpeteczkach, czapeczkach i innych. A gdzie wózek, łóżeczko i cała masa naprawdę potrzebnych rzeczy?

Wymienione w artykule przedmioty, oczywiście firmowe, opiewały na sumy, za które można kupić samochód osobowy z przyczepką. Wniosek z tekstu oczywiście prosty: dzieci są drogie. Wydatki na niemowlę przewyższają budżet większości polskich rodzin. Dzieciowofinansowa załamka.

Ale zaraz, zaraz. Skoro mam piątkę dzieci i nie jestem miliarderką, to znaczy, że albo ktoś w przeczytanym artykule ostro przesadził, albo też, że nasze dzieci w niemowlęctwie były jako te bidulki, owiązane jedną zgrzebną chustką. Nic, tylko po pomoc społeczną zadzwonić…

Otóż zapewniam solennie: dzieciom nigdy niczego nie brakowało. W dodatku nie potrzebowaliśmy na wyprawki dziecięce miliarda złotych, których to pieniędzy, przypadkowo nawet, nie mieliśmy na koncie. Jak się więc udało wychować i ubrać kilkoro dzieci? Prosto, ludzko i realistycznie. Sposób na wyprawkę za normalne pieniądze jest prosty. W dodatku szeroko stosowany przez większość rozsądnych rodziców. Można ten system nazwać „krążące ciuchy”. Malutkie dzieci mają mnóstwo wad. Ale jedną z zalet jest to, że nie niszczą ubranek. Można więc ubranka ponosić, a potem komuś oddać lub pożyczyć.

Zapewniam: gdy na świecie ma się pojawić nowy człowiek, cała wyprawka do nas wróci! Niektóre rzeczy się dokupuje, część przynoszą w prezencie dobre ciocie. I tak to wśród zaprzyjaźnionych rodzin krążą torby z wyprawkami. Dzieci rosną, ciuszki idą do kolejnych dzieci. A niemowlaki wyglądają tak samo ślicznie w ubrankach „pożyczonych” jak i własnych (zakupionych za wielkie, rodzicielskie pieniądze). Podobnie, choć nie na tak dużą skalę, jest z łóżeczkami czy wózkami.

Krzywdę robimy dzieciom, że nie mają ciuchów za miliard złotych? A może kompleksów się nabawią, biedniutkie, bo mama w niemowlęctwie nie kupiła wózka z odrzutowym napędem? Spokojnie, dzieci są szczęśliwe, kochane i zadbane. Nie czytają gazetek dla (naiwnych) rodziców.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Aśka
    15.06.2014 13:47
    Nie zgodzę się. My część rzeczy rzeczywiście dostaliśmy ale nie wszystko. I jakoś musieliśmy sporo rzeczy dla niemowlaków jednak dokupywać. W ciucholandach często były poplamione i sprane, kupowałam więc w sklepach internetowych na portalach aukcyjnych oraz w hipermarketach szukałam promocji. Do tego koszty mleka sztucznego są ogromne (u mnie karmienie piersią to była porażka), do tego koszty pieluch oraz środków higienicznych (musiałam dwójkę dzieci kąpać w środkach z apteki), szczepionek skojarzonych są BARDZO DUŻE. Tak więc Pani Agato nie tylko o ubranka niemowlęce tu chodzi z tym utrzymaniem dziecka. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie utrzymać więc ej niż dwójkę dzieci, u nas już przy dwójce jest ciężko finansowo.
  • jesienna
    15.06.2014 14:55
    Wczoraj właśnie nasłuchałam się utyskiwań kuzyna i jego żony (w ciąży) jak to straszne wydatki ponoszą w związku z przygotowaniami do narodzin - sam wózek kosztuje "conajmniej" 3000zł, a na same kosmetyki dla noworodka poszło 200zł.

    Na moją uwagę, że widziałam takie za 600z-800zł. które wyglądały zupełnie nieźle się oburzyli, że przecież ich dziecko nie będzie jeździć w najtańszym wózku.

    Nie ma się co oszukiwać - pojawienie się dziecka to wydatki i obniża się (mniej lub bardziej poziom życia rodziny), ale rodzina gdzie obydwoje zarabiają w okolicach średniej krajowej spokojnie sobie poradzi (no chyba, że chce mieć wszysko nowe i najlepszego gatunku)

    Ale nie zapominajmy, że są też rodziny gdzie się żyje za dwie (albo i jedną) minimalną pensję, lub plasuje się blisko niej (nie mówiąc już o sytuacji bezrobocia - co wcale nie jest takie znowu rzadkie) Dla takich rodzin dziecko to finansowa katastrofa.

    W artykule pominięto też fakt, że z wiekiem wydatki rosną i nie da ich się w tak prosty sposób redukować.

    Z konkluzją artykułu się zgadzam - kwoty, którymi straszy się ludzi - twierdząc, że dziecko to ciężar nie do udźwignięcia są wzięte zupełnie z księżyca.

  • czytelnik
    15.06.2014 19:25
    Ponieważ dużą oszczędnością i podwyższeniem odporności noworodka i niemowlęcia starszego jest mleko matczyne, trzeba umożliwić większej liczbie matek naturalny sposób karmienia dziecka, piersią.
    W Polsce wciąż za mało jest doświadczonych instruktorek, które indywidualnie prowadzą mamy i pomagają w rozwiązywaniu rozlicznych problemów. Przyznam,że musiałam posiłkować się lekturą autorstwa angielskich i amerykańskich instruktorów, a także wiedzą rodzinną. Moja babcia była przedwojenną akuszerką i matką kilkorga dzieci.Uczyła inne mamy karmić piersią i zapobiegać chorobom piersi, więc i mnie tę wiedzę przekazała.
  • Aśka
    16.06.2014 15:34
    Dodam jeszcze, że nie każda kobieta lubi karmić piersią, więc tego tak nie wychwalajmy. Dziecko "na piersi" je dużo częściej niż na mleku zbutli. Karmić trzeba zawsze i wszędzie na żądanie dziecka, także w parku, hipermarkecie, restauracjietc. ja się wstydziłam bardzo, to nie dla mnie, straszny stres, bardzo duże ograniczenie dla kobiety.

    Poza tym mąż patrzy na kobietę wtedy jak na matkę-Polkę a nie widzi w niej kobiety, której pożąda. Mój mąż bał się mnie dotknąć, żebym go mlekiem nie oblała, tak więc dla małżeństwa to karmienie piersią jest druzgocące w pewnym sensie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama