Podcinanie skrzydeł SOW-om

Minister edukacji chciała zlikwidować specjalne ośrodki wychowawcze. Wycofała się z tego, ale dalszy los SOW-ów ciągle pozostaje niepewny.

Dwudziestojednoletni Łukasz choruje na autyzm. Do szkoły specjalnej w Częstochowie musi dojeżdżać 40 km. Gdyby nie Specjalny Ośrodek Wychowawczy „Dom dla Chłopców”, takie dojazdy byłyby dla jego rodziny wielkim obciążeniem. W ośrodku Łukasz spędza większość dnia i znajduje się pod opieką specjalistów. Do domu wraca na weekendy. – Jego niepełnosprawność wywarła duże piętno na naszej rodzinie – mówi tata Łukasza. – Poświęciliśmy mu dużo czasu, ale chcieliśmy też nauczyć go życia, uspołecznić. Dlatego znaleźliśmy ośrodek, w którym może się rozwijać. Tu jest z rówieśnikami, a jednocześnie jesteśmy spokojni, że pod okiem fachowców nic złego mu się nie stanie.

SOW-y do odstrzału?

W Polsce w podobnej sytuacji jak Łukasz znajduje się ok. 2 tys. dzieci – tylu jest podopiecznych specjalnych ośrodków wychowawczych. Oczywiście różny jest stopień ich upośledzenia, ale wszyscy mają orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. Wydawać by się więc mogło, że nikt nie podważy sensu istnienia SOW-ów, a jednak zrobiła to… minister edukacji. W liście do starostów i wojewodów z 20 sierpnia napisała, że „likwidacja specjalnych ośrodków wychowawczych zdaje się uzasadniona i nieunikniona”. – Czytając te słowa, zamarliśmy z wrażenia – wyznaje s. Małgorzata Pintele, obliczanka, dyrektor częstochowskiego ośrodka. – Nie mam pojęcia, co jest przyczyną takiego podejścia. Przecież większość SOW-ów funkcjonuje naprawdę dobrze. Po co to zmieniać?

Odwiedzając „Dom dla Chłopców”, mamy okazję przekonać się, że faktycznie wszystko działa tu bez zarzutu. Maluchy właśnie wracają z basenu, nieco starsi ćwiczą pisanie w linijkach albo korzystają z komputera, jeszcze starsi zgłębiają tajniki stolarstwa. Widzimy radosną atmosferę panującą w placówce i dobry kontakt, jaki mają wychowawcy ze swoimi podopiecznymi. Kolejni chłopcy chcą towarzyszyć nam w zwiedzaniu ośrodka, prezentowaniu pracowni oraz pokoi, w których mieszkają. Co chwila przynoszą wykonane przez siebie dzieła: obrazki namalowane na szkle, bibułkowe kwiaty, korale zrobione z kartek starego kalendarza. – To bardzo ważne, by budować w nich poczucie własnej wartości i sukcesu – wyjaśnia siostra dyrektor.

Incydent jako reguła

Specjalnych ośrodków wychowawczych jest w Polsce 43. Aż 38 z nich to placówki niepubliczne, w tym 29 prowadzonych jest przez żeńskie zgromadzenia zakonne. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie ten ostatni fakt stał się solą w oku niektórych środowisk. Kłopoty SOW-ów zaczęły się bowiem od nagłośnienia przez media sprawy ośrodka sióstr boromeuszek w Zabrzu, gdzie – jak wynika z sądowego wyroku – doszło przed 2007 r. do poważnych nadużyć względem wychowanków. Przy okazji ponownego rozpatrywania tej sprawy przez sąd w kwietniu br. atmosferę podgrzały TVN i „Gazeta Wyborcza”, a posłanka SLD Stanisława Prządka wystosowała pisma do ministrów edukacji i sprawiedliwości oraz do Rzecznika Praw Dziecka. Zaczęły się masowe kontrole SOW-ów. Przedstawiciele kuratoriów weszli do wszystkich ośrodków, choć z reguły takie kontrole przeprowadza się wyrywkowo. Wreszcie w sierpniu pojawiło się ministerialne pismo o „uzasadnionej” i „nieuniknionej” likwidacji specjalnych ośrodków wychowawczych.

– To, co się stało w Zabrzu, w żadnym wypadku nie powinno mieć miejsca – ocenia Ilona Słomczyńska, dyrektor publicznego SOW-u w Gołuchowicach. – Jednak nie może być tak, żeby jedna sytuacja zaważyła o losie wszystkich placówek. Takie incydenty zdarzają się przecież także w szkołach czy placówkach pieczy zastępczej i nikt nie wyciąga z tego faktu wniosku, że należy je zlikwidować.

Zagubione w systemie

Zastanawiający jest sposób działania ministerstwa, które o sprawie najpierw rozmawia ze starostami i prezydentami miast, a dopiero potem z ośrodkami. Wprawdzie w piśmie Joanny Kluzik-Rostkowskiej pojawiła się deklaracja, że 8 września w pierwszym spotkaniu poświęconym tej problematyce wezmą udział „przedstawiciele wszystkich zainteresowanych instytucji”, jednak w formularzach zgłoszeniowych zabrakło miejsca dla dyrektorów i organów prowadzących SOW-y. Zostali oni zaproszeni dopiero na drugie spotkanie, które odbyło się 22 września. Z ich relacji wynika, że obecni tam przedstawiciele MEN oraz Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej skupili się niemal wyłącznie na negatywnych punktach wyników kontroli w SOW-ach, uzasadniając w ten sposób postulat ich likwidacji bądź przekształcenia w inne placówki.

Zdaniem ministerstwa edukacji SOW-y istnieją obecnie w luce prawnej: – Okazało się, że specjalne ośrodki wychowawcze zostały gdzieś zagubione w systemie w 2010 r. Ośrodki opiekuńczo-wychowawcze, czyli domy dziecka, przeszły wtedy pod kuratelę ministra pracy i polityki społecznej, a te jednostki zostały w edukacji. Tylko że my nie mamy takich możliwości kontrolnych, jak ma ministerstwo pracy – stwierdziła Kluzik-Rostkowska. Z taką opinią nie zgadzają się dyrektorzy SOW-ów, którzy twierdzą, że ich funkcjonowanie mieści się w obecnym stanie prawnym. – Zarówno Ustawa o systemie oświaty, jak i rozporządzenie określają przeznaczenie SOW-ów i zakres zadań wypełnianych na rzecz rozwoju wychowanków – podkreślają, powołując się również na opinię kuratorów w tej kwestii.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja