Uczymy się jak dzieci

– Na początku byliśmy przerażeni perspektywą spędzenia 5 sobót pod rząd na jakimś kursie wychowawczym. Dziś nikt nie chce opuścić żadnych zajęć – mówi Małgorzata Żółtowska.

Reklama

Na pytanie o wrażenia z kursu Szkoły dla Rodziców i Wychowawców, natychmiast padają stwierdzenia: „Rewelacja!”, „Odkrycie”, „Niezwykła szkoła życia”, „Sztuka relacji”, „Stanięcie w prawdzie”, „Akceptacja siebie i dziecka”, „Eliminacja błędów” i wiele, wiele innych. Organizatorem zajęć była Niepubliczna Szkoła Podstawowa „Źródła” w Skierniewicach, a odbywały się one w ramach programu „Grant na lepszy start”.

Brak wolnych miejsc

Rodzice, którzy decydują się posłać dzieci do szkoły „Źródła”, podpisując regulamin, zgadzają się na to, że ukończą wyżej wspomniany kurs wychowawczy. – Pierwszy raz ze Szkołą dla Rodziców i Wychowawców zetknęliśmy się w szkole „Skrzydła” z Lublina – tłumaczy Teresa Bibik, wicedyrektor „Źródeł”. – Usłyszeliśmy same pozytywne opinie na temat warsztatów i postanowiliśmy sprawdzić na sobie samych, na czym dokładnie polega ten kurs. Kiedy go ukończyliśmy, byliśmy pod ogromnym wrażeniem tego, jak pomaga on budować relacje w rodzinie, rozwiązywać konflikty i codzienne problemy, uczyć się szacunku i akceptacji drugiej osoby. Doszliśmy do wniosku, że cele kursu pokrywają się z celami naszej szkoły, która oprócz tego, że ma ambicję stać się placówką o możliwie najwyższym poziomie nauczania, chce też wspierać rodziców w ich codziennych zmaganiach z pociechami. Jako rodzice wiemy, że wychowanie dziecka jest najwspanialszą przygodą, jaką można przeżyć, ale też niezwykle trudną, i niedobrze jest, jeśli rodzice zostają z pewnymi problemami sami. Dlatego też Szkoła dla Rodziców i Wychowawców na stałe wpisała się w regulamin naszej placówki – opowiada pani Teresa.

Szkoła za każdym razem będzie starała się o dotacje, dzięki którym rodzice unikną dość wysokich kosztów kursu. Kolejną częścią Szkoły dla Rodziców jest kurs „Rodzeństwo bez rywalizacji”. By go móc realizować, szkoła „Źródła” również napisała już projekt. Okazało się, że na zajęcia poruszające takie tematy jak rozpoznawanie i akceptowanie uczuć dziecka, aktywne słuchanie, motywowanie do współpracy i samodzielności, konstruktywne rozwiązywanie problemów, budowanie poczucia własnej wartości i wiele innych chętnych było tak wielu, że z planowanej jednej 15-osobowej grupy powstały dwie, a lista rezerwowa stale rośnie. Pani Teresa przypomina, że choć rodzice uczniów ze „Źródeł” mają pierwszeństwo, kurs kierowany jest do wszystkich zainteresowanych tematyką wychowania. Warto dodać, że rodzice na początku słyszą, że wolno im będzie opuścić jedno z 5 sobotnich spotkań, a po pierwszych zajęciach okazuje się, że nikt nie myśli zrezygnować z żadnego.

Kurs na tacy

– Zawsze wydawało mi się, że jestem świetną mamą. Dziś weryfikuję swoją postawę i widzę, że jeszcze wiele nauki przede mną – mówi Małgorzata Żółtowska, mama dorosłego syna i kilkuletnich Nikodema i Zosi. – Mimo że czytaliśmy z mężem książkę „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały...”, na której opiera się kurs, nie potrafiliśmy wcielić tego w życie. Tu, razem z trenerem i grupą rodziców, szukamy wspólnych rozwiązań, wykonujemy ćwiczenia z podziałem na role, odgrywamy dramy, które pomagają nam przyswajać wiedzę teoretyczną – tłumaczy. Szkołę dla Rodziców i Wychowawców prowadzi Anna Weremecka, pedagog i mama dwóch córek. Kiedy kilka lat temu sama uczestniczyła w kursie, z ulgą odkryła, że ze zbuntowanymi dziećmi nie trzeba nic robić na siłę, że można okazać dziecku zrozumienie jego uczuć i wymagać zmiany zachowania. – Tak bardzo wierzę w te metody, że rozpowszechnianie ich traktuję jak misję. Nawet jeśli ktoś nie ma pieniędzy, staram się jak najbardziej ułatwić tę formalną część, bo widzę, jak wielkie efekty daje kurs. Cieszy mnie to, że coraz więcej rodziców bierze udział w spotkaniach, że przychodzą na kolejną część poświęconą rodzeństwu. Cieszy mnie też, że powstają grupy wsparcia, które pomagają utrwalić dobre nawyki budowania relacji. A trzeba zaznaczyć, że wcielenie ich w życie nie należy do łatwych – tłumaczy.

Skierniewicka grupa przyznaje, że na początku z lekką niechęcią myślała o 5 sobotach spędzonych na kursie. Teraz, gdy spotkania dobiegają końca, większość rodziców stwierdza, że chętnie kontynuowałaby zajęcia, bo w ich głowach zrodziło się wiele pytań i refleksji dotyczących własnego postępowania. – Mam wrażenie, że uczymy się tu jak dzieci – śmieje się pani Małgorzata. – Uczymy się dostrzegać i rozumieć uczucia, potrzeby i sposoby reagowania naszych pociech, szukamy odpowiednich rozwiązań, wymieniamy się doświadczeniami, a to świetnie wpływa na integrację między rodzicami. Przyznam szczerze, że teraz też, kiedy uczę się akceptować uczucia, dużo lepiej rozumiem siebie samą i męża. A wszystko to dostaliśmy podane na tacy.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama