Rozwód poproszę

Dziś sądy łatwiej i szybciej udzielają rozwodów niż kilkadziesiąt lat temu, choć procedury prawne zmieniły się nieznacznie. Powszechna stała się jednak milcząca akceptacja dla rozwodów, której ulegają także sędziowie.


Reklama

Dziś rzadko słyszymy, że A i B doszli do ściany, wyczerpali wszelkie próby pogodzenia się, a sędzia i adwokaci są już zmęczeni mediacjami zmierzającymi do pojednania. Polska legislacja zastąpiła zresztą tzw. spotkania pojednawcze tzw. mediacjami, tak jakby ktoś nie chciał przesądzać celu tych spotkań. Mediacja może przecież dotyczyć tylko porad, „jak rozwieść się z klasą”. Niedawno „Gazeta Wyborcza” lansowała dodatek o rozwodach. Reklamowy spot telewizyjny zachęcał: „jak prosto i szybko się rozwieść”. 
Milcząca akceptacja dla rozwodów wkrada się do domów rozwodzących się ludzi, ale obejmuje także sędziów i mediatorów. Taka mentalność rzutuje na postępowanie sądowe i przedziera się do paragrafów ustaw w różnych krajach Europy. Choć są i chlubne wyjątki. 


Byle szybko i z głowy


Prawnicy, z którymi rozmawiam, twierdzą (niestety anonimowo), że tajemnicą poliszynela w środowisku sędziów jest fakt, że rozwodów udziela się szybko, omija się mediacje. Wszyscy chcą mieć sprawę z głowy. 
Widać to w statystykach. Z danych GUS wynika, że w 2012 r. zawartych zostało 190 tys. związków, a rozwiodło się prawie 70 tys. małżeństw. Znikoma liczba par (niecałe 6 tys.) czekała na wyrok blisko rok, wiele (ponad 20 tys. przypadków) dostało rozwód po dwóch lub trzech miesiącach, pozostałe rozstały się w świetle prawa nawet po miesiącu. Bo w Polsce można wnieść pozew o rozwód już kilka tygodni po zawarciu małżeństwa. Przed sądem trzeba dowieść zupełnego rozkładu małżeństwa w trzech płaszczyznach: fizycznej, emocjonalnej i finansowej. Jak można zrobić to w ciągu jednej, dwóch rozpraw w ciągu miesiąca? 
Ani GUS, ani Ministerstwo Sprawiedliwości nie podają, ile spraw o rozwód, po nadaniu im biegu, udało się oddalić. Bo też i nie ma się czym chwalić.


Bronisław Czech, sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, próbował podjąć się tego zadania. W „Kwartalniku Sędziów Rodzinnych” (nr 20–21) w 2012 r. opisuje, jak, zaniepokojony sytuacją, przeprowadził w jednym z okręgów sądowych „sondażowe badanie sposobu merytorycznego rozstrzygania spraw rozwodowych w sądach pierwszej instancji”. Przeanalizował pracę blisko stu sędziów w pełnym roku kalendarzowym w latach 80. XX wieku. Okazało się, że większość z nich, rozstrzygając sprawy, czasem po kilkadziesiąt rocznie, „w ogóle nie oddalała powództwa” lub robiła to bardzo rzadko. Badanie sędzia powtórzył po prawie 30 latach w dwóch sądach okręgowych. I wynik był podobny. 
Sędzia sygnalizuje problem: „W okresie po wprowadzeniu do polskiego prawa od 1 stycznia 1946 r. instytucji rozwodów stale zmniejszał się stosunek liczby wyroków oddalających powództwo do ogólnej liczby wyroków wydanych w tych sprawach, np. w r. 1959 wynosił on 11,53 proc., a w latach 1996–98 już tylko ok. 1,5 proc. (dotyczy wyroków prawomocnych)”. W roku 2010 wynik jest podobny, choć dotyczy wyroków nieprawomocnych. „Świadczy to o postępującej liberalizacji orzecznictwa w sprawach rozwodowych” – notuje sędzia Czech. „Powstaje pytanie – dodaje – czy coś innego oprócz realiów konkretnej sprawy, a jeśli tak – co, wpływało na sposób rozstrzygania spraw rozwodowych”. 


Kiepska mentalność


Problem rozwodów jest złożony. Po pierwsze sporo pobierających się ludzi jest niedojrzałych do małżeństwa – to obserwacja z perspektywy także sędziów. Na mentalność prorozwodową wpływają również media: w kolorowych pismach roi się od przykładów rozbitych małżeństw celebrytów. Organizacje feministyczne też robią swoje: kobieta ma być niezależna i nie rezygnować z niczego. A w małżeństwie nie zawsze tak się da, czasem trzeba iść na kompromisy. Zmieniająca się mentalność społeczna musi mieć wpływ na sędziów. Może i wywierać presję, by iść z prądem liberalnego myślenia. Sędzia Czech pisze: „Osobowość sędziego jest kształtowana przez wiele czynników, może mieć zarówno dodatni, jak i ujemny wpływ na rozpoznawanie spraw, ma szczególne znaczenie przy rozstrzyganiu spraw rodzinnych”. Wiele więc rozbija się o etykę. 
Ciekawe jest to, że sądy mogą, a nawet powinny odmówić udzielenia rozwodu w trzech przypadkach. Jeśli rozwód będzie sprzeczny „z zasadami współżycia społecznego”. Na przykład kiedy jeden z małżonków jest ciężko chory i potrzebuje pomocy, nie można go zostawić. Po drugie gdy rozwodu „żąda małżonek winny rozkładu pożycia (chyba że strona przeciwna wyrazi zgodę na rozwód)”. Wreszcie trzeci warunek: jeśli „ucierpi dobro małoletnich dzieci”. „W praktyce odmowa orzeczenia rozwodu nie zdarza się często” – przestrzegają prawnicy na forum prawniczafirma.pl. Czemu? „Bo wystąpienie powyższych okoliczności należy solidnie i bezsprzecznie udowodnić”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama