Bóg w dziecięcym łóżeczku

– Jestem dumny, że moi rodzice dostali od prezydenta Złoty Krzyż Zasługi za swoją pracę i poświęcenie. Nie mam wątpliwości, że zasłużyli na to wyróżnienie – mówi Adam Bońkowski.

Reklama

Wzorem lat ubiegłych, także i w tym roku prezydent RP Bronisław Komorowski odznaczył rodziny wielodzietne i zastępcze w uznaniu wyjątkowych osiągnięć wychowawczych i zaangażowania społecznego. Wśród osób odznaczonych Złotym Krzyżem Zasługi byli Ewa i Krzysztof Bońkowscy ze Skierniewic, którzy pełnią funkcję zawodowej rodziny zastępczej o charakterze pogotowia rodzinnego. Po odbiór wyróżnienia państwo Bońkowscy pojechali do Pałacu Prezydenckiego ze swoim synem Adamem, córką Izą, jednym z podopiecznych i Janiną Wawrzyniak, dyrektorem MOPR w Skierniewicach, która wnioskowała o przyznanie im odznaczenia.

Oaza spokoju

Polskie prawo wyróżnia rodziny zastępcze spokrewnione, niezawodowe i zawodowe, w tym zawodowe pełniące funkcję pogotowia rodzinnego. Na taką formę pracy i służby zdecydowali się Ewa i Krzysztof Bońkowscy, którzy ponad 9 lat temu postanowili otworzyć swoje drzwi potrzebującym dzieciom. By przychodzącym maluchom było wygodnie, wzięli kredyt i kupili duży dom. Zgodnie z obowiązującym prawem i podpisaną umową, pod swój dach mogą przyjąć troje małych dzieci. Od momentu rozpoczęcia pracy mieszkały u nich dzieci kilkudniowe, kilkumiesięczne i kilkuroczne. Były też nastolatki. Dla jednych ich dom stał się oazą spokoju i miłości na chwilę, dla innych na znacznie dłużej. – Dziś, z perspektywy tych prawie 10 lat, wiemy, że Bóg przygotowywał nas do tej roli – mówi E. Bońkowska. – Po urodzeniu niepełnosprawnej córki Izy musiałam zostać w domu. Całe moje życie zaczęło kręcić się wokół niej i starszego syna Adasia. Czego, oczywiście, nie żałuję.

Czas spędzony przy dzieciach procentuje. 23-letni Adam jest nie tylko studentem, ale także społecznikiem, ratownikiem WOPR. Jest silnym, młodym człowiekiem, z którego jestem bardzo dumna. Nie inaczej jest z Izą, bez której nie umiałabym żyć. Ona jest niesamowita. Jest dla nas wielkim darem i nauczycielem bezinteresownej miłości. W pewnym sensie jej zasługą jest i to, że jesteśmy pogotowiem. Chcąc zapewnić jej należytą opiekę, nie podjęłam pracy zawodowej. Po jakimś czasie zrodziła mi się w głowie myśl, że skoro i tak jestem w domu, to może mogłabym zajmować się jeszcze jakimiś innymi dziećmi – wspomina pani Ewa.

Siedząc przy dużym stole, pani Ewa tuli do siebie miesięczną Maję, co chwilę zerkając także na Wiktorię, która bawi się balonem, a za moment maluje kolorowanki. Każdą czynność poprzedza przytulanie się do cioci. Po krótkiej chwili Maja zasypia. Można spokojnie rozmawiać. Pani Ewa chętnie powraca do początków, nie kryjąc, że razem z mężem długo dojrzewali do podjęcia decyzji o zostaniu pogotowiem opiekuńczym. – Obawy mieszały się z gotowością. Miałam wiele dylematów. Nie wiedziałam, czy damy radę. Obawiałam się, czy starczy mi sił, by zajmować się jakimiś dziećmi przez wiele lat. W pogotowiu dzieci są umieszczane na rok, góra dwa lata. To dawało komfort, że jeśli nie będę miała już siły, będę mogła zrezygnować – wyznaje pani Ewa. Dziś wie, że podjęta decyzja była strzałem w dziesiątkę. Bycie ciocią przez całą dobę daje jej wiele radości, satysfakcji i spełnienia.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama