Będzie inaczej, ale będzie dobrze

– To wcale nie jest koniec świata, to jest początek fajniejszego, ciekawszego życia. Wcale nie gorszego, ale lepszego – zapewnia Agnieszka Rubiś, mama 8-letniej Zuzi z zespołem Downa.

Reklama

Inicjatorką nowotarskiej grupy wsparcia dla dzieci z zespołem Downa była Kasia Smalec z Nowego Targu, która ma 3-letniego Kacperka. – Wcale nie od razu wiadomo było, że synek ma zespół. Dopiero po ponad roku badań, konsultacji zostało to potwierdzone – wspomina pani Kasia. Koleżanka Agnieszka przekazała jej już wszystko odnośnie do np. edukacji Kacperka, jego rehabilitacji. To właśnie rehabilitant Robert Jachimiak wraz z żoną Olgą służyli mamom dużą pomocą w założeniu grupy.

– Sama już wiele rzeczy przeszłam przy mojej 8-letniej Zuzi, wiem, do kogo i gdzie uderzyć, znam prawo, wiem, co dziecku się należy. Dlaczego zatem nie miałabym pomóc innym mamom, które muszą zmierzyć się z tymi wszystkimi papierami? Wiemy, jak biurokracja potrafi człowieka wykończyć – rozkłada ręce Agnieszka Rubiś. To bardzo energiczna Ślązaczka z góralskimi korzeniami, dlatego nie daje się w walce z samorządami, urzędami, poradniami, instytucjami, które powinny pomagać dzieciom, a często mają tysiące wątpliwości utrudniających zdobycie odpowiednich dotacji czy dokumentów.

Ośrodek the best!

– Dzięki wspólnym rozmowom, doświadczeniom moich koleżanek wiem, jak ważne są wczesne wspomaganie rozwoju i rehabilitacja dzieci, u których zostanie stwierdzony zespół – mówi pani Kasia. – Niestety, wszystkich papierów nie dostanie się od ręki. Podobnie jest z orzeczeniem o wczesnym wspomaganiu rozwoju, które jest przepustką, aby dzieci mogły korzystać z oferty ośrodków specjalnych – dodaje. – Lepiej nie mogliśmy trafić! Dzięki grupie wsparcia wiemy, że najlepszy na Podhalu i w opinii rodziców jest Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 1 w Nowym Targu. Dlatego nie mamy kłopotu z wyborem szkoły dla naszych pociech – zapewnia Beata Guzy, mama 16-miesięcznego Tomka.

To właśnie w dyrekcji i pedagogach oraz specjalistach mamy z grupy wsparcia znalazły wielką pomoc. – W ośrodku udostępniono nam salę. Kiedy my rozmawiamy, wymieniamy się spostrzeżeniami, nauczyciele będący już po lekcjach zajmują się naszymi maluchami – zachwala pani Agnieszka, której córka Zuzia dojeżdża codziennie z Czarnego Dunajca do stolicy Podhala.

Mamy zgodnie podkreślają, że trzeba rozróżnić ośrodki specjalne od szkół integracyjnych. – Często rodzicom wydaje się, że będzie wszystko dobrze, gdy dziecko będzie chodzić do szkoły integracyjnej. Tymczasem tak nie jest. W ośrodku nasze pociechy spotykają się ze swoimi rówieśnikami już na poziomie przedszkola. Są ze sobą bardzo szczęśliwe. Nie ma między nimi różnicy, jedno drugiemu pomaga. Pedagodzy w każdym uczniu dostrzegają coś, nad czym starają się pracować. Zuzia np. należy do świetnego zespołu regionalnego „Milusioki” – zaznacza pani Agnieszka. Dodaje, że rok spędzony w oddziale integracyjnym był dla jej dziecka czasem zmarnowanym.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama