Niczym się nie różnimy

– Po wybudzeniu ze śpiączki nie poznawałem rodziny, nie wiedziałem nawet, jak się nazywam i kim jestem. Gdy dostawałem jedzenie, nie potrafiłem ze wszystkich rzeczy skorzystać. Raz chciałem zjeść banana ze skórką – wspomina Jacek, uczestnik wczasorekolekcji.

Reklama

Mimo upału Dom Spotkania w Dąbrowicy tętni życiem. Tu nikt nie zwalnia tempa w korzystaniu z obecności innych. Wprawdzie w pobliskim parku trawa uschła zupełnie, a ściółka pod iglakami jest jak pieprz, ale tu, w cieniu, odbywa się modlitwa różańcowa. Dosłownie przed godziną uczestnicy turnusu pożegnali się z bp. Józefem Wróblem, który modlił się z nimi podczas Mszy Świętej. Niektórzy nadal trzymają w dłoniach pamiątkowe obrazki od biskupa. Tu każde spotkanie z gościem jest celebrowane. Podopieczni nie rezygnują z przebywania na powietrzu, bo przecież większość czasu w ciągu roku spędzają w czterech ścianach mieszkań lub domów opieki społecznej. Siłą tego miejsca są ludzie, zdrowi i chorzy, tworzący wspólnie przestrzeń akceptacji i nadziei.

Jacek

Czasami spotykamy osoby, które mają tak potężny intelekt i tak niezwykle ciekawą osobowość, że chciałoby się ich słuchać godzinami. Tak było podczas spotkania z Jackiem, uczestnikiem wczasorekolekcji w Dąbrowicy. Czekałem na niego na ławce przy wejściu do domu spotkania. Szedł o kulach. Z daleka się uśmiechał. Usiadł. Przywitaliśmy się. Początkowo nie wiedziałem, jak rozpocząć rozmowę. Jacek zaczął sam.

– W 2008 r. uległem wypadkowi. Siedziałem z tyłu w samochodzie, gdy doszło do zderzenia. Doznałem uszkodzenia pnia mózgu. Moje życie odwróciło się do góry nogami. Przed wypadkiem był aktywnym i zdolnym studentem Politechniki Lubelskiej. Już na początku studiów myślał o znalezieniu pracy, bo miał olbrzymi potencjał. – Po wypadku straciłem pamięć. Początkowo nie poznawałem nawet własnych rodziców. Do dawnej sprawności umysłowej już nigdy nie powrócę. Już się z tym pogodziłem, choć i tak cudem jest to, że udało się odzyskać aż tyle. A może jestem zbyt pazerny na zdrowie i chciałbym zbyt wiele... – śmieje się Jacek. Podkreśla, że w obecnej sytuacji czuje niedosyt, bo ma świadomość, jak wyglądało jego życie przed wypadkiem.

Banan ze skórką

Proces rehabilitacji trwał bardzo długo. – Początkowo byłem w śpiączce farmakologicznej, potem znalazłem się w stanie śpiączki naturalnej. Po wybudzeniu nie tylko  nie poznawałem rodziny, ale sam nie wiedziałem nawet, jak się nazywam i kim jestem. Nawet doszło do tego, że gdy dostawałem jedzenie, nie potrafiłem ze wszystkich rzeczy skorzystać. Do tego stopnia miałem problemy, że raz chciałem zjeść banana ze skórką – wspomina Jacek.

Nie pamięta żadnego przełomu, raczej uważa, że to długoetapowa praca. – Nie dokonało się to z dnia na dzień. Nie było tak, że z poziomu wegetacji nagle przeszedłem na poziom dyskusji zaawansowanej intelektualnie. Bardzo dużo zawdzięczam moim rodzicom. Oni włożyli wiele wysiłku w mój powrót do obecnej kondycji. Zdaję sobie sprawę, że pomagali też inni, także ci, którzy pamiętali o mnie czy się za mnie modlili – dodaje.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama