W sam raz dla mnie

Ledwo zapisał się do klubu, został jego prezesem. Gdy stanął na siedmiotysięczniku – zaczął marzyć o Himalajach.

Reklama

Paweł Kudła jest strażakiem. Zawodowym. Mocnych emocji ma więc pod dostatkiem. Szuka jednak innych – równie intensywnych. 

Okazja natychmiastowa

Podstawówka w Piskorzowie, Gimnazjum w Pieszycach, ogólniak w Dzierżoniowie i turystyka i rekreacja na AWF we Wrocławiu. I tutaj właściwie tak naprawdę posmakował przygody. Sprawdził w internecie hasło: Klub Górski Olimp. Chyba o to mu chodziło. Oczywiście mieszkając pod Sową bywał w górkach, ale to nie to samo, co zmierzyć się z nimi na serio. Okazja nadarzyła się natychmiast. Członkowie klubu właśnie przygotowywali się do wyprawy w Alpy. Nie przejmowali się, że jest mało doświadczony, on też nie przejmował się tym, że właściwie nie wie, na co się decyduje. Wystarczyła zwykła ciekawość świata, ludzi i gór, żeby zgodzić się na wyjazd. Pojechali do Lichtensteinu i weszli na Grauspitze. – To są góry – pomyślał i od razu wiedział co to znaczy znaleźć się we właściwym miejscu i o właściwym czasie.

– Tak, to jest w sam raz dla mnie – kołatało w sercu, w umyśle i jeszcze głębiej, gdy niedługo potem patrzył na lodowiec – pierwszy raz w życiu. Działo się to siedem lat temu. I nie było ważne, że pierwsza próba zdobycia się nie powiodła, bo zabłądzili, a później burza zmusiła ich do powrotu. Nie przejął się, bo następnego dnia zdobycie szczytu wynagrodziło rozczarowania dnia poprzedniego.

Pan prezes w akcji

Potem były Beskidy, gdzie okazało się, że nie tylko alpejski majestat przemawia do niego. Góry mają jednak jakiś wspólny mianownik: ludzi, których nie spotykasz w takiej intensywności w mieście czy na nizinach; wrażenia i emocje wywołane przestrzenią. Wysiłek, który owocuje zachwytem; dystans, którego nabiera się tylko dlatego, że codzienność zostawia się gdzieś tam, na dole.

– Wchodzisz, bo są! – powtarza za Kukuczką, gdy ma odpowiedzieć na pytanie: po co ci to? – Poza tym z góry świat wygląda lepiej. Atutem gór są jednak ludzie, a on ludzi lubi. Co więcej – potrafi ich sobie zjednywać. Otwarty, życzliwy budzi zaufanie. Pewnie dlatego jemu właśnie zaproponowano objęcie funkcji prezesa klubu. Tak, tak – ledwo się do niego zapisał, a już prezesura. Zgodził się. Kierował klubem przez następne trzy lata. W tym czasie klubowicze wspinali się na kolejne szczyty Korony Europy. Zorganizował wyprawy do Austrii, Szwajcarii, Rumunii, Ukrainy, Czarnogóry, Bośni i Hercegowiny, Niemiec i Francji.

– Tutaj weszliśmy na Mont Blanc i wtedy przyszedł czas na przekazanie pałeczki kolejnemu prezesowi – wspomina.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama