Sto lat młodej parze?

Miłość to nie zakochanie, a wspólne życie, przepiękne i warte wyrzeczeń, jest trudem.

Reklama

Przypadkiem trafiłam na ślub góralski. Stroje, kapela, atmosfera. Ksiądz nawiązywał do góralskiej tradycji i religijności. A że parafia bardzo maryjna, to i młodych powierzał opiece Madonny. „Jeśli będziecie przy Niej, będziecie blisko Jezusa. Bo On jest obok Matki”. Potem zdjęcia, przepiękny śpiew, słońce na chwilę zza chmur i zza gór wyszło, jakby prezent dla młodej pary. „Sto lat młodej parze!” – życzyli wspólnie życzliwi. A potem były góralskie powozy. I zapewne góralskie, przepiękne wesele. Tak piękne jak panna młoda w bieli i pan młody – w regionalnym stroju. „Sto lat młodej parze!” Sto lat? Ile podobnych ślubów (niekoniecznie góralskich, ale przepięknych i wzruszających) widział w życiu każdy z nas? Nie mówiąc już o własnym, który przeżywało się zupełnie inaczej. Wzniośle, z nadzieją i jakąś radością, którą nawet opisać było trudno. I która była nie do końca zrozumiała. Bo tak wielka. Ile ślubów, ile młodych par zaczynało z wielką pompą, od cudnego ślubu, a potem wystawnego wesela. Ile otrzymali życzeń, prezentów... Ile razy słyszeli „Sto lat młodej parze”… Gdyby te wszystkie „setki” zliczyć i gdyby te życzenia miały moc sprawczą, młodzi żyliby zawsze długo i zawsze szczęśliwie. I niektórzy żyją. Młodzi krótko, potem w średnim wieku, aż do starości. Walczą, kochają coraz bardziej, już świadomie, już wiedząc z autopsji, że miłość to nie zakochanie. Że wspólne życie, przepiękne i warte wyrzeczeń, jest trudem. Wartościowym trudem. Sto lat? Ile Bóg da. Ale aż co trzecie małżeństwo w Polsce rozpada się. Za mało ktoś im życzył? Za brzydkie wesele było? Co się dzieje z ludźmi, że gdy pojawiają się problemy, coraz mniej chce walczyć? Lepiej „zacząć od nowa”, czyli iść w niepewność, niż za wszelką cenę odbudować to, co (samemu bardzo często) się zepsuło? Młodej parze, tej góralskiej z Olczy, ale i każdej innej, możemy oczywiście po staropolsku pożyczyć „stu lat”. Może jednak sto razy lepiej pomodlić się i za nich, i za wszystkie pary małżeńskie przeżywające trudności i dramaty? Może warto też, gdy wśród znajomych widzimy problemy małżeńskie, wyjść z propozycją pomocy. Jakiej pomocy? To już zadecyduje druga strona. Może będzie chciała skorzystać… „Jeśli będziecie przy Niej, będziecie blisko Jezusa. Bo On jest obok Matki” – i te słowa też warto pamiętać. Każda para małżeńska powinna pamiętać. A może odkryć te słowa na nowo.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maluczki
    22.10.2015 11:50
    Miłość oblubieńcza/małżeńska to właśnie zakochanie!
    No ale niektórym zakochanie myli się z popędem seksualnym, bo nie wiedzą co to jest miłość i zakochanie.
    Katolicy już przyjęli nomenklaturę materialistyczną i powtarzają.
    Materialiści właśnie utożsamiają seks z miłością a zakochanie z popędem seksualnym, bo oni odrzucili sferę ducha, gdzie miłość jest umiejscowiona.
    Nawróćmy się!
    Miłość małżeńska jest nierozerwalna dlatego że małżonkowie pragną bez przerwy być ze sobą.
    Rozpadają się jedynie spółki egzystencjalno-seksualne, bo popęd seksualny jest przemijający, szczególnie wtedy, gdy obrzydzony jest brakiem pieniędzy, arogancją, egoizmem, lenistwem i innymi złymi przymiotami spółkowiczów.
  • Adam
    26.10.2015 21:55
    Teraz wszystko jest biznesem, wiec mlodzi wchodza w zwiazki dla zysku, a jak tego zysku nie ma, to sie rozstaja.Niestety materializm i hedonizm opanowal ludzkie dusze.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama