Niedzielne dzieła

Czy naprawdę niedziela jest passé? Niepotrzebna? Takie smutne zakończenie weekendu? Stop! Warto odnaleźć jej prawdziwy wymiar.

Reklama

Przy okazji toczącej się dyskusji na temat zakazu handlu w niedziele niemal ogłoszono niedzieli… upadek. Podobno niedziela niczemu i nikomu nie służy, bo po prostu jest nam niepotrzebna. Ot, przykry dodatek do kończącego się, wspaniałego i wyczekiwanego weekendu. Przykry, bo skacowany, rodzinnie skłócony, psychicznie nastawiony na nieznośne poranne poniedziałkowe wstawanie i nowe obowiązki. Nie tędy chrześcijańska droga.

Mimo że powyższy opis jest mocno przejaskrawiony, trudno nie przyznać odrobiny racji: w ostatnich dziesięcioleciach zapomnieliśmy, jak świętować niedzielę. Zapomnieliśmy, kto i po co ją ustanowił. I jak należy ją wykorzystać. Nie oznacza to jednak jej bezpowrotnego upadku. Przywrócenie właściwego wymiaru niedzieli opłaci się całemu społeczeństwu i każdemu z nas. Z takiego daru warto korzystać.

Porządków odwrócenie

Ks. prof. Marek Lis, medioznawca i filmoznawca, mówi, że od lat stara się bezwzględnie świętować niedzielę. Jak? Bez dodatkowych bodźców i spotkań, jeśli to możliwe – z najbliższą rodziną. Dzień to bowiem Boży, przeznaczony do odpoczynku, wyciszenia i modlitwy. Dlaczego jednak jest to dla wielu z nas coraz trudniejsze? – Myślę, że stwierdzenie „nie umiemy świętować” jest zbyt generalizujące. Jednak rzeczywiście pewien kryzys w świętowaniu niedzieli widać gołym okiem. Dlaczego? Definicja „świętowania” ma dwa wymiary. Jeden odnosi się wprost do nazwy: ten czas świętowania powinien służyć zwróceniu się do rzeczywistości świętej, lepszej. Drugi wymiar odnosi się do nas samych: ci, którzy świętują, zatrzymują się, by stworzyć inną, lepszą przestrzeń. W tym wymiarze człowiek nigdy nie jest sam, bo naturą świętowania jest bycie razem, dzielenie się radością. Pytanie oczywiście, na ile się w tym odnajdujemy.

Medioznawca zwraca uwagę, że nasze problemy ze świętowaniem niedzieli nie zaczęły się w ostatnich latach. Przecież już Jan Paweł II w 1999 r., w „Liście o świętowaniu niedzieli”, zwracał uwagę i diagnozował problem, który narastał w kolejnych latach. – Nasze kłopoty z zatracaniem umiejętności chrześcijańskiego świętowania wynikają z coraz większej dominacji konsumpcjonizmu. Zachwyciliśmy się tym, że w sklepach jest wszystko. Sklepy stały się bramą do kolorowej, pachnącej, dającej obietnicę rzeczywistości. Sklepy, markety przestały być zwykłymi miejscami zakupów i stały się „galeriami”, w których można „wystylizować” włosy i paznokcie, zjeść w restauracji etc. Poczuć się po prostu lepszym. Można więc mówić o pseudosakralizacji miejsc, które są naprawdę bardzo przyziemne. Sfera przyziemna jest w naszych oczach piękna i wyjątkowa, a więc stała się „święta”, „świąteczna”.

Doszło do przeniesienia akcentów. Sfera handlu, zwyczajności zaczęła korzystać z tego wszystkiego, co wcześniej było dostępne i lubiane w… świątyniach. – W kościele czujemy zapach kadzidła – w sklepie rozpylane są przeróżne zapachy. Słyszymy tam też, jak w kościele, muzykę, która kreuje atmosferę. A sprzedawcy –niegdyś w zwykłych fartuchach, obecnie są pięknie ubrani. To pośrednicy między naszym portfelem a rzeczywistością, za którą tęsknimy… – mówi ks. prof. Lis.

I trudno się dziwić, że taka „lepsza” rzeczywistość bezrefleksyjnie pociąga. Niektórzy sprowadzili więc przeżywanie czasu niedzielnego do płaskiej konsumpcji, prostych rozrywek i „spędzenia”, „zbycia” danego czasu. – Ale drugim, poważnym problemem związanym z niedzielą jest to, że po prostu nie potrafimy być razem – dodaje ks. prof. Lis. – Niedziela była przez wieki dniem świętym, który przypominał o naszej wdzięczności wobec Pana Boga, pozwalał na spędzanie czasu z rodziną. Obecnie o to trudno, bo oddalamy się od siebie, rzadko widujemy. A relacje – głębokie i namacalne – z bliskimi zastępuje często… smartfon. Jesteśmy w kontakcie z całym światem, a trudno nam naprawdę porozmawiać z żoną czy dzieckiem – zauważa ks. prof. Lis i dodaje przekornie: – Nie trzeba więc bronić niedzieli, lecz tego, co dobre w człowieku, a o czym współczesny człowiek zapomina: miłości, relacji, chęci bycia blisko sacrum. Jeśli obronimy te cechy, w sposób naturalny przywrócimy niedzieli jej znaczenie i rolę.

Czas rozrywki?

– Społeczeństwo konsumpcyjne czas dzieli nie tyle na codzienność i święto, jak w kulturze chrześcijańskiej, ile na czas pracy i czas rozrywki. Dlatego ważniejszy niż niedziela staje się „weekend”: okres rozciągnięty od piątkowego popołudnia do niedzielnej nocy, który – w przeciwieństwie do reżimu codziennej pracy – jest okresem swobody, relaksu bądź czasem dodatkowej pożytecznej aktywności – diagnozuje dr Maria Rogaczewska, socjolog UW. – Nawet niedzielna Msza Święta staje się coraz częściej problemem, ponieważ koliduje z wyjazdami, wycieczkami za miasto i innymi atrakcjami – dodaje.

Dawna niedziela – czyli tradycyjnie długa poranna liturgia, po której następowały rodzinne spotkania, długie wspólne posiłki – została zredukowana do godziny szybkiej Mszy św., często bardzo późno wieczorem. Niedziela została zsekularyzowana, gdyż domowa i kościelna sfera są w życiu większości Polaków ściśle rozdzielone. Religia przynależy do murów kościoła, zaś dom, sklep, praca, podwórko – to są na ogół sfery świeckie, dalekie od sacrum. – Jedynie członkowie ruchów, takich jak Domowy Kościół czy neokatechumenat, starają się, aby celebracja życia domowego była dalszym ciągiem liturgii, jednak stanowią oni znaczną mniejszość (ok. 7 proc.) wszystkich polskich katolików – twierdzi dr Rogaczewska. Socjolog dodaje, że w przypadku pozostałych wiernych droga do połączenia liturgii z życiem powinna prowadzić przez zachęcanie do „uduchowienia” wzorów spędzania czasu, które dominują w społeczeństwie. Na czym mogłoby to polegać? – Skoro rodziny lubią spędzać czas w sferze publicznej, to warto rozważyć np. otwarcie ogródków przyparafialnych, które byłyby czynne cały dzień, po Mszy św., aby można było tam napić się kawy i pobyć z innymi. Warto organizować rodzinne festyny parafialne, imprezy sportowe, potańcówki międzypokoleniowe – uważa dr Rogaczewska. – W ten sposób stopniowo można by nawracać wiernych na głębsze pojmowanie świętowania niedzieli. Bo tak naprawdę chodzi tu o odnawianie i pogłębianie więzi, o cieszenie się sobą.

Inicjatywy, które wymienia dr Rogaczewska, pojawiają się coraz częściej w wielu parafiach. – W naszej wspólnocie przy kościele św. Anny w Warszawie raz w miesiącu wspólnie świętujemy niedzielę. Najpierw uczestniczymy w Eucharystii, potem organizujemy czas – mamy zajęcia integracyjne, jakieś wycieczki czy warsztaty. Potem jest agapa i oczywiście… rozmowy. Dla nas – studentów – to dobry czas – mówi Monika Goszcz z Diakonii Świętowania Wspólnoty Akademickiej Ruchu Światło–Życie. Natomiast młode małżeństwa z parafii Matki Bożej Królowej Aniołów na Bemowie stworzyły inicjatywę o wdzięcznej nazwie Rodzinne Świętowanie Niedzieli. Raz w miesiącu po Mszy św. salki parafialne stają przed nimi otworem. Dorośli uczestniczą we własnych spotkaniach – przy kawie, ciastku. Dzieci i młodzież mają kapitalnie zorganizowany czas w salce tuż obok. Potem wszyscy świętują razem.

Teatr po Mszy?

Jadwigi Chołodniuk, mamy kilkorga dzieci, prawnika kanonisty, do idei „zagospodarowania” niedzieli przekonywać nie trzeba. Lata temu z grupą przyjaciół stworzyła Teatr Rodzinny. Próby odbywały się właśnie w niedzielę, po Mszy św. i wspólnym śniadaniu. – W niedzieli najważniejsze jest bycie razem. Do otwarcia się na siebie, zrozumienia, wytworzenia dobrych relacji świetnie nadaje się teatr. Samo np. pójście do kina z rodziną nie jest idealnym wyjściem, bo jest w dużym stopniu bierne. To ktoś inny nas „zabawia”. W teatrze budowaliśmy relacje – między małżonkami, rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi.

Pani Jadwiga twierdzi też, że być może nie będziemy mogli wrócić do tego, co było kilkadziesiąt lat temu. Do modelu świętowania niedzieli sprzed półwiecza. Świat się bowiem zmienia. Jednak warto wypracować nowe, chrześcijańskie wzorce świętowania niedzieli. – Do tego potrzebne jest również prawo i takie rozwiązania, by po prostu niedziela była czasem wolnym. Prawo kształtuje wybory i nasze działania. Warto też zadbać o to, by rodziny miały miejsce na miłe i pozytywne spędzenie czasu. – Jeśli rodziny nie będą miały takiej alternatywy, pojadą galerii handlowej, albo usiądą przed telewizorem, smartfonem. I znów każdy będzie w niedzielę… sam.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • brunero
    23.10.2016 09:50
    Świętuję niedzielę jak najgorszy poganin bo nie jestem neo, ani z Domowego Kościoła. Wiemy bowiem, że "jedynie członkowie ruchów, takich jak Domowy Kościół czy neokatechumenat, starają się, aby celebracja życia domowego była dalszym ciągiem liturgii..."
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama