Sposób na młodych w Kościele

„Zrób coś z tymi dziećmi” – mówili ludzie i nie chodziło im o to, by zachęcić je do wyrażania swoich emocji, ale raczej do uciszenia ich. Pan Bóg miał jednak inny plan.

Reklama

Był rok 1997. Do Polski, do Lublina, przyjechała znana ze swej książki „Godzina przemiany” Linda Schubert. – Dla nas spotkania z takimi osobami w Polsce były nowością, więc chętnie i tłumnie w nich uczestniczyliśmy. Na takim spotkaniu zostałam zaproszona na Maltę, bym bliżej poznała wspólnotę Magnificat, czyli spotkania dla kobiet, podczas których przy wspólnym posiłku wielbią Boga – opowiada Anna Saj. 

Po powrocie do Polski wraz z niewielką grupą zaprzyjaźnionych kobiet wybrała się do abp. Józefa Życińskiego z zapytaniem, czy coś podobnego można zorganizować w Lublinie. –  Biskup nas wysłuchał, pomysł mu się spodobał, tylko zapytał nas, skąd weźmiemy kobiety. Wówczas odpowiedziałyśmy, że każda z nas zaprosi 40 pań. Tak się stało. Okazało się, że chętnych jest dużo więcej, niż może pomieścić sala. To był znak, że Magnificat jest potrzebny – mówi Anna.

Dosyć szybko spośród uczestników Magnificatu wyłoniła się grupa ludzi, którzy chcieli spotykać się systematycznie i bezinteresownie oddawać Bogu chwałę. Tej małej wspólnocie, jaka się zawiązała, towarzyszył wówczas ks. Robert Muszyński, który z czasem zaproponował, by takie spotkania bezinteresownego uwielbienia organizować raz w tygodniu w lubelskiej katedrze. Tak się stało.

Boże pragnienie

– Podczas jednego z takich spotkań w 2010 roku modliliśmy się między innymi słowami psalmu, powtarzając, że usta dzieci i niemowląt oddają Bogu chwałę. Wówczas pojawiła się w moim sercu myśl, że Bóg chce widzieć Armię Dzieci, która będzie Go wielbić. To było tak jasne i wyraźne odczytanie Bożego pragnienia, że we mnie zrodziła się wręcz pasja, by zrobić wszystko, by to pragnienie Boga zaspokoić, by gromadzić dzieci na uwielbieniu – opowiada Anna Saj.

Zbiegło się to z międzynarodowym spotkaniem Magnificatu, kiedy to kolejny raz powtarzano, że trzeba do Kościoła przyprowadzać młode kobiety. – Dotarło wtedy do mnie, że aby młode kobiety mogły przyjść, muszą mieć możliwość przyjścia razem z dziećmi. Gdy jest się młodą matką, często z dzieckiem przy piersi czy nieco większym, nie zostawia się go w domu samego – podkreśla Anna.

W 2010 roku przyjechał do Polski Tom Di Lorenzo z USA. Ponieważ posiadał on wyjątkowy dar modlitwy wstawienniczej, na spotkania z nim przychodziły tłumy. Tak było i w Lublinie. – Stałam obok niego, starając się pilnować względnego porządku, bo ludzie napierali z każdej strony. Dookoła tłumu dorosłych biegały dzieci. Sytuacja wydawała się nie do opanowania. Ktoś podszedł do mnie i zapytał wprost: „Kto się zajmie tymi dziećmi?”. Bez chwili wahania odpowiedziałam: „Ja”. Jednocześnie po ludzku wydawało mi się niemożliwe zapanowanie nad takim żywiołem. Spuściłam oczy i zawołałam: „Boże! Pomóż mi!”.

Odeszłam od Toma i skierowałam się na piętro do sali, którą przeznaczyliśmy na pokój zabaw dla dzieci. Idąc korytarzem, zostałam zatrzymana przez nieznanego mi człowieka, który zapytał, czy nie potrzebuję pomocy do dzieci. To był Paweł Skrzek, który jest dziś „generałem” Armii Dzieci. Wiem, że to była Boża interwencja. Od tamtej pory Paweł i jego żona opiekują się dziećmi podczas spotkań – mówi Anna Saj.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama