Dopracować 
te badania!

Albo wszyscy ludzie są równi i mają podobne prawa, albo są równiejsi: mniej chorzy.

Reklama

Tak myślę, że obecne badania prenatalne są bardzo, ale to bardzo słabe. Wykrywają tylko część wad człowieka. Ileś tam dysfunkcji, ileś schorzeń i chorób. I to jest błąd absolutny! Należałoby jak najszybciej badania dopracować tak, by każda matka i ojciec wiedzieli, jak superzdrowe będzie ich dziecko. Powinno się potem wyniki postopniować i stworzyć skalę zdrowia dziecka. I taka skala powinna służyć rodzicom w podejmowaniu decyzji. Jeśli dziecko nie byłoby zdrowe na 100 proc., traktowałoby się je jako nie dość idealne. A brak zdrowotnego ideału, jak wiadomo, świadczy źle o dziecku. Więc poniżej pewnego procentu zdrowotności, dajmy na to poniżej 99 proc. – rodzice mieliby prawo do zastanowienia. Czy chcą dalej takiego potomka, czy też nie. Nieidealnego.

Oczywiście badania owe powinny wskazywać również na ryzyko chorób w okresie nie tylko niemowlęcym czy dziecięcym, ale też dorosłym. Bo kto to wie, co w dzieciaku piszczy? Podejmowanie decyzji na lata, o wychowaniu, kształceniu etc., powinno być maksymalnie świadome.

Że nikt by nie dostał 100 proc. w skali zdrowia? Że nie ma idealnie zdrowych? Tym gorzej dla badanego. Ostatecznie rodzice powinni mieć wybór.

A teraz to właśnie nie mają. Bo wykrywa się np. zespół Downa. Ale już autyzmu, skłonności do cukrzycy, atopii czy innych chorób – już nie. Niesprawiedliwość jawna. Potrzeba więc badań, które określą: „oto ideał, niech żyje”. Że takich ludzi nie ma? Że aż tak idealni nie istnieją? Że wypisuję tu jakieś eugeniczne zasady?!

Nie. Nie wypisuję. Pokazuję niekonsekwencję istniejących. I do czego prowadzą. Jeśli bowiem uznajemy, że wśród nas jest ktoś za bardzo chory na życie, to bądźmy konsekwentni i ustalmy skalę życia. Człowiek poniżej 99 proc. w skali zdrowia jest wybrakowany. To wstrętne?

Więc albo wszyscy ludzie są równi i mają podobne prawa, albo są równiejsi: mniej chorzy. Albo mniej wykrywalnie chorzy. 
Więc albo zróbmy wielką listę wszystkich chorób i dysfunkcji, które są „wyrokiem”, albo też traktujmy każdego człowieka podobnie. Czyli jak... człowieka. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    29.09.2016 02:12
    Ciekawe czy autorka będzie tak samo mówić o równych prawach, gdy w jej nastoletniej córce kiedyś zakocha się jakiś mężczyzna o 20 lat starszy. Czy go pozbawi jego prawa do szczęścia z ukochaną osobą albo też potraktuje go jak każdego człowieka. Czyli jak... człowieka?
  • mysz
    29.09.2016 09:48
    Rzecz w tym Gościu (z 02:12) , że nie istnieje coś takiego jak "prawo do szczęścia". Każdy ma prawo o własne szczęście się starać - godziwymi metodami i nie naruszając praw innych osób - ale nikt nie da gwarancji, że te starania zakończą się sukcesem. A w przypadku zakochania się starszego mężczyzny odpowiedź wydaje się prosta: pan poczeka aż młoda będzie dorosła i dojrzeje do wyrażenia własnego zdania.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama