Ja tu tylko sprzątam

My: Maria i Artur Mrowcowie przenosimy naszą własność, wszystkie dobra, nieruchomości, firmę, samochody, konta bankowe, pracę i... długi na Boga.

Reklama

Mieszkają w Radzionkowie. Małżeństwem są od 17 lat, od 8 – w Domowym Kościele. Mają czwórkę dzieci i firmę. Mówią o tym, jak nawraca się portfel, i czy Pan Bóg zna się na ekonomii. – Od zawsze mamy własną firmę, borykamy się więc z różnymi problemami. Raz praca jest, raz jej nie ma. Mało wiedzieliśmy, co Bóg mówi w Biblii na temat pracy, gospodarowania pieniędzmi, dzielenia się nimi z innymi, planowania, oszczędzania, uczciwości. Trudno samemu znaleźć fragmenty, które wprost dotykają tych tematów. A okazuje się, że jest ich całkiem sporo – podobno ponad 2 tysiące. To o wiele więcej niż tych mówiących o modlitwie czy wierze – przyznaje Maria. – Biblia to najlepszy podręcznik ekonomii – dodaje jej mąż Artur. Doprawdy? Oddaję im głos.

Boże, mamy problem

Maria: – Sytuacja finansowa w naszej firmie zaczęła się psuć jakieś 2 lata temu, kiedy firma, dla której wykonywaliśmy zlecenia, przestała nam regularnie płacić. Kwoty z niezapłaconych faktur rosły w szybkim tempie, ale i nasze kredyty zaczęły się powiększać. Nie jest Bożym planem, żebyśmy zaciągali kredyty i stali się niewolnikami innych, ale zaciąganie ich stało się jedynym ratunkiem, żeby spiąć domowy budżet, zapłacić podatki, rachunki i wynagrodzenia pracownikom. Obawialiśmy się, że zrywając umowę z nieuczciwym kontrahentem, będziemy musieli zwolnić wszystkich pracowników i jednocześnie pożegnać się na zawsze z naszymi pieniędzmi. Staliśmy pod murem, nie wiedząc, co zrobić, i od czego zacząć. Małżonkowie pojechali na tygodniowe rekolekcje „Bóg, praca i pieniądze” prowadzone przez liderów Crown Annę i Michała Malińskich z Chorzowa. Potem przeszli 10-tygodniowy kurs Bożej ekonomii. To dało im nową wiedzę i możliwości.

Maria: – Pan Bóg działa przez ludzi. Wiemy, że to On postawił na naszej drodze osoby, które swoją dobrą i kompetentną radą skierowały nas do osób, które pomogły doprowadzić do podpisania ugody z dłużnikiem gwarantującej spłatę całego długu wraz z odsetkami.

Artur: – Pojechałem z moim mediatorem do dłużnika. Wstępna rozmowa, ustalenia, potem spotkanie u prawnika i. .. dogadaliśmy się! Pozostało tylko podpisanie ugody. W międzyczasie pojechaliśmy na 15-dniowe rekolekcje II stopnia Oazy Rodzin. W tym czasie do dłużnika nie odezwałem się ani razu. Całkowicie zostawiłem ten temat. My oddawaliśmy to Panu Bogu, a oni mieli czas, żeby się zastanowić nad warunkami ugody. Trzy dni przed końcem rekolekcji odebrałem telefon: „Przyjedź, podpiszemy ugodę”. Kamień z serca. Dzięki tej ugodzie już od kilku miesięcy wpływają regularne spłaty długu, co pozwala nam w spokoju i na bieżąco regulować nasze płatności i spłacać kredyty. Sami nie dokonalibyśmy tego nigdy. Nie można też zapomnieć o mocy modlitwy wspólnotowej. Przez cały czas wspólnota modliła się za nas. Pozytywne zakończenie w namacalny sposób pozwoliło nam doświadczyć, jak Bóg troszczy się o nas.

Podpis zarządcy

Maria: – Kurs finansowy Crown polega na codziennym rozważaniu fragmentów słowa Bożego mówiących o finansach, czyli sprawach, które codziennie nas dotyczą, i w których podejmujemy decyzje. Odkryliśmy wtedy najważniejszą prawdę, z której nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę. Wszystko, co posiadamy... nie jest nasze. Jest własnością Pana Boga. On nam błogosławi i daje nam wszystko, czego potrzebujemy. Daje nawet więcej, bo nas kocha. Oczekuje jednak współpracy, chce, byśmy odkrywali Jego plany względem nas i zaufali Mu oraz wiernie i uczciwie zarządzali Jego majątkiem. Daje nam zdolności i ręce do pracy. Współpraca polega na tym, że pracujemy naszymi rękami zupełnie tak, jakby wszystko zależało od nas. Jednoczenie dobrze wiemy, że wszystko zależy od Niego i jest Jego darem. Zawsze na samym początku kursu następuje spisanie „Aktu przeniesienia praw własności”... na Boga. „My: Maria i Artur Mrowcowie przenosimy na Boga własność następujących rzeczy...”. Na dokumencie jest dużo miejsca do wypisania majątku i okazuje się, że mamy tego całkiem sporo: dom, samochody, sprzęt firmowy, sprzęty domowe, konta bankowe, pracę. To namacalny dowód na to, jak Bóg hojnie nas obdarował. Na końcu podpisujemy się już nie jako właściciele, ale zarządcy. To dobry i czytelny symbol oddania.

Artur: – Boskie są również pieniądze, które zarobiliśmy, a których nie potrafimy odzyskać. Boskie są też nasze długi. I to też oddaliśmy.

Maria: – My często w modlitwie mówimy: „Panie Boże, oddaję Ci wszystko”, choć często są to tylko słowa. Niewiele znaczą. Potrzeba nam zmiany myślenia z naszego na Boże. A Boża ekonomia jest taka, że najpierw musisz dać, żeby potem więcej zyskać. Panu Bogu trzeba zaufać. Boimy się, że jak Mu coś oddamy, to stracimy to na zawsze. A przecież to i tak nie jest nasze, jesteśmy tylko zarządcami Jego własności. Bóg zawsze się o nas zatroszczy. Prosi jedynie: „Bądźcie Mi wierni. Zarządzajcie dobrze tym, co wam daję. Troszczcie się najpierw o relację ze Mną”.

Artur: – Pan Bóg to nasz najlepszy ubezpieczyciel.

Teraz Ty się martw

Kurs nauczył małżonków jeszcze paru innych cennych umiejętności.

Maria: – Nie umieliśmy uporządkować naszych finansów domowych. Nie potrafiliśmy rozsądzić, ile zarobionych pieniędzy możemy zaliczyć do budżetu domowego, a ile jest potrzebnych do funkcjonowania firmy. Ja zawsze uważałam, że za mało dofinansowujemy dom. Mój mąż natomiast myślał zupełnie inaczej. Doprowadzało to do wzajemnych pretensji i niepotrzebnych spięć. Dobrym rozwiązaniem w tego typu niejasnościach jest prowadzenie budżetu domowego. Zapisywaliśmy codziennie, ile i na co wydaliśmy. Gdy skończył się miesiąc, wiedzieliśmy, ile pieniędzy wydaliśmy na jedzenie, ile na odzież, ile na rachunki domowe itd. Ustaliliśmy więc kwotę budżetu domowego, która musi wystarczyć na wszystko. Wcześniej nie potrafiłam określić, ile pieniędzy potrzebujemy na miesięczne funkcjonowanie naszej rodziny. Od kiedy prowadzimy domowy budżet, możemy łatwo kontrolować wydatki, ograniczając jednocześnie nasze zachcianki, co uczy nas oszczędzania. Jeśli nie spisujemy naszych wydatków, wydajemy więcej pieniędzy, zwłaszcza jeśli płacimy kartą. Wspólnie wypracowany kompromis poprawił naszą jedność małżeńską.

Małżonkowie wspólnie zdecydowali też o oddawaniu dziesięciny na Boże cele. Przyznają, że ciągle uczą się zaufania Bogu, myślenia w Jego kategoriach i tego, by być uczciwymi w małych sprawach.

Maria: – Świat nam podpowiada, żeby swoje pieniądze wydawać tak, jak chcemy, i że to da nam szczęście. Pismo Święte mówi inaczej: szczęśliwy będziesz tylko wtedy, gdy będziesz wiernie zarządzał pieniędzmi zgodnie z Bożym planem. To nie my oddajemy Bogu 10 proc., to On daje nam 100 proc. i pragnie byśmy podzielili się z Nim tymi dziesięcioma. Pozostałe 90 proc. daje nam na własność. Myślenie w Boży sposób zmienia nasze podejście i właściwie ustawia relację do pieniądza. Łatwiej jest nam się dzielić. Poprzez rozdzielenie naszego budżetu domowego od budżetu firmy łatwo jest nam ustalić, od jakiej kwoty obliczamy te 10 proc. Uporządkowanie tych spraw dało nam radość i pokój serca. Doświadczamy tego, że ilekroć się czymś dzielimy, dobro do nas wraca. Oddając, zyskujemy znacznie więcej.

Artur: – Dla mnie trudne było oddanie firmy Bogu. Ale dzięki temu teraz mówię: „Panie Jezu, to jest Twoja firma, ja tu tylko zarządzam. Teraz Ty się martw”.

Da się?

Więcej o kursach Bożej ekonomii na: www.crown.org.pl.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama