Gdzie na rekolekcje całą rodziną?

To problem niejednego małżeństwa.

Reklama

Ludzie mówią: pojechalibyśmy na rekolekcje, ale takie, które byłyby formacją i dla nas, dorosłych, i dla naszych dzieci. I żeby można było też trochę wypocząć, bo szefowie nie dadzą nam w wakacje więcej niż dwa tygodnie urlopu. Oto jedna z propozycji, które wychodzą naprzeciw takim oczekiwaniom.

Tu nikt się nie dziwi

Wisełka na wyspie Wolin. Wokół stary las. Dziki szwendają się to tu, to tam. Jezioro i morska plaża. Na obrzeżach parku narodowego stoi duży dom rekolekcyjny Instytutu Świeckiego Życia Konsekrowanego Świętej Rodziny. Tu nikt się nie dziwi, że dzieciaki marudzą, hałasują, brudzą. Nikt się też nie dziwi, że tatusiowie zerkają do laptopów, że załatwiają jakieś służbowe sprawy. Trzy pierwsze dni dwutygodniowych rekolekcji to swego rodzaju luźna „rozbiegówka”, która pozwala stopniowo przejść od codziennego zagonienia do duchowego skupienia. Także w kolejnych dniach po południu jest sporo wolnego czasu, żeby pójść z dzieciakami na plażę.

Podczas gdy dorośli mają rekolekcyjne konferencje i modlitwy, ich dzieci idą do własnych zajęć. Maluchy mają indywidualnych opiekunów – wolontariuszy. Starsze dzieci – od przedszkola po gimnazjum – podzielone są na grupy wiekowe, z programem rekolekcyjnym dostosowanym do ich wieku. Całość zorganizowana jest w konwencji rycerskiej. Na jej potrzeby zbudowano w Wisełce duży drewniany gród – zamek z murami i okazałą bramą.

Najdziwniejsze jest to, że luźna atmosfera jakoś nie przeszkadza temu, by w Wisełce działy się rzeczy wielkie. Jedni zbliżają się tam do Boga, inni znajdują pomoc w rozwiązaniu problemów małżeńskich i wychowawczych. – Wisełka odmienia ludzi – mówi Marek Wleciałowski, asystent trenera Waldemara Fornalika, ostatnio w Ruchu Chorzów, a wcześniej w piłkarskiej reprezentacji Polski.

Duża w tym zasługa księży prowadzących rekolekcje. A ci są bardzo różni.

Egzorcysta gra na trąbce

Przełożony Instytutu Świętej Rodziny ks. Rafał Chruśliński to kapłan tego samego ducha co papież Franciszek. O czym by nie mówił, jakiego fragmentu Pisma Świętego by nie rozważał, zawsze dojdzie do prawdy o Bożym miłosierdziu. Nawiasem mówiąc, ks. Rafał jest magistrem inżynierem od instalacji sanitarnych.

Ks. dr Wiesław Jankowski jest egzorcystą, specjalistą teologii duchowości. W wolnym czasie strzela, skacze na spadochronie i chodzi po górach. Do wisełkowej legendy przeszły jego popisy gry na trąbce.

Ks. dr Jarosław Szymczak stara się łączyć teologię małżeństwa z psychologią. Nazywany jest ratownikiem małżeństw – tych w głębokim kryzysie. Jest współtwórcą Programów na Miłość i Życie – weekendowych warsztatów małżeńskich, które przeszczepia teraz na grunt północno- i południowoamerykański. Współpracuje z twórcą naprotechnologii (metody leczenia niepłodności) dr. Thomasem Hilgersem. Ale można go także spotkać na trasach maratonów.

Zaprzyjaźniony z domem w Wisełce jest franciszkanin z Rybnika o. Radomir Buchcik. Nie prowadził tam rekolekcji, ale nieraz spowiadał ich uczestników od bladego świtu do późnej nocy. A przyjeżdżał ze Śląska na wyspę Wolin na… rowerze.

Jednak większość członków Instytutu Świętej Rodziny stanowią konsekrowane kobiety, zwane przez dzieci „ciociami”. Pierwszą z nich była dr n. med. Monika Wójcik – podeszła już w latach współzałożycielka Instytutu Świętej Rodziny, przez członków wspólnoty nazwana „matką”. Jeszcze kilka lat temu dr Wójcik aktywnie włączała się w rekolekcje w Wisełce. – To zdumiewające, ale wystarczyło powiedzieć parę słów, by matka Monika wiedziała, o co chcę spytać, i przenikliwie odpowiadała na moje pytania, zanim je zadałem – wspomina ojciec ośmiorga dzieci, dr n. med. Przemysław Binkiewicz – na co dzień ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w szpitalu w Pyskowicach koło Gliwic.

Przekrój uczestników rekolekcji w Wisełce jest bardzo szeroki. Można tam było spotkać bezrobotnego rzeźbiarza i menedżera wielkiego zagranicznego koncernu energetycznego, kapitana z linii lotniczych i cenionego fotografika. Byli też informatycy i górnicy, żołnierze i naukowcy, a także prywatni przedsiębiorcy. Jest wśród nich ojciec ośmiorga dzieci, który prowadzi firmę, dającą chleb nie tylko licznej rodzinie, ale także sporemu gronu pracowników.

Warunki w Wisełce są skromne, a mimo to rekolekcje cieszą się wielkim zainteresowaniem. Nie zawsze udaje się przyjąć wszystkich chętnych. Pierwszeństwo mają te rodziny, które należą do Ognisk Świętej Rodziny (o których za chwilę) i przyjeżdżają do Wisełki po raz pierwszy, oraz te, które są w szczególnej potrzebie.

Zbudowali zamczysko

Większość uczestników rekolekcji w Wisełce to członkowie Ognisk Świętej Rodziny – rozsianych po Polsce wspólnot prowadzonych przez Instytut Świętej Rodziny. Ma on swą główną siedzibę w podwarszawskich Łomiankach. Ogniska spotykają się m.in. w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach, Rybniku, Chojnicach i Olsztynie. Jedno z nich powstało nawet w Brukseli. Włączają się w nie osoby, które zaangażowane są także w innych ruchach i wspólnotach kościelnych, takich jak Opus Dei czy Mężczyźni Świętego Józefa. Po co im więc jeszcze ognisko? Po to, by istniała wspólna dla wszystkich członków rodziny płaszczyzna formacji duchowej.

Ogniska spotykają się raz w miesiącu, w sobotę albo w niedzielę, na trwającym około 7 godzin dniu skupienia. Pomiędzy dniami skupienia organizowane są „połowinki” (spotkania w pół drogi pomiędzy jednym a drugim dniem skupienia). Odbywają się one w domach rodzinnych członków ognisk.

Jak trzeba, ogniskowicze potrafią się zmobilizować w skali całego kraju. Tak było, gdy półtora roku temu modlono się za ks. Dariusza Krawczyka, przełożonego Instytutu Świętej Rodziny, którego umieranie na raka w wieku 48 lat przerodziło się w niezwykłe rekolekcje dla osób związanych ze wspólnotą Świętej Rodziny. Tak było również wtedy, gdy trzeba było zbudować wspomniany wcześniej drewniany zamek dla dzieci przy domu rekolekcyjnym w Wisełce. Jeden z członków ogniska wrocławskiego, z zawodu architekt, zaprojektował go co do jednej deszczułki. Tak przygotowaną profesjonalną dokumentację wystarczyło przekazać do tartaku, a ten przygotował wszystko na wymiar. Potem w jeden długi weekend do Wisełki zjechali ogniskowi tatusiowie z żyłką do majsterkowania i w parę dni postawili spore zamczysko.

Z krwi i ropiejących ran

Całe to duchowe dzieło wyrosło z krwi, potu, łez i ropiejących ran późniejszego arcybiskupa szczecińsko-kamieńskiego Kazimierza Majdańskiego. Był jeszcze diakonem, gdy w czasie wojny trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau. Poddawano go tam pseudomedycznym eksperymentom. Wszczepiono mu bakterie wywołujące ropowicę. Cudem przeżył. Wraz z innymi współwięźniami złożył w obozie śluby św. Józefowi. Przyrzekł m.in., że jeśli ocaleje, będzie służył rodzinom. Założenie wraz ze wspomnianą dr Wójcik Instytutu Studiów nad Rodziną w Łomiankach, a także Instytutu Świeckiego Życia Konsekrowanego Świętej Rodziny było spełnieniem tego ślubu. A ziemię pod budowę ośrodka w Wisełce kupiono za odszkodowanie przyznane mu za nieludzkie traktowanie w obozie.

Co ciekawe, wyzwolenie obozu w Dachau przez armię amerykańską nastąpiło 29 kwietnia 1945 r. W 30. rocznicę tego wydarzenia powstał Instytut Studiów nad Rodziną, a w inną – 29 kwietnia 2007 roku, czyli 10 lat temu – abp Majdański zmarł.

Kto wie, może dobre owoce rekolekcji u Świętej Rodziny biorą się także stąd, że krew, pot i łzy, na których wyrósł dom w Wisełce, są też chlebem powszednim niejednej polskiej rodziny…

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama