Głośny felieton

W ciągu jednej rozmowy poznajemy szczegóły z życia gadającego, jego rozmiar buta oraz poglądy polityczne.

Reklama

Proszę czytać ów tekst bardzo głośno, wyraźnie i najlepiej w środkach komunikacji publicznej! I oczywiście proszę czytać, dodając co chwila wykrzykniki. Dzieląc się na lewo i prawo wrażeniami z każdego zdania, opowiadając, dlaczego się czyta, po co się czyta i co się myśli o autorce. Która nie wiedzieć czemu oszalała i wymusza na normalnych ludziach przedziwne zachowania.

No dobra. Żartowałam. Ale już państwo wiedzą chyba, o czym ten felieton jest? Tak. O gadaniu, szczególnie tym głośnym, przez telefon – w autobusach, tramwajach, pociągach, metrze. Szczęściem w samolotach nie wolno, bo dzięki temu wielu niebezpieczeństw w przestworzach udaje się uniknąć. Szczególnie agresji pasażerów wykazywanej wobec pasażera, który trzymając komórkę przy uchu, dosłownie wrzeszczy. A jeśli nie wrzeszczy, to gada tak teatralnym szeptem, że choćby się na uszy założyło profesjonalny sprzęt wyciszający młot pneumatyczny, to i tak w ciągu jednej rozmowy poznajemy szczegóły z życia gadającego, jego rozmiar buta oraz poglądy polityczne.

Apele, a nawet jakieś społeczne akcje na temat kultury w środkach komunikacji publicznej niewiele dają, takie mam wrażenie. Uzbrojony w telefon gadacz, mimo że ma nad sobą plakat o szkodliwości autobusowego gadulstwa, ględzi nadal. Wychodząc z założenia, że przecież to on ma ważną sprawę i to on jest ten jeden jedyny, który musi. A reszta „muszących” musi tego słuchać i udawać, że nie słyszy o problemach małżeńskich, gastrycznych czy o planach na wieczór. Szczególnie tych wyskokowych.

Niedawno jechałam kolejką podmiejską, a obok mnie młody i dobrze ubrany, jak później się okazało, prawnik. Gdy zadzwoniła mu komórka, odebrał i przez całą podróż, prawie pół godziny, tłumaczył swojemu klientowi, politykowi (!), „jak się mają sprawy”. Sprawy klienta. Mocno poufne. Mocno zawikłane. Mocno… jednoznaczne i konkretne, biorąc pod uwagę ilość danych, którymi posługiwał się prawnik. Gdybym była bardzo złośliwa, w kilka chwil mogłabym ustalić, o kogo chodziło, co się wydarzyło i dlaczego. Ponieważ jednak jestem złośliwa, ale i leniwa, patrzyłam na gadającego prawnika z refleksją: czy brak tu elementarnej kultury, czy rozumu? A może jednego i drugiego? Pod koniec rozmowy pan prawnik – pociągowy gaduła, przyciszając głos, powiedział: „Muszę kończyć, w pociągu jestem, nie mogę rozmawiać”… Nie wiem, czy został zwolniony. Ale wcale bym się nie zdziwiła.

To i ja muszę kończyć. Po cichu i dyskretnie. Pa.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Gość
    01.06.2017 08:47
    Ja nie rozmawiam przez telefon w miejscach publicznych dlatego, że hałas otoczenia uniemożliwia zrozumienie rozmówcy.
  • Gość
    01.06.2017 14:18
    Dawaj Agata i pisz co mówił papuga i o kogo chodziło ludzie niech wiedzą z jakimi durniami mamy do czynienia .
  • Gość
    02.06.2017 07:33
    A ja tęsknię za włoskim metrem, gdzie każdy głośno rozmawiał i nikt z tego nie robił problemu... W naszej komunikacji i tak jest cicho jak w grobie... Może dlatego tak razi, kiedy ktoś się wreszcie głośniej odezwie :P
  • Gość
    25.06.2017 21:11
    A ja sie uprzejmie wlaczam do rozmow i je komentuje. A na zdziwiony wzrok odpowiadam znowu uprzejmie, ze glosna rozmowe odczytalam jako zaproszenie do rozmowy. Serdecznie pozdrawiam i dziekuje za wszystkie felietony w mojej ulubionej rubtyce.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama