Między tradycją a komercją

Zwyczaje pogrzebowe w naszym regionie ulegają szybkiemu uproszczeniu. I nie jest to tylko konsekwencja obowiązujących przepisów.

Reklama

Moment śmierci w śląskich rodzinach zawsze traktowany był bardzo wyjątkowo. Osoby będące u schyłku życia otaczano należnym szacunkiem, a konieczność ich odejścia była czymś naturalnym.

„Lekka śmierć”

W chwili odchodzenia bliskich nie mogło zabraknąć modlitwy. Dla bliskiej osoby proszono wtedy Boga o „lekką” śmierć. Modlono się też do świętych: Józefa i Barbary. Towarzyszyła temu zapalona gromnica. To ona miała dawać pocieszenie i spokój, a jej płomień miał wskazywać drogę do nieba. W ostatnich chwilach życia bliskiej osoby nie wolno było też płakać ani lamentować. Uważano, że to utrudnia osobie odejście z tego świata. Co z tego zostało?

Praktyka pokazuje, że coraz częściej dawne, podtrzymywane przez starsze pokolenia, tradycje i zwyczaje zderzają się z nowymi wzorcami kulturowymi, zaś same uroczystości pogrzebowe coraz bardziej się komercjalizują. Zmienia się zarówno sam sposób obchodzenia się ze zmarłymi, jak i przeżywania żałoby. Dzieje się tak zwłaszcza w dużych miastach. A tych na terenie archidiecezji katowickiej jest sporo.

Starym i pięknym zwyczajem, nie tylko na Śląsku, było odwiedzanie zmarłego i czuwanie przy nim po śmierci. Domowników obowiązywał wtedy ciemny strój, nie prowadziło się głośnych rozmów, a od wszystkich prac – za wyjątkiem tych koniecznych – należało się powstrzymać. Dodajmy, że na wspólnej modlitwie przy zmarłym gromadzili się bliscy, znajomi i sąsiedzi. Dziś nie wolno już przetrzymywać zmarłych osób w domach. Nie pozwalają na to przepisy. Zmarły nie zawsze żegnany jest też modlitwą w otoczeniu najbliższych we własnym domu. Coraz rzadziej odbywa się przy zmarłym czuwanie zwane „pustą nocą”. Dawniej w ostatnią noc przed pochówkiem przy trumnie zmarłego modlono się i śpiewano żałobne pieśni.

Teraz „specjaliści”

Fachowa obsługa konkurujących ze sobą zakładów pogrzebowych wyręcza dzisiaj rodzinę zmarłego z wielu czynności wykonywanych niegdyś przez domowników. Czasem między śmiercią a pogrzebem nie zarządzają już bliscy osoby zmarłej. Robią to „specjaliści”. W konsekwencji, zwłaszcza w dużych miastach, możliwość pożegnania się ze zmarłym, wspólna rodzinna modlitwa są bardzo utrudnione. Zdarza się nawet, że za wynajęcie kaplicy należącej do zakładu pogrzebowego trzeba zwyczajnie zapłacić! I to niemało.

Zresztą to zwykle jedyna i ostatnia szansa, by pożegnać się ze zmarłym przy otwartej trumnie. Potem jest już znacznie trudniej. W ostatnich latach na wielu cmentarzach powstały specjalne kaplice pogrzebowe. Jeśli są one w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła parafialnego, właśnie tam odbywa się pierwsza stacja. Ale jeszcze nie tak dawno zmarłego wyprowadzano przecież z domu. Zazwyczaj nogami w stronę wyjścia. Wynoszący z domu trumnę zatrzymywali się, stukając trzykrotnie trumną o próg na znak pożegnania zmarłego z domem.

Obecnie pierwsza stacja pogrzebu odbywa się często przed kościołem. Trumna z ciałem zmarłego przywożona jest na krótko przed rozpoczęciem uroczystości pogrzebowych. Jeżeli ktoś w oczekiwaniu na kapłana modli się w tym czasie za zmarłego, to raczej indywidualnie. Po cichu. Z oddali do uszu uczestników pogrzebu dochodzi melodia utworu – nie zawsze o inspiracji chrześcijańskiej – wygrana na trąbce przez specjalnie zamówionego muzyka. Może gra pięknie. Wzruszająco. Nie zastąpi on jednak sprawdzonej i niezastąpionej instytucji „rzykaczki”. To osoba, która prowadzi modlitwy przy trumnie z ciałem zmarłego. Czy w wielkomiejskich parafiach są jeszcze takie osoby?

Coraz częściej rezygnuje się też z przemarszów z ciałem zmarłego. Zarówno z kaplicy do kościoła przed uroczystościami pogrzebowymi, jak i z kościoła na cmentarz na miejsce pochówku. Dlaczego? W większych miastach ze względu na duży ruch samochodowy. Albo, jak tłumaczą niektórzy, z powodu odległości dzielącej kościół od miejsca pochówku. Przyznam szczerze, że jedynie częściowo przekonuje mnie taka argumentacja.

A może po prostu wyrzuciliśmy „śmierć” z naszej świadomości? Tego dokładnie nie wiem. Mimo wszystko chyba warto się zastanowić, czy zbyt łatwo nie odpuszczamy, nie walcząc o swoje…

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama