W ogóle nic nie wolno...

W świadomości malców zaczyna kiełkować rozwichrzony relatywizm. Z drobiazgów dziecięcego świata przenosi się to na sprawy zasadnicze.

Reklama

Dobro wciąż jest najgłębszą tęsknotą człowieka. Ale jego kontury rozmywają się coraz bardziej.W czasie wakacyjnej wycieczki szliśmy całą gromadą do kościoła na Mszę. My – to znaczy ministranci (chłopcy i dziewczęta), katechetka i ja. Najmłodsze pociechy „wiszą” na pani Oli. Idę tuż za nimi, słyszę przekomarzanie się. Już nie pamiętam, co tam strzeliła nasza Karolcia (najmłodsza i kochana pociecha). W każdym razie powiedziałem: Bo dostaniesz klapsa! Okoliczności były błahe, może więc nie zapamiętałem wszystkiego. Jednak ciąg dalszy zapamiętałem bardzo dokładnie.

Otóż nasza najmłodsza pociecha beznamiętnym głosikiem, wciąż „wisząc” na katechetce, powiedziała przed siebie (ani chybi do mnie): „Dzieci nie wolno bić”. Za dobrą chwilę padło drugie zdanie: „Na dzieci nie wolno krzyczeć”. Po chwili: „Nie wolno dzieci stawiać do kąta”. Uszliśmy kilkanaście kroków i następna reguła: „Nie wolno do dzieci mówić »nie wolno«. W ogóle nic nie wolno”. Wobec tej pociechy świadomej swoich praw nie było trzeba stosować żadnej z tych ani innych metod ucisku.

Zresztą wobec nikogo w czasie tych wakacji. Ja co najwyżej trochę pogderałem, pani Ola zdecydowanym głosem i surowym spojrzeniem komendanta placu nadrabiała moją pobłażliwość. Dzieci były super. A przecież najmłodsze pokolenie jest świadome swoich praw. Karolcia najwyraźniej podtrzymała konwencję przekomarzania się, ale za jej figlarnym spojrzeniem kryła się spokojna pewność siebie.

A co będzie, jeśli te reguły praw dziecka w niestosownym momencie przypomni sobie jakiś łobuz? Pół biedy. A jeśli drań? Cała bieda. I, niestety, tak się dzieje. I, niestety, coraz częściej. W świadomości malców zaczyna kiełkować rozwichrzony relatywizm. Z drobiazgów dziecięcego świata przenosi się to na sprawy zasadnicze. Także na podstawowy kodeks moralny naszego świata – na Dekalog, czyli dziesięcioro Bożych przykazań. Nie mówcie, że nie.

Jestem dziecięcym pedagogiem od czterech dziesięcioleci. Słucham ich spowiedzi. I wiem, jak trudno dzieciom podporządkować się regułom dobra. Dziś dużo trudniej niż było nam. Wtedy istnienie pewnych ram życia, stawianie wymagań, także idących za nimi kar, było oczywiste. Dziś nie jest. Dlatego dobro przestaje być oczywiste. Owszem, wciąż jest najgłębszą tęsknotą człowieka. Ale jego kontury rozmywają się coraz bardziej. Jakiego wstrząsu potrzeba, byśmy zrozumieli, że zmierzamy ku jakiejś niewyobrażalnej katastrofie?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • margeritta
    10.11.2010 09:29
    Jak rozumiem, Ksiądz dzieci nie ma, więc "bo dostaniesz klapsa" było skierowane do dziecka, wobec którego Ksiądz nia ma prawa stosować dowolnych metod wychowawczych. Wobec tego, jakim prawem? Stanowczość jak najbardziej jest wskazana, ale to niekoniecznie oznacza "klaps". prawo do wychowywania dzieci mają przede wszystkim rodzice i trzeba to uszanować, a jeżeli ksiądz nie zdaje sobie z tego sprawy, to widocznie minął sią z powołaniem, tzn. powinien sobie odpuścić opiekę nad dziećmi. Wszelkie metody wychowawcze należy, nawet przed krótką 'wakacyjną wycieczką" uzgadniać z rodzicami. Bo oni mogą sobie po prostu nie życzyć "klapsów" od obcych.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama