Obietnice, obietnice...

Postanowienia noworoczne w znacznej większości gasną do Trzech Króli.

Reklama

Nowy Rok jest wspaniałym momentem na podejmowanie zobowiązań. Lepszym od każdego pierwszego dnia miesiąca czy każdego poniedziałku albo kolejnych urodzin. W rzeczywistości każdy z tych dni jest podobny do tylu innych, ale genialny pomysł wprowadzenia kalendarza stał się niezwykłym bodźcem do ogłaszania spontanicznych postanowień poprawy. Ludzie patrzą na kolorowe obrazki przedstawiające koty, góry albo pięknych ludzi rodzaju żeńskiego i od razu mają ochotę zmienić coś w swoim życiu na lepsze. Zazwyczaj zaczyna się od porzucenia używek, co oznacza wyrok na producentów tytoniu i pracowników przemysłu gorzelniczego oraz przyprawia o ból głowy ministra finansów, który spodziewane opłaty z tytułu akcyzy wliczył już w dochody budżetowe.

Kolejnym krokiem w eskalacji dążeń do lepszego i zdrowszego życia jest postanowienie zawarte w haśle „więcej ruchu!”. To oczywiście przyprawia o depresję sprzedawców samochodów, którzy i tak mają kłopoty ze zbytem. Mniej samochodów to mniejszy popyt na benzynę, więc pewnie i wydobywcy ropy naftowej nerwowo słuchają doniesień z giełdy uroczystych postanowień. No, oni może mniej się martwią, bo zawsze mogą zmniejszyć wydobycie albo cena i tak wzrośnie – jak pokazał miniony rok, może ona wzrastać bez sensu i bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, by potem spaść równie bez sensu.

Martwią się rolnicy, gdy rzesze przejedzonych postanawiają na serio wziąć się za odchudzanie. W stany depresyjne wpadają naczelni redaktorzy, bo skoro ludzie postanawiają przemienić się w anioły, to o czym będą informować czytelników, widzów i słuchaczy? Nic tak nie zwiększa nakładu i oglądalności jak uleganie podszeptom aniołów upadłych. A jeśli jeszcze na domiar złego publiczność postanowi nie tracić czasu na śledzenie wydarzeń kreowanych przez polityków, to cóż pozostanie? Redaktor Lis będzie czytał dzieciom, a redaktor Olejnik zajmie się wywiadami z wykonawcami kantat Bacha?

Na szczęście dla tak wielu żyjących z naszych słabostek doświadczenie uczy, że postanowienia noworoczne w znacznej większości gasną do Trzech Króli. Reszta wymiera do końca stycznia, więc jest powód, by od 1 lutego zacząć od nowa. I to cieszy, bo optymizm wciąż zwycięża nad doświadczeniem, więc nie stajemy się nudziarzami. Ja już też nie będę nudził, zastanawiam się tylko, czy wobec narodowej skłonności do przekory nie należałoby na nowy rok postanowić, że zamiast zwalczać, będziemy się pogrążać w nałogach. Lepiej jednak nie ryzykować, bo a nuż udałoby się dotrzymać obietnicy?

artykuł z numeru 01/2009 GN

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama