Młodzi bezdomni

Śpią u rodziców, wynajmują mieszkania, a nawet pojedyncze pokoje. Ponad połowa młodych małżeństw nie ma własnego M.

Reklama

W Polsce sytuacja mieszkaniowa jest dramatyczna. Z przyjętego w marcu tego roku przez Sejm dokumentu „Główne problemy, cele i kierunki programu wspierania rozwoju budownictwa mieszkaniowego do 2020 roku” wynika, że w naszym kraju brakuje 1,5 mln mieszkań. Z badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Łódzki dla Domu Kredytowego „Notus” wynika, że aż 54 proc. młodych małżeństw nie ma własnego lokum.

Kredyty i inne problemy

Gdzie więc mieszkają? U rodziców lub wynajmują mieszkanie. I nie mogą się doczekać, kiedy w końcu zamieszkają „na swoim”. Powody są różne. Mieszkania raczej nie kupią za gotówkę, bo jej jeszcze nie zdążyli zarobić. Zresztą nie są w tej kwestii wyjątkiem, bo mieszkania za gotówkę kupuje ok. 9 proc. Polaków. A o kredyt też nie jest im łatwo. – Banki nie traktują młodych ludzi jako wiarygodnych kredytobiorców. Dopiero zaczęli zarabiać, często nie mają umowy o pracę. Krótko mówiąc – trudno im osiągnąć zdolność kredytową – mówi analityk rynku nieruchomości Home Broker Bartosz Turek. Sytuacja pogarsza się, kiedy na świecie pojawia się dziecko. – Ono także dla wielu banków obniża zdolność kredytową małżeństwa – dodaje Turek.

Problemy z kredytami wynikają z cen mieszkań. A te są w Polsce bardzo wysokie w porównaniu do zarobków. Jak podają autorzy sejmowego dokumentu, w większości państw Europy Zachodniej za jedną pensję można kupić 2–3 mkw. mieszkania. W Polsce zaledwie 0,8, a w dużych miastach nawet 0,6 mkw. – Cena budowy 1 mkw. mieszkania o średnim standardzie wynosi w Polsce ok. 2,8–3,5 tys. zł w małych miastach i ok. 3,9–5,4 tys. zł w dużych, powyżej 350 tys. mieszkańców. Ta kwota nie zawiera marży, ale są w niej np. koszty materiałów, pracy, gruntu, kredytu, jaki zaciąga inwestor – mówi GN redaktor naczelna branżowego pisma „Property Journal”, Małgorzata Battek.

Na cenę wpływa także polskie prawo budowlane. – Prawo budowlane funkcjonujące za czasów PRL było nieporównywalnie bardziej liberalne i przyjazne rodzinom niż obecne – mówi GN ekspert Centrum im. Adama Smitha dr Anna Wieczorek. – Wtedy nie było problemu, by rodzice mogli podzielić swój dom tak, by dzieci mogły w nim samodzielnie zamieszkać. Dziś stroną przy ubieganiu się o pozwolenie na postawienie ścianki działowej jest sąsiad. I może się na to nie zgodzić – dodaje. Koszmarem jest także bałagan w ewidencji gruntów i budynków i w księgach wieczystych. Jak mówi dr Wieczorek, zagraża on całemu obrotowi gospodarczemu.

Koniec z „Rodziną na swoim”

W dodatku senat 7 lipca przyjął zmiany, jakie do programu „Rodzina na swoim” wprowadził Sejm. A są to zmiany rewolucyjne. Po koniec 2012 r. program, dzięki któremu budżet państwa przez 8  lat opłacał młodym małżeństwom połowę odsetek kredytu, wygasa. Dodatkowo na ostatni rok obniżono wartość współczynnika określającego maksymalną cenę mieszkania, jakie można kupić, korzystając z programu. – Jeśli ktoś zadłuża się na 30 lat na 300 tys. zł, to miesięczna rata wyniesie ok. 1800 zł. Jeśli korzysta z programu „Rodzina na swoim”, państwo dopłaca mu do tej kwoty przez 8 lat 800 zł. Płacić 1000 zł, a 1800 to duża różnica – mówi Turek. O ile na początku funkcjonowania programu korzystało z niego bardzo mało osób, o tyle obecnie nastąpił prawdziwy boom. W pierwszym kwartale 2011 r. co czwarty ze wszystkich kredytów wzięty został przy wsparciu „Rodziny na swoim”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Eterno Vagabundo
    24.07.2011 22:15

    Z ambon powinniśmy przedsiębiorców prosić,
    By miast za granicę biznes swój przenosić,
    W kraju pozostali, z tego to powodu,
    Bo ich praca mnoży, dobra dla narodu.

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama