Zbawienny wpływ pogrzebu

O tym, kiedy czyta się listy na cmentarzu, 15-letniej żałobie i budowaniu matryc z Elżbietą Łozińską, terapeutką, rozmawia Jędrzej Rams.

Reklama

Jędrzej Rams: Można żyć bez świadomości śmierci?

Elżbieta Łozińska: – Powiem tak, że na umiejętność spotkania ze śmiercią przygotowujemy się przez całe życie. Jest to proces. Pierwszy poważny kontakt z tym zagadnieniem odbywa się między 3. a 4. rokiem życia. Dziecko orientuje się wówczas, że śmierć jest czymś nieodwracalnym. Psychologia rozwojowa jasno mówi, że dziecko w tym wieku wie, że jak kotek nie żyje, to już jest koniec. Dwuletnie dziecko jeszcze ma nadzieję, że kotek wstanie.

Ale umierają nie tylko kotki...

– Przez wieki było tak, że dziecko uświadamiało sobie nieodwracalność wraz z odejściem kogoś w rodzinie. Doświadczało śmierci bliskiego. Było na pogrzebie, było na Różańcu za zmarłą osobę w tej samej chałupie. Dzisiaj spotykam na terapii dwudziestoparoletnich czy trzydziestoletnich ludzi, którzy nigdy nie byli na pogrzebie!

Pogrzeb ma konstruktywną wartość dla naszej psychiki?

– Zdecydowanie tak. Kto nie bywał na pogrzebie, nie doświadczył, czym jest przeżywanie śmierci czy żałoby.

To trzeba na siłę zabierać dzieci na pogrzeby? A jeżeli dziecko jest bardzo wrażliwe?

– Nie na siłę. Jeśli dziecko jest wrażliwe, to dostosujemy pożegnanie. Nie musimy pokazywać mu otwartej trumny! Przecież jeśli jest to pogrzeb dziadka czy babci, którzy za życia uczestniczyli w wychowaniu dziecka, to tym bardziej powinno się ono z nimi pożegnać! Ten brak zostaje w dziecku. W czasie terapii pomagałam się żegnać z osobami nieżyjącymi od 15 lat! To jest tylko kwestia dostosowania, jak przebiega to pożegnanie. Dziecku ułatwia się przeżycie, oszczędzając mu kontaktu z nieboszczykiem. Ale – mimo to – pogrzeb buduje poczucie, że ktoś odszedł, że kogoś żegnamy, że jest grób. Istota liturgii żałobnej ma głęboki sens! Wzruszanie się ma sens. Dziecko widzi, że mama płacze, że ciocia płacze. Uczy się przeżywania straty. Kiedy dziecko widzi płaczącą mamę i zadaje pytanie: „Mamusiu, płaczesz?”, a mama zbywa córkę: „Nie, nic mi nie jest”, to córka nigdy nie nauczy się przeżywania odchodzenia. Matka okłamuje, ucieka od problemu, tworząc emocjonalną dziurę w dziecku. Gdyby odpowiedziała: „A, popłakuję, bo przypomniała mi się babcia”, córka nauczy się dobry wzorców. Buduje emocjonalną matrycę zachowań. Przecież zmierzenie się z faktami bardziej chroni emocje niż próba ucieczki.

Spotyka Pani na terapii osoby bez tych matryc?

– Tak. Przeżywam to zwłaszcza z rodzinami, które utraciły dzieci w wyniku aborcji czy poronienia. Odsuwamy ból i żałobę, zakładając maski. To jest dramat. Nie wiemy, jak się zachować. Brakuje nam w pewnym momencie rytuału.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama