System bez dzieci

Problemy naszego systemu emerytalnego wynikają z zapaści demograficznej; rządowa propozycja jego naprawy tę kwestię ignoruje i ma charakter doraźny.

Od dwóch miesięcy trwają konsultacje w sprawie rządowego projektu zmian w systemie emerytalnym. Koalicyjny PSL wynegocjował pewne ustępstwa, jednak nie zmieniają one istoty pomysłu premiera Donalda Tuska: ratowania systemu przez wydłużanie czasu aktywności zawodowej do 67 lat. Koalicja rządowa odrzuciła projekt referendum w sprawie podniesienia wieku emerytalnego, pod którym NSZZ „Solidarność” zebrała dwa miliony podpisów. Rząd ogłosił, że projekt uwzględniający kompromis z PSL ma trafić do Sejmu w maju i zapewne zostanie przyjęty przez rządzącą większość.

Platforma forsuje podniesienie wieku emerytalnego wbrew opinii zdecydowanej większości Polaków (według sondaży ok. 80 procent jest temu przeciwnych), odrzucając wszystkie propozycje, które mogłyby złagodzić skutki zmian. Premier ugiął się jedynie przed PSL w obliczu zagrożenia rozpadem koalicji. Postulaty prowadzenia aktywnej polityki ludnościowej, jako jedynej skutecznej drogi wyjścia z zapaści obecnego systemu, zostały przez rząd zignorowane. Prorodzinne rozwiązania wynegocjowane przez PSL sprowadzają się do zapowiedzi opłacania kobietom składek do ZUS podczas urlopu wychowawczego i zapowiedzi dofinansowania żłobków, a to stanowczo za mało, aby zachęcić rodziny do posiadania potomstwa. Na problem braku polityki państwa na rzecz zwiększenia dzietności zwróciło uwagę Prezydium Konferencji Episkopatu Polski w stanowisku w sprawie zmian w systemie emerytalnym z 3 kwietnia. Zawiera ono kilka punktów, na które warto zwrócić uwagę.

Zmiany są konieczne

W sprawie emerytur panuje powszechna zgoda co do jednego. Zarówno rząd, jak i opozycja, związki zawodowe i pracodawcy, a także biskupi podkreślają, że zmiany są konieczne, bo obecny system jest niewydolny. Obecnie wysokość emerytury zależy od składek wpłacanych na fundusz emerytalny w czasie aktywności zawodowej oraz okresu ich wpłacania i prognozowanego czasu pobierania emerytury: im wyższe składki i dłuższy czas pracy, a jednocześnie krótszy czas wypłacania, tym większa emerytura. Nie są one jednak wypłacane ze zgromadzonych w czasie pracy składek, lecz ze środków, jakie trafiają do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych od osób czynnych zawodowo. Kryzys tego systemu polega na tym, że na skutek zapaści demograficznej liczba Polaków pracujących zawodowo gwałtownie spada, a osób w wieku poprodukcyjnym rośnie, np. w 2007 r. na świadczenia jednego emeryta pracowały cztery osoby, a w 2035 r., jeśli system nie zostanie zreformowany, pracowałyby tylko dwie, zaś w 2060 r. nawet jedna, co spowodowałoby niewypłacalność. Jednocześnie wzrasta długość życia Polaków, a więc potrzeba więcej środków na emerytury, bo będą dłużej wypłacane.

W tej sytuacji decyzja rządu o konieczności uzdrowienia tego systemu jest jak najbardziej słuszna. Problem polega na propozycji, jak to zrobić, a ta wzbudza wiele kontrowersji. Donald Tusk chce rozwiązać problem, stopniowo podnosząc wiek emerytalny, co ma sprawić, że liczba osób aktywnych zawodowo wzrośnie, a przez to zwiększą się wpływy do ZUS. Jednak ta propozycja spotkała się z olbrzymim oporem społecznym i krytyką. Biskupi napisali m.in., że „reforma systemu nie może jednak ograniczać się jedynie do podniesienia wieku emerytalnego. Byłoby to tylko doraźne rozwiązanie”. Ekonomiści zwracają uwagę, że propozycja rządowa opiera się na niepewnych szacunkach. Z kolei biskupi podkreślają, że nie rozwiązuje ona głównego problemu leżącego u podstaw kryzysu obecnego systemu, jakim jest zapaść demograficzna, i oczekują od rządu, że uwzględni ich głos „w sprawie promocji dzietności oraz rodziny”.

Dzieci ratunkiem

Pominięcie działań na rzecz przezwyciężenia zapaści demograficznej jest jednym z najpoważniejszych błędów propozycji rządowej. Uzasadniając konieczność podwyższenia wieku emerytalnego, przedstawiciele rządu przytaczali dane demograficzne, z których wynika, że w Polsce brak jest zastępowalności pokoleń, współczynnik dzietności wynosi tylko 1,3 dziecka na kobietę i jeśli taki trend się utrzyma, za kilka lat osób w wieku produkcyjnym będzie za mało, aby zarobić na emerytury ludzi w wieku poprodukcyjnym. Jednak rząd nie zgłasza żadnej propozycji, która realnie zwiększyłaby dzietność w Polsce. Pomysł podniesienia wieku emerytalnego to próba ratowania systemu bez dzieci, a więc bez nowych osób wchodzących na rynek pracy. A to oznacza, że przy zachowaniu obecnego systemu i utrzymaniu się niekorzystnego trendu demograficznego rząd faktycznie proponuje rozwiązanie polegające na pracy do śmierci.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg