Mieszkaniowa prowizorka


Program „Rodzina na Swoim” ma zastąpić „Mieszkanie 
dla Młodych”. Czy łatwiej będzie o własny kąt? Z naszej analizy wynika, że politycy nie mają całościowej koncepcji, 
jak skutecznie rozwiązać palący problem braku mieszkań.


Ludowcy będą przekonywać większego partnera koalicyjnego do wprowadzania w programie daleko idących zmian. – Nie widzę nic złego w tym, że korzystać z niego będą również osoby samotne, przecież poczucie bezpieczeństwa związane z posiadaniem własnego lokum może przyspieszyć ich decyzję o założeniu rodziny. Trzeba włączyć do projektu także mieszkania na rynku wtórnym i domy jednorodzinne. Ponadto projektodawcy proponują mocno zaniżone kryteria cenowe – dodaje.
To poważny problem, bowiem propozycja określa także maksymalną wartość metrażu, do którego stosuje się dopłatę. Według firmy doradztwa finansowego Expander w Krakowie, Katowicach czy Wrocławiu, limit cenowy jest o ponad 20 proc. niższy od średniej ceny rynkowej tamtejszych mieszkań. Zdaniem ekspertów Expandera, korzystanie z programu będzie łatwe jedynie dla osób chcących kupić mieszkanie w Łodzi i Olsztynie.
Według Dąbrowskiego, MdM to program lepszy niż RnS. – „Rodzina na swoim” to był świetny pomysł, ale na inne czasy. Obecnie problemem jest nie tylko wysokość raty kredytu, ale przede wszystkim niemożność jego otrzymania. Dopłata do wkładu własnego zwiększy zdolność kredytową wielu osób – tłumaczy.
Atrapa programu
Z tym twierdzeniem nie zgadza się ekonomistka Irena Herbst ze Szkoły Głównej Handlowej, która współpracując z rządami zarówno lewicy, jak i prawicy, opracowywała programy finansowania mieszkalnictwa. – Z MdM skorzystają jedynie ci, którzy i tak mają zdolność kredytową. 10 proc. wkładu własnego nie jest obecnie dla banków decydujące. To atrapa programu – mówi „Gościowi Niedzielnemu”. Przeprowadza fundamentalną krytykę rządowych pomysłów, którą zresztą zawarła w ekspertyzie sporządzonej na zlecenie prezydenta Bronisława Komorowskiego. – Problemem nie jest niski popyt na mieszkania, który wzmacnia się, wspomagając kredytobiorców, ale to, że od lat podaż jest sztywna. Na pozwolenie na budowę w dużych miastach czeka się około dwóch lat. Bez uelastycznienia procesu budowlanego, bez planów zagospodarowania przestrzennego firmy nie będą budować większej ilości mieszkań. Dopóki to się nie stanie, sypanie pieniędzy z budżetu będzie skutkować przede wszystkim wzrostem zysków banków i deweloperów – tłumaczy. 
Jej uwagi dotyczą w tym samym stopniu programu MdM, jak i wcześniejszego RnS. – W okresie funkcjonowania tego programu ceny mieszkań powinny spaść, tymczasem przez państwowe dofinansowanie utrzymały się na wysokim poziomie – mówi. Oba programy mogą także wpędzić młodych ludzi w pułapkę kredytową, gdyż ułatwiają uzyskanie pożyczki także tym, których nie stać na jej spłatę.
Zdaniem Herbst, największym problemem nie jest budowa mieszkań własnościowych, ale brak tanich mieszkań na wynajem. W Polsce 80 proc. mieszkań jest własnością prywatną, a tylko 20 proc. jest wynajmowane, co stanowi niemal odwrócenie sytuacji występującej w takich krajach jak np. Niemcy czy Szwajcaria. – To wpływa negatywnie na mobilność ludzi. Trudno szukać pracy, gdy nie ma się gdzie mieszkać. To przeszkadza w walce z bezrobociem – tłumaczy, wskazując na niedostateczne zainteresowanie rozwojem takich rozwiązań jak np. Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Innym problemem jest to, że młodzi ludzie skupiają się głównie na zakupie mieszkania na kredyt, nie myśląc o oszczędzaniu.
Temu problemowi chce zaradzić Sojusz Lewicy Demokratycznej, który zaproponował ustawę o kasach oszczędnościowo-budowlanych. Miałyby przyjmować oszczędności o stałym oprocentowaniu, które byłoby najwyżej o 3 punkty procentowe niższe niż koszt późniejszego kredytu. Dodatkowo budżet państwa dokładałby premię gwarancyjną w wysokości 20 proc. rocznych oszczędności, nie wyższą jednak niż 2400 złotych. – Nasz projekt uczy ludzi oszczędzać na własne mieszkanie. Szacujemy, że po 7 latach pierwsi oszczędzający będą dzięki temu programowi mogli kupić nowe mieszkanie – mówi „Gościowi Niedzielnemu” posłanka SLD Krystyna Łybacka.
– Już dziś istnieją kasy mieszkaniowe, choć mają mało klientów, gdyż cofnięto im ulgi podatkowe – komentuje ten pomysł Herbst. Choć ogólnie rzecz biorąc, popiera propozycję SLD, zwracając uwagę na to, że w tym pomyśle brakuje elementu weryfikującego zdolność oszczędzających do późniejszej spłaty kredytu.
PiS chce powrotu do RnS, PO i PSL realizacji MdM, lewica programu, którego potencjalnie pozytywne skutki poznamy najwcześniej za 7 lat. Nie wygląda na to, by klasa polityczna miała pomysł na całościową politykę mieszkaniową.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama