Pan od pudli i inni

Marysia Skłodowska bawiła się lalkami, Frycek Chopin lubił jeździć konno, a Janek Heweliusz siedział na drabinie i podziwiał gwiazdy. Przez swoje książki próbuję powiedzieć: to były zwykłe dzieci, takie jak wy – mówi Anna Czerwińska-Rydel.

Jest pianistką, chociaż, jak sama przyznaje, panicznie boi się występów publicznych. Już jako mała dziewczynka marzyła, by zostać pisarką...

Jaśnie Pan Pichon

Pierwszą książkę – „Tajemnicę Matyldy”, napisała dla swoich kilkuletnich dzieci. Wcale nie planowała jej publikować. – Nie znałam innych autorów, ludzi z branży, nie miałam kontaktów. Ktoś kiedyś polecił mi książki katolickiego wydawnictwa Bernardinum. Zapamiętałam tę nazwę i pewnego dnia postanowiłam zadzwonić. Zapytałam, czy nie chcieliby wydać mojej „Matyldy”. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedź była pozytywna. I tak się zaczęło – opowiada. Opowieść dla dzieci odniosła sukces. Wydawnictwo poprosiło Annę o napisanie drugiej części historii, a potem kolejnej. – Potem przyszedł rok 2010, którego głównym bohaterem był Fryderyk Chopin. Dostałam zadanie przedstawienia tego wybitnego kompozytora najmłodszym.

Byłam ciekawa, jakie skojarzenia z Fryckiem mają dzieci – wspomina. Któregoś razu pisarka zapytała grupę przedszkolaków, kim był Fryderyk Chopin. – Jedna dziewczynka podniosła rękę i wysepleniła: „To taki pan, co pluł krwią” – opowiada A. Czerwińska-Rydel. – Co ciekawe, taka odpowiedź nie była odosobniona. Rzeczywiście Chopin cierpiał z powodu gruźlicy, ale przecież nie to było najważniejsze w jego biografii. Dlatego postanowiłam ukazać jego życie w ciepłych barwach, z humorem. Swoją książkę zatytułowała „Jaśnie Pan Pichon”. Skąd wziął się ten pomysł? Fryderyk mając 9 lat odwiedził kolegę mieszkającego na wsi. Tam zwiedzał gospodarstwo, oglądał zwierzęta, biegał po polach i jeździł na koniu. Zaczął również pisać kronikę, którą w formie listów wysyłał do swojej rodziny. W jednym z nich napisał: „Kaczor wyszedłszy po kryjomu z kurnika, utopił się. Dotąd nie można dojść przyczyn owego samobójstwa. Familia kaczorów bowiem nie chce gadać”. – Był bardzo kreatywnym, wesołym i dowcipnym chłopcem. Za każdym razem podpisywał się: „Jaśnie Pan Pichon” – wyjaśnia autorka.

Ty człowieku!

W 2012 roku oprócz książki o Marii Skłodowskiej-Curie napisała także opowieść o astronomie Janie Heweliuszu. Praca tak spodobała się prezydentowi Gdańska, że zamówił u autorki kolejne dwie – o Gabrielu Fahrenheicie i Arturze Schopenhauerze. Jej znajomi, gdy dowiedzieli się, że pisze książkę dla dzieci o słynnym filozofie pesymiście, robili wielkie oczy albo pukali się w czoło. Jak sama przyznaje, postanowiła poznać Artura. Zawsze, gdy zaczyna pracę nad nową powieścią, wiele godzin spędza w bibliotekach i archiwach. Czyta publikacje na temat postaci, którą opisuje, szuka pamiętników, listów. – Czasem jedno zdanie w książce to kilkanaście godzin studiów – tłumaczy. Podobnie było z Schopenhauerem.

 

– Kiedy już się naczytałam, byłam pewna, że do tego pana nie zapałam wielką przyjaźnią – opowiada z uśmiechem. Po miesiącach mozolnej pracy napisała w końcu ostatnie zdanie. Brakowało tylko tytułu. – Któregoś razu poszłam na spacer z psem. Lało jak z cebra. W pewnej chwili przypomniał mi się wątek z życia filozofa. Schopenhauer uwielbiał pudle. Uważał, że pies jest istotą szlachetną. W przeciwieństwie do ludzi, którzy są mało ciekawi, niedoskonali i podli. Kiedy pudel Schopenhauera był niegrzeczny – szczekał albo zrywał się ze smyczy – właściciel, chcąc go skarcić, krzyczał: „Ty człowieku!”. Wtedy mnie olśniło. „Życie pod psem, według Artura Schopenhauera”! – wspomina. Książka spodobała się najmłodszym czytelnikom i została obsypana nagrodami.

Następny będzie Pilecki?

2013 jest rokiem Juliana Tuwima, Witolda Lutosławskiego i prof. Jana Czochralskiego. „Kim jest i co takiego zrobił ten ostatni?” – zastanawiałam się. Pytałam wielu ludzi – nauczycieli, bibliotekarzy, wykładowców, ale nikt... nie wiedział. Nie dawało mi to spokoju – opowiada. Skontaktowała się z wnukiem Czochralskiego oraz prof. Tomaszewskim, badaczem spuścizny po wybitnym polskim chemiku. Okazało się, że ten znany na całym świecie Polak wymieniany jest w jednym szeregu obok Skłodowskiej i Kopernika. Dlaczego? – Był twórcą metody pozyskiwania kryształów krzemu, dzięki której mogą powstawać mikroprocesory, czyli to, co wszystkie nasze dzieci kochają najbardziej. Bez jego wynalazku nie byłoby dziś komputerów, komórek i tabletów – wyjaśnia pisarka. Jednak od wydawcy usłyszała: „Nikt nie kupi takiej książki”. Dopiero kiedy dostała stypendium ministra kultury, znaleźli się chętni do opublikowania powieści.

Dlaczego pisze dla dzieci o wielkich postaciach? – Chcę, żeby na rynku, obok zabawnych historyjek, kryminałów i romansów, były także książki o wartościowych, ważnych dla Polski ludziach, którzy mogą stać się inspiracją dla najmłodszych – wyjaśnia. Niestety, wielu rodziców i dziadków woli swojemu dziecku kupić konsolę do gier niż powieść o Chopinie – dodaje. Od dawna marzy, by opublikować książkę o rotmistrzu Witoldzie Pileckim. Póki co nie przebiera w ofertach. Jedno wydawnictwo wyraziło zainteresowanie. Warunek: „Ma być śmieszne, bo wtedy lepiej się sprzeda”.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.