Poczęte życie to nie choroba

O działalności pro life w Niemczech z Martinem Lohmannem

Tomasz Kycia: W tegorocznym Marszu dla Życia w Berlinie wzięło udział 4,5 tys. osób. To niewiele w porównaniu z innymi europejskimi miastami. Opłaca się ten trud, biorąc pod uwagę akcje zakłócające prowadzone przez kontrdemonstrantów?

Martin Lohmann: Każdy trud się opłaca, by zwrócić w społeczeństwie uwagę na fakt, że nie istnieje takie prawo, które upoważnia do zabijania nienarodzonego lub starego człowieka. A uczestników jest z roku na rok coraz więcej. Zaczynaliśmy od 800. Rok temu było ich 3 tys., a w tym roku 4,5 tys. ludzi w różnym wieku, którzy chcieli dać świadectwo życiu. Nie chodzi tylko o liczbę uczestników – choć ta oczywiście jest ważna – aby nas media nie ignorowały.

Ale czy ten marsz dociera do opinii publicznej? Niektóre media pomniejszyły liczbę uczestników, podając, że jest to marsz fanatyków i radykałów.

Nie jesteśmy fanatykami, chyba że uznamy zaangażowanie w obronę życia za coś fanatycznego z zasady. Ale to byłby absurd. Uczestnicy marszu w Berlinie są normalnymi ludźmi: to rodziny z dziećmi, młodzież, dorośli i ludzie starsi.

Niektóre media zarzucają Wam, że chcecie przywrócić karalność aborcji.

Ani tego nie chcemy, jak udowodniliśmy, ani o tym nie rozmawiamy. Ale niektórzy nam to insynuują, pewnie z powodu braku argumentów przeciwko życiu. Bo takie przecież nie istnieją. My chcemy dodać ludziom odwagi, by powiedzieli TAK dla życia. W Niemczech mamy prawie już schizofreniczną sytuację: przyzwyczajono się do czegoś, co wciąż jest nielegalne. Bo zabijanie nienarodzonych dzieci jest prawnie zakazane, ale w niektórych przypadkach nie jest karalne. Więc mamy do czynienia z przeinaczeniem definicji, która zmieniła świadomość naszego społeczeństwa. Dlatego nasze zgodne z prawem działania wydają się niektórym dziwne. Próbuje się nas oczerniać, szerzy o nas kłamstwa i na ich podstawie wyzywa od fundamentalistów. Ale nawet z tysiąca kłamstw szatan nie może uczynić prawdy.

Jak reaguje Pan na te znieważenia? Przed laty na uczestników marszu poleciały nawet zgniłe jaja i pomidory.

Co roku, zanim wyruszymy, mówię do ludzi: nie dajcie się sprowokować! Przeciwnicy tylko czekają na to, aby ktoś z was podniósł na nich rękę. Mogliby wtedy twierdzić, że obrońcy życia są radykalni i brutalni. Jestem dumny z uczestników marszu, bo rzeczywiście udaje nam się przejść w ciszy ulicami Berlina, choć bywamy bardzo mocno znieważani. Przed laty rzucono nam nawet płonącą Biblię pod nogi. Niektórzy przeciwnicy życia niestety nie mają już szacunku dla niczego.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.