Emigracyjny wstyd

Czy współczesny patriotyzm naprawdę musi się wiązać z brakiem pieniędzy, perspektyw i stabilnej przyszłości?

Mieli wyjechać na rok, dwa, pięć. A potem wrócić. Mieli poznać język, przeżyć przygodę, a zarobione pieniądze po powrocie zainwestować. Z zielonych wysp mieli przywieźć wszelkie dobro po to, by na nowo powstającej zielonej wyspie, również zrobiło się sielsko i bogato. Wyjechali. Za granicą pracują poniżej swoich umiejętności i wykształcenia. Ale pieniądze dużo lepsze niż w kraju. Przynajmniej jest za co rodzinę założyć i utrzymać.

W Polsce cisnęliby się z rodzicami w małym mieszkanku lub płacili krocie za wynajem. Albo wzięli kredyt na 40 lat i do końca życia nie mogli przez to spokojnie zasnąć. Nie zdecydowaliby się też na drugie czy trzecie dziecko. A poza krajem pensja starcza na wynajem przyzwoitego mieszkania. Rodzicielskie plany też można snuć. Oczywiście szkoda, że dzieciaki wychowują się z daleka od dziadków. Że po polsku mówią słabo, a z czasem będą mówić coraz słabiej. I że być może kraj pochodzenia już niedługo będzie dla nich wspomnieniem krakowskiego stroju, który w prezencie zakupiła babcia. W najgorszym – tematem żartów.  W większości nie wrócą, chociaż politycy ładnie zapraszają do „starego kraju”. I obiecują złote klamki, postęp i przyszły dobrobyt.

Zostaną, bo od hipotetycznych złotych klamek wolą realne klamki z żelaza. Albo i z drewna nawet. Byle własnego, byle stabilnego. Nie wrócą, mimo że czasem słyszą: „to nie jest patriotyczna postawa”. Może i nie jest. Ale czy współczesny patriotyzm naprawdę musi się wiązać z brakiem pieniędzy, perspektyw i stabilnej przyszłości?

Niedawno pan Cameron obraził polskich emigrantów. Populistycznie stwierdził, że nie powinno się im wypłacać dodatków rodzinnych. Podniosły się szybko obronne głosy polskich polityków. Przypomina to wyimaginowaną historyjkę następującej treści: matka i ojciec przez całe lata skandalicznie zaniedbują własne dziecko. Dziecko trafia w końcu na wychowanie do przypadkowych osób. Zastępczy opiekunowie zapewniają mu podstawowe potrzeby, choć miłością do niego nie pałają: wolą dzieci własne i mówią o tym otwarcie. Co z kolei wywołuje okrzyk obronny u… rodziców biologicznych: tak nie wolno! To dyskryminacja! Szanujcie nasze dziecko!
Kto tu powinien się wstydzić?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama