Walczą ze sobą o siebie

– Próbowałem przestać pić. Przysięgałem żonie, sobie, modliłem się: Panie Boże, spraw, bym więcej nie sięgał po kieliszek – opowiada pan Jacek, z tarnobrzeskiej Wspólnoty AA. – I zaraz po Mszy szedłem, by z kolegami pić w Bażancie lub na plantach.

Pan Jacek zerwał także z drugim nałogiem – paleniem papierosów. – We dwóch z kolegą z klubu paliliśmy bardzo dużo, po parę paczek dziennie – mówi z widoczną dezaprobatą. – Chciałem przestać, ale okazało się to trudniejsze niż wyjście z alkoholizmu. A jednak się udało i to nie dzięki mojej silnej woli, ale stało się to jakby poza mną. Kiedyś siedziałem w pracy, a na krześle obok siebie postawiłem popielniczkę. Nagle zobaczyłem, jak spada na ziemię. To wyglądało tak, jakby ktoś ją zrzucił mocnym machnięciem ręki. Przestraszyłem się i to nie na żarty. Następnego dnia dowiedziałem się, że w tej minucie zmarł ten mój kolega z klubu, który od pewnego czasu ciężko chorował. Wiem, że zarówno z jednym, jak i z drugim nałogiem poradziłem sobie dzięki pomocy Boga. I dzięki niemu żyję, bo 90 procent kolegów, z którymi piłem, już nie żyje.

Jestem wrakiem człowieka

– Przez 18 lat byłam mężatką. Z tego przez jakieś 15 narażona byłam na przemoc ze strony męża. Była to przemoc głównie psychiczna. Mąż był zdolnym człowiekiem i zajmował eksponowane stanowisko, ale był alkoholikiem – opowiada swoją historię pani Jadwiga. – Początkowo upijał się raz na tydzień, a w końcowej fazie naszego małżeństwa – nawet trzy razy dziennie! Przestał łożyć na rodzinę i zaczął wynosić rzeczy z domu, by sprzedać i mieć na wódkę. Przede wszystkim zaś wmawiał mi regularnie, że bez niego byłabym nikim, do niczego bym nie doszła, nic nie znaczę, groził, że kiedy zechce, to mnie załatwi.

Znosiłam to przez 15 lat. Wreszcie powiedziałam: dość! Nie wyrzuciłam go za drzwi, ale kupiłam mu mieszkanie i przeprowadziłam do nowego lokum. Tak zakończyło się nasze małżeństwo. Wzięłam życie w swoje ręce i teraz jestem zadowolona, że sama potrafiłam z tej przemocy się wyzwolić. Ale kosztowało mnie to dużo nerwów i zdrowia, bo w wieku 58 lat jestem wrakiem człowieka – wyznaje.

– Alkoholizm to nie tylko dla żony, ale i dla całej rodziny ogromny krzyż. Jednakże nie można powiedzieć, że powołaniem kobiety, żony alkoholika, jest być poniewieraną, bitą i maltretowaną. Nawet Kościół w takich sytuacjach dopuszcza separację. Bardzo często dopiero wtedy sami alkoholicy zaczynają trzeźwieć – komentuje ks. Jacek Zieliński, psycholog, terapeuta oraz duszpasterz trzeźwościowy i zaprasza zarówno uzależnionych, jak i ich najbliższych na rekolekcje wolnościowe.

Prosiłam i płakałam

– Wychodząc za mąż, nigdy nie myślałam, że moje życie może tak odmienić choroba alkoholowa męża. W domu rodzinnym nie zaznałam żadnej przemocy. Nie było też problemu alkoholowego – wspomina pani Teresa. – Pierwszym symptomem uzależnienia męża od picia było to, że wódka stawała się ważniejsza ode mnie i dzieci. Pytałam: dlaczego pijesz? W odpowiedzi słyszałam, że jest zestresowany, bo w pracy mu coś nie wyszło. Nie wiedziałam wtedy, że to choroba, więc prosiłam, płakałam. Potem zaczęła się przemoc; najpierw psychiczna, wyzywanie i obrażanie, a następnie fizyczna: popychanie, ściskanie, wykręcanie rąk. Nie wiedziałam, że mam prawo się bronić.

W chwili, kiedy mnie popchnął, i o mało się nie zabiłam, bo spadłam plecami na schody, postanowiłam działać. Dołączyłam do grupy Al-Anon i zdecydowałam się na terapię dla osób, które sobie nie radzą z alkoholizmem bliskiej osoby. Założyłam mężowi sprawę o znęcanie się i o alimenty dla córki. Założyłam niebieską kartę. Jestem z siebie zadowolona, bo poszłam drogą, która dała mi siłę i odwagę do zmian. Tę siłę dała mi grupa wsparcia Al-Anon. Po kilkuletnim pobycie męża za granicą znowu mieszkamy razem. Zarzeka się, że nie pije od roku, ale się nie leczy. Nie umie mówić o emocjach – zwierza się pani Teresa.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama