Mama ma siłę

– Doula wspiera rodzącą – objaśnia Magdalena Niemyjska, która od 5 lat towarzyszy ciężarnym, rodzącym i karmiącym piersią kobietom. – Nie jest przed nią, ale za nią. Uczy kobiety, by zaufały swemu ciału, które ma wielką siłę.

Poród to tajemnica, ale właśnie doula może w nią wprowadzić, uświadamiając, jak działają hormony, jak da się wpływać na reakcje ciała. – Pokazuję, jakie rodząca ma możliwości, ale nie dokonuję za nią wyboru – podkreśla Magdalena. – Najpierw dostarczam informacji, piszemy plan porodu, żeby przeszedł jak najbezpieczniej i w otoczeniu życzliwych ludzi, a potem mama podejmuje decyzję – opowiada. Podczas porodu w kobiecie buzują hormony. Oksytocyna, podawana też przez lekarzy dla wywołania skurczów, odpowiedzialna jest właśnie za nie. – Doświadczenie porodu jest doświadczeniem seksualnym. Zbliżenie dokonuje się w tym samym miejscu, też wydziela się podczas niego oksytocyna – hormon miłości, troski, bliskości – mówi Magdalena. Podczas porodu mamy i ich otoczenie mogą stymulować jego wytwarzanie. Kiedy rodząca czuje się bezpieczna, światło jest przyciemnione, mąż albo doula trzyma ją za rękę, skurcze następują regularnie i zaczynają nabierać tempa. Jeśli rodząca w dzieciństwie czy młodości przeszła traumy seksualne, to one odżywają w czasie porodu. Kobiety nieraz wiją się z bólu, ale nie chcą urodzić. Na szczęście to wyjątkowe sytuacje.

Umiera część MNIE

Magdalena chciała zostać dziennikarką i to jej się udało. Jako 15-latka wyjechała z rodzinnego Jaworzna do pierwszej żeńskiej szkoły w Polsce – liceum sióstr prezentek w Krakowie. Po jego skończeniu już na pierwszym roku dziennikarstwa na UJ zaczęła pracować w „Wiadomościach” Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na staż trafiła do „Gazety Wyborczej”, a potem dostała pracę w „Tygodniku Powszechnym”. Zawsze uważała, że rodzina jest najważniejsza, i kiedy zaszła w ciążę z Marysią, zdecydowała, że nie będzie oddawać jej do żłobka, tylko zostanie z małą w domu. W trzeciej ciąży trafiła na świetną położną – Annę Przybylską, która zaproponowała jej pracę w swojej szkole rodzenia. Szybko wyszkoliła się w metodach niefarmakologicznego łagodzenia bólu i w prowadzeniu zajęć karmienia piersią. Sama równocześnie karmiła swoje córeczki – Marysię i Małgosię. Z czasem została wyspecjalizowaną doulą, która wie, jakiego specjalistę poradzić mamie, gdy przedwcześnie starzeje się łożysko, do jakiego fizjoterapeuty ją skierować, kiedy odczuwa bóle nad spojeniem łonowym, i razem z nią planuje wybór odpowiedniego szpitala. Zwykle prowadzi dwa, trzy porody równocześnie. Ilość spotkań z ciężarnymi zależy od ich chęci.

– Moja praca to powołanie – podkreśla. – Nie ukrywam, jak ważna jest dla mnie wiara w Boga. Jadąc do każdego porodu, modlę się, żeby był bezpieczny. Mam też grupę ludzi, którym wysyłam wiadomość, i wiem, że będą się modlić za mnie i rodzącą – dodaje. Magdalena towarzyszy też mamom po porodzie, kiedy niektóre z nich doświadczają kryzysów psychicznych. Zapadają na PTSD – syndrom, na który cierpią także żołnierze wracający z frontu, a przejawiający się niemożnością wrócenia do rzeczywistości. Innym schorzeniem jest „baby blues”, objawiający się jako obniżenie nastroju między 3. a 10. dobą po porodzie. Wszystkie mamy, u których widzi niepokojące objawy, Magdalena odsyła do psychoterapeutki. Ważne, że podczas leczenia kobiety mogą opiekować się swoimi dziećmi. Przy każdym porodzie Magdalenie towarzyszy mąż Mariusz.

– Przy narodzinach Michaliny dostrzegł nawet moment, który rzadko kto zauważa – opowiada. – Kiedy Michalina wychodziła ze mnie, ja patrzyłam na niego, on na mnie i wtedy zobaczył, że stoję na granicy życia i śmierci, chociaż nigdy nie mówiłam mu o tej części porodu. Bo właśnie wtedy bardzo się czuje, jak narodziny i śmierć sąsiadują ze sobą. Ina My Gaskin – znana tzw. położna duchowa – ujęła to tak, że w momencie wypchnięcia dziecka z siebie matka, mniej lub bardziej świadomie, czuje, że pozbywa się części siebie. W tym momencie musi pozwolić, żeby ta część jej umarła. Mój mąż najpierw podzielił się swoim spostrzeżeniem z naszą położną. „To niezwykłe, że mężczyzna może mieć dostęp do takiej sfery” – dziwiła się. Ale miłość, którą odczuwa się w chwili rodzenia, nie takie czyni cuda.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama