Z sieci przed ołtarz

Przekazywanie wiary wymaga osobistego spotkania – mówią przeciwnicy internetowych kursów przedmałżeńskich. Dajmy ludziom wybór – odpierają zarzuty ich pomysłodawcy.

Wśród obowiązków narzeczonych chcących przystąpić do sakramentu małżeństwa są m. in. udział w kursie przedmałżeńskim i trzy wizyty w poradni rodzinnej. Jak to często bywa z rzeczami „do zaliczenia” – nie mają one dobrej prasy. „Po co nam to?”; – to najdelikatniejsze z pytań zadawanych retorycznie w kolejce do poradni. Okazja do poznania nauczania Kościoła i mocy działania sakramentu zamieniła się w przykrą formalność. – Utarło się przekonanie, że potwierdzenie odbycia kursu to jeszcze jeden papierek do załatwienia. Przeżycie tego czasu dla niektórych stało się drugorzędne – przyznaje ks. prof. Antoni Świerczek, dyrektor działającego w archidiecezji krakowskiej Studium Teologii Rodziny. – Narzeczeni dwa czy trzy lata wcześniej myślą już o sali weselnej, ale kiedy Kościół stawia wymagania, to jest wielkie oburzenie. Tymczasem, dla porównania, przygotowanie do sakramentu kapłaństwa trwa sześć lat, a życie w małżeństwie, moim zdaniem, wcale nie jest łatwiejsze – podkreśla.
 

Internetowa alternatywa

– Małżeństwo to ważna sprawa dla narzeczonych i każdy powinien czuć się do niego dobrze przygotowany. Są natomiast sytuacje awaryjne, jak brak miejsca w lepszych poradniach, pobyt za granicą lub choroba. Wtedy okazja do spokojnego przygotowania zamienia się w nerwowe bieganie, byle tylko „załatwić papier”. Stąd pomysł na stworzenie internetowej alternatywy – wspomina Krzysztof Tusiński, jeden z założycieli portalu nauki.pl, oferującego przygotowanie do małżeństwa w formie elektronicznej. Dodaje, że internetowe kursy działają m.in. w Hiszpanii, Szwajcarii czy USA. – Dobrze poprowadzony kurs stacjonarny zawsze będzie lepszy niż kurs internetowy, ale dajmy ludziom, zwłaszcza w jakichś sytuacjach awaryjnych, możliwość wyboru – mówi Tusiński. Pomysł udało się przekuć w konkret. Powstał zestaw katechez przedstawionych w nowoczesnej formie, którym towarzyszył system weryfikacji liczący czas, jaki dana osoba spędziła nad poszczególnym tematem, oraz sprawdzający nabyte wiadomości na końcu każdego działu. Autorzy wystąpili także z oficjalną prośbą o imprimatur, czyli potwierdzenie, że materiały zawierają treści zgodne z nauczaniem kościoła. Wiedzieli też, że do prowadzenia katechez konieczne jest posiadanie „misji kanonicznej”, czyli specjalnego uprawnienia nadawanego przez biskupa. – Wyszliśmy jednak z założenia, że my nauczania jako takiego nie prowadzimy. Przygotowaliśmy jedynie książkę, tyle że w bardziej nowoczesnej formie – wyjaśnia K. Tusiński.

Decyzję o przyznaniu imprimatur miał podjąć, wyznaczony na cenzora przez metropolitę krakowskiego ks. prof. A. Świerczek. Zapoznał się on z materiałami i przekazał poprawki, które należało nanieść.

Kursy nieważne

Tu zaczęło się zamieszanie. Poprawki zostały naniesione i kurs trafił do internetu, choć oficjalnego imprimatur nie otrzymał. – Nadużyto mojego nazwiska i autorytetu, pisząc, że czytałem te materiały. To prawda, ale autorzy nie zaznaczyli, że po przeczytaniu ich nie zatwierdziłem – podkreśla ks. A. Świerczek.

– Procedury związane z akceptacją przedłużały się. Dlatego zdecydowaliśmy się uruchomić kurs bezpłatnie – komentuje K. Tusiński. Początkowo udział w kursie kosztował 100 zł, teraz jest to dobrowolna ofiara.

Jak jednak dodaje ks. Świerczek, strona nauki.pl nie powinna zostać uruchomiona nawet, gdyby imprimatur został przyznany. Taką formę duszpasterstwa powinna bowiem zatwierdzić Konferencja Episkopatu Polski. Oficjalne stanowisko Rady ds. Rodziny KEP jest jasne: „Praktyka taka jest sprzeczna z obowiązującymi metodami prowadzenia katechez (…). Środowisko to [związane ze stroną nauki.pl – red.] nie uzyskało imprimatur żadnego biskupa na przekazywanie treści zawartych w naukach internetowych. W związku z tym certyfikaty ukończenia internetowych nauk przedmałżeńskich nie mogą być w żadnym razie podstawą do zaliczenia katechez przedmałżeńskich czy przedślubnych (,,,)”. Komunikat rady podpisał jej przewodniczący bp Jan Wątroba. Jak mówią autorzy strony, rozmowy z przedstawicielami Kościoła wciąż trwają. Biskup poprosił o czas konieczny do dokładnej oceny sytuacji.

Na razie jednak strona z internetowym kursem przedmałżeńskim działa i wciąż można na niej znaleźć zapewnienie, że wydawane po ukończeniu kursu zaświadczenie „jest akceptowane przez większość parafii”, a udostępniane treści „zostały sprawdzone przez cenzora kościelnego”.

Potrzeba spotkania

Sednem problemu z internetowym kursem nie są jednak prawne zawiłości ani nawet poprawki, których wymagał kościelny cenzor. – Przygotowanie do małżeństwa to nie jest kwestia przeczytania pewnych treści i zdania egzaminu. Przyjęcie każdego sakramentu, a zatem także małżeństwa, domaga się aktu wiary, a do tego nie da się przygotować przez internet – podkreśla ks. A. Świerczek.

Przypominał o tym także Benedykt XVI w przemówieniu do członków Trybunału Roty Rzymskiej w 2011 roku. „Przygotowanie do małżeństwa (…) stawia sobie z pewnością cele, które wykraczają poza wymiar prawny, ponieważ jego horyzontem jest integralne dobro, ludzkie i chrześcijańskie, małżonków oraz ich przyszłych dzieci, a ostatecznie świętość ich życia”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Zdziwiony
    05.11.2014 18:53
    Bardzo zdziwiło mnie promowanie aktora Macieja Sztura na okładce dodatku do GN 42. Aktor ten znany jest powszechnie z antykkatolickich i antypolskich wypowiedzi. Poza słynnym imputowaniem jakoby to Polacy w bitwie pod Cedynia wiązali swe dzieci do maszyn oblężniczych, znane są jego wypowiedzi o anachronizmie sakramentu spowiedzi oraz promowanie sztucznych metod antykoncepcyjnych. Antykoncepcja nie jest wg tego Pana grzechem. Takich wystąpień jest więcej. Czy nie ma godniejszych osób dla promocji w katolickim piśmie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.