Recepta na szczęście

- To, że trafiliśmy do Domowego Kościoła, było cudem - mówią Jadwiga i Maks oraz ich dzieci Patrycja, Jaś, Mikołaj i Emilka.

Jadzia: Jesteśmy małżeństwem od 13 lat, w Bochni mieszkamy od 7 lat. Pochodzimy z Jabłonki i Nowego Targu. Po kolejnych przeprowadzkach, a było ich siedem, trafiliśmy do Bochni. Ja miałam pragnienie, żeby wstąpić do jakiejś wspólnoty. Na osiedlu ktoś podszedł do mnie i powiedział, że mamy takie spotkania dla całych rodzin, że modlimy się, rozmawiamy. Byłam zachwycona. Przyleciałam jak na skrzydłach do domu. A mąż? On po prostu nie miał nic przeciwko temu. Jesteśmy w Bochni, czujemy się jak u siebie, także dzięki osobom, które sprawiły, że w Domowym Kościele mamy drugi dom.

Maks: Kiedy Patrycja miała pół roku, zaczęła się nasza przygoda z Domowym Kościołem i trwa do dziś. Jest nas sześcioro. Ja przed małżeństwem zawsze należałem do różnych wspólnot, byłem lektorem, w grupie misyjnej, więc kiedy żona przyniosła taką informację, zgodziłem się. Myślałem jednak (jest  to normalne dla mężczyzn): gdzie ja tam pójdę, będą coś mówić, a potem ja będę musiał mówić, nawracać, pewnie trzeba się będzie przełamywać. Mimo rodzących się oporów poszedłem. Dzisiaj jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, choć oczywiście trudności też są. Domowy Kościół to są także dodatkowe zobowiązania, ale czujemy, że zbliżamy się coraz bardziej do Boga, który jest miłością i napełnia nią nas samych.

Maks: Namiot Spotkania to czytanie Pisma Świętego. Jest takin przykład Robinsona Cruzoe, kiedy na bezludnej wyspie czytał Biblię. Kapitalna sprawa. Jego położenie nie zmienia się ani jotę, ale po prostu zaczyna dźwigać inny ciężar, zupełnie inny. My także odkąd zaczęliśmy regularnie czytać Pismo Święte, spotykać się z Bogiem w Namiocie Spotkania, odkrywać, jak Bóg napełnia nas swoją miłością, widzimy, że ciężary są inne, czasem może większe niż kiedyś, ale inaczej na nie patrzymy, nie przygniatają.

Jadzia: Modlitwa nie była dla nas czymś dziwnym, nawet ta małżeńska. Jak dzieci były małe dzieci, modliliśmy się nad łóżeczkiem. Kiedy stały się większe, włączamy je w modlitwę, dzielimy z nimi radości i smutki, to wszystko, co w nas jest. Staramy się rano powierzyć Bogu dzień, który nadchodzi, czasem bardzo krótko, wierząc, że w dzieciach zaszczepimy to, że może kiedyś bez Boga nie będą umieć żyć.

Maks: Uderzyło mnie zdanie Pulikowskiego, że małżeństwa, które razem klękają, chodzą na Eucharystię, prowadzą ze sobą dialog, kilkadziesiąt razy mniej się rozwodzą. Mamy receptę: jeśli idziesz drogą, którą Bóg ci daje, drogą zobowiązań, masz receptę na szczęście.

Owoce. Jeżeli dostrzegamy w życiu więcej radości, pokoju, miłości, szczęścia, to znaczy, że droga ta przynosi owoce. Myślę o pierwszych chrześcijanach, których inny podziwiali, chcieli być jak oni, bo widzieli, jak się miłują. My widzieliśmy miłość między siostrami i braćmi w Domowym Kościele. Dlatego chcemy w nim być.

Świadectwo wygłoszone w listopadzie 2021 roku w Bochni, na rejonowym spotkaniu promocyjnym Domowego Kościoła.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama