Seniorzy, chorzy i cierpiący...

W 2021 roku papież Franciszek ustanowił Światowy Dzień Dziadków i Osób Starszych. Jaka była jego intencja?

Pierwszą grupą osób, które często bywają wykluczane z bliskości relacji, są seniorzy. Społeczeństwo bywa wobec nich obojętne, traktując ich jako mniej „użytecznych”, a nawet jako ciężar. Franciszek odwraca tę perspektywę i przypomina, że osoby starsze są skarbem, który pozwala budować więzi międzypokoleniowe. Papież konsekwentnie apeluje, by nie skupiać się jedynie na silnych, wpływowych czy takich, od których można coś zyskać. Kościół – i społeczeństwo – potrzebuje zarówno młodych, jak i starszych. „Młodzi nie są przyszłością Kościoła, ale jego teraźniejszością” – mówił Franciszek podczas synodu. Z kolei obecność i mądrość seniorów stają się darem dla młodszych pokoleń.

O swojej babci, Rosie Vassallo, Franciszek mówił: „To najważniejsza kobieta w moim życiu”. To ona nauczyła go modlitwy, którą odmawiał przez całe życie: „Jezu, uczyń serce moje według serca Twego”. O czym – poprzez przywoływanie postaci swojej babci – chciał przypomnieć ludziom młodym?

Franciszek mówił o starości jako o krzyżu w głębokim znaczeniu, jako o czymś, co przychodzi niezależnie od naszej woli. Można się na nią obrazić – na życie, na świat – albo przyjąć ją w duchu Ewangelii. Wtedy ta kruchość i ograniczenia mogą stać się nie ciężarem, lecz źródłem życia.

Kiedy ktoś jest zmorzony ciężką chorobą, gdy kontakt staje się prawie niemożliwy albo w przypadku problemów psychicznych, kiedy towarzyszenie bywa ogromnie trudne, jedynym, co naprawdę pozostaje, jest doświadczenie miłości. Z perspektywy utylitarnej to coś bezużytecznego, nieopłacalnego, nieekonomicznego. A jednak na głębszym, egzystencjalnym poziomie czujemy, że to najważniejsza rzecz, jakiej możemy doświadczyć. To jedyne doświadczenie, które przenosi nas „na drugą stronę życia”. Nic z tego świata nie zabieramy ze sobą, poza miłością. W tym sensie miłość już teraz otwiera nas na życie wieczne. Wydaje mi się, że refleksja Franciszka nad znaczeniem osób starszych idzie właśnie w tę stronę.

Wiele razy widzieliśmy Franciszka przytulającego osoby ciężko cierpiące czy odwiedzającego pacjentów w klinice Gemelli. W pamięci pozostaje też poruszający obraz, gdy wjechał na wózku, w piżamie, do bazyliki św. Piotra w przeddzień swojej śmierci. Jak odczytujesz te gesty i z czym nas w tym temacie zostawia?

Gesty mają swoją nośność i siłę oddziaływania. Pokazują coś, co inaczej mogłoby pozostać jedynie refleksją duchową, zrozumiałą dla wąskiego grona komentatorów życia Kościoła czy osób zainteresowanych teologią. Franciszek sprawiał jednak, że jego nauczanie przedostawało się do świadomości całego świata – właśnie dzięki prostym, ale mocnym gestom. Jako papież – jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci na świecie, niezależnie od kultury czy religii – doskonale wiedział, że oczy ludzi są na niego zwrócone.

Co te konkretne gesty nam mówią? Że człowieczeństwo to nie tylko nasze sukcesy, kreatywność czy intelekt. Równie istotne są słabość, delikatność i zdolność do miłości. Przeciwieństwem tej postawy jest „kultura odrzucenia”, przed którą papież nieustannie przestrzegał, nazywając ją wręcz ukrytą eutanazją.

Co konkretnie miał na myśli, mówiąc o „kulturze odrzucenia”?

W życiu człowieka kluczowe są relacje. Wiele moich rozmów z osobami w kryzysie bezdomności nauczyło mnie, że największym dramatem nie jest brak dachu nad głową czy jedzenia, lecz poczucie wykluczenia z relacji – świadomość, że moje życie nie jest dla nikogo ważne. To właśnie jest prawdziwa śmierć: bycie wyciętym z więzi z innymi.

Kultura odrzucenia, o której Franciszek mówił w różnych kontekstach, polega właśnie na tym ryzyku: jeśli ktoś nie jest „użyteczny”, wykluczamy go ze świata relacji. Budujemy więzi głównie z tymi, od których możemy coś otrzymać. A ci, którzy z jakiegoś powodu nie są potrzebni – chorzy, starsi, słabsi – zostają skazani na śmierć. Niekoniecznie fizyczną, choć i takie sytuacje się zdarzają, ale przede wszystkim na śmierć egzystencjalną: marginalizację, wykluczenie, niebyt. Franciszek na wielu polach zdecydowanie się temu sprzeciwiał.

W wielu kwestiach papież Franciszek poszerzał spojrzenie Kościoła i proponował nowy język, ale w sprawie eutanazji – jak mówią niektórzy – nic się nie zmieniło. Powtarza nauczanie Jana Pawła II i nie szuka nowych ujęć. Czy zakończenie życia osoby terminalnie chorej, która bardzo cierpi i sama o to prosi, nie byłoby bliższe idei miłosierdzia niż stanowisko zdecydowanie konserwatywne? Dlaczego właśnie w tym punkcie Franciszek nie próbował spojrzeć na problem z innej perspektywy?

Po pierwsze, chrześcijaństwo jest afirmacją życia. Bóg objawił nam się jako „miłośnik życia”, jako ten, który chce, żebyśmy mieli życie i to w obfitości. Przy całym znaczeniu rozeznawania i poszukiwania dróg, na jakich to doświadczenie życia może się najlepiej realizować, co do zasady, działania uderzające w życie, są sprzeczne z samym sednem naszej wiary. Po drugie, wydaje mi się, że odpowiedź tkwi też w chrześcijańskiej eschatologii. O sprawach ostatecznych, tak naprawdę, wiemy niewiele, mamy jedynie intuicje wynikające wprost z objawienia. Wiemy, że Bóg jest ponad wszystkim i że śmierć nie jest końcem – i to jest pewne. Możemy mówić o sądzie, o niebie, o możliwości odrzucenia szczęścia wiecznego, o oczyszczeniu. Ale jeśli spojrzeć na to uczciwie, objawienie nie daje nam szczegółowych danych, które pozwalałyby z całkowitą pewnością opisać, co dokładnie dzieje się po śmierci. Dopóki żyjemy, wszystko jest możliwe – mamy wybór, mamy przestrzeń działania. W momencie śmierci pozostaje nadzieja – swoją drogą bardzo przez nas niedoceniana, ale nie mamy pewności rozumianej w takim sensie jak w naukach empirycznych. Myślę, że również dlatego Franciszek tak mocno opowiada się za życiem. Bo to życie – w jego kruchości i cierpieniu – jest jedynym miejscem, w którym możemy z całą pewnością odpowiadać na Boże wezwanie.

Franciszek nieustannie przypominał, że naszym zadaniem jest robić wszystko, co możemy, by przeżywać życie tu i teraz – od początku do końca. To jest przestrzeń, na którą mamy realny wpływ. I z tego przekonania wyrasta zdecydowany sprzeciw Kościoła wobec wszelkich form zamachu na życie: eutanazji, aborcji, braku szacunku dla migrantów czy odrzucenia kogokolwiek. Nawet jeśli ktoś cierpi ponad siły, chrześcijaństwo nie postrzega zakończenia życia jako aktu miłosierdzia. Miłosierdziem jest raczej ulżenie w bólu, towarzyszenie, otoczenie troską – ale nie odebranie życia.

Czasami ktoś ma świadomość, że umrze w najbliższym czasie, jest gotowy odejść, a jednocześnie cierpi w niewyobrażalny sposób – na przykład z powodu bólu onkologicznego, którego leczenie paliatywne nie zawsze potrafi złagodzić. W takich chwilach człowiek może stracić wszystko: nadzieję, wiarę, poczucie godności. Czy bardziej racjonalnym rozwiązaniem nie byłoby pozwolenie, by taka osoba odeszła szybciej? Ten dylemat mocno wybrzmiewa w książce i spektaklu teatralnym Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję Mateusza Pakuły. Czy Kościół bierze pod uwagę tego rodzaju argumenty i doświadczenia?

Ten spektakl jest mocny i zebrał dobre recenzje. Kultura stawia arcyważne pytania i często robi to w sposób niezwykle wiarygodny, a czasem także niewygodny – i one domagają się odpowiedzi w języku czułości i empatii, a nie suchych formułek. Kultura potrafi postawić na ostrzu noża kwestię wrażliwości na konkretnego człowieka i jego sytuację oraz zdolności dostrzeżenia całego, skomplikowanego wachlarza doświadczeń ludzi zmagających się z dramatem cierpienia. Jeśli na tym poziomie odpowiemy jedynie językiem sądu i oskarżenia, nie trafimy do serca nikogo.

Język teologii i doktryny to jednak inny poziom analizy rzeczywistości. Doktryna bierze pod uwagę cały kontekst – także filozoficzny i antropologiczny. Na poziomie teologii ważne jest jasne nazywanie rzeczy po imieniu: życie jest wartością absolutną i dlatego nie powinniśmy kończyć go na własną rękę. Franciszek myśli w tej kwestii bardzo jasno – życie mamy tylko tu i teraz i naszym zadaniem jest je chronić. Ale równie mocno podkreśla, że naszym obowiązkiem jest towarzyszyć i wspierać tych, którzy w tym życiu zmagają się z cierpieniem.

*

Artykuł zawiera fragment z książki o. Dominika Dubiela SJ „Franciszek. Papież z wszystkich stron”, wyd. eSPe. Zobacz więcej: https://boskieksiazki.pl/pl/p/Franciszek.-Papiez-z-wszystkich-stron/1406

Seniorzy, chorzy i cierpiący...

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg