Położny Niedźwiedź

Ręce ma jak łapy. Ze dwa razy większe niż jego koleżanki położne. Bierze tymi łapami noworodka, karmi, kąpie, ubiera. A pogląd, że położnictwo to strefa tylko dla kobiet pęka wtedy jak bańka mydlana.

Reklama

Radek Niedźwiedź, rocznik ’83, wzrostu prawie 2 metry, jest jedynym w Warszawie – i jednym z ok. trzydziestu w Polsce – położnym. Tak, położnym, nie położnikiem. Bo ten ostatni to lekarz ginekolog. A Radek kończy Akademię Medyczną co prawda, ale na Wydziale Położnictwa. A jak to się zaczęło? – pytają pacjentki i koleżanki z pracy. Położny Niedźwiedź jest przyzwyczajony, więc odpowiada.

Powołanie? Z czasem

Zaczęło się zwyczajnie, bez szału i zapewnień o wielkim powołaniu do niezwykłego jak na faceta zawodu. Po maturze poszedł na informatykę. W ciągu roku stwierdził jednak, że to nudne i za dużo w prywatnej uczelni nie wymagają. Jednocześnie więc przygotowywał się na medycynę. Czuł, że świat pomagania, leczenia to będzie jego życie. Uczył się pilnie, tyle że na medycynę się nie dostał. Zabrakło paru punktów. Gdy w zamian zaproponowali mu ratownictwo medyczne, położnictwo lub coś tam jeszcze, nie bardzo wiedząc, w co się pakuje, wybrał położnictwo.

Pierwsze praktyki zawodowe w jednym z warszawskich szpitali Radek wspomina jako wielką szkołę życia. Miał przepracować nieco ponad sto godzin. Po stu godzinach społecznie przepracował kolejne sto. I kolejne, i kolejne... Wyszło tego ponad tysiąc. Miał szczęście: pracujące na oddziale doświadczone położne chyba jakimś babskim instynktem wyczuły, że z faceta będą ludzie. A i pacjentki chętnie korzystały z pomocy młodego chłopaka, który brak doświadczenia nadrabiał chęcią pomocy i zdeterminowaniem.

I w końcu pierwsze „własne” porody. Dość dramatyczne chwile, przyznaje: tak wielkiego cierpienia kobiety w życiu nie widział. A poczucie, że nie potrafi pomóc – chyba jeszcze trudniejsze...

Mijały lata. Licencjat z położnictwa napisał Radosław Niedźwiedź na temat... facetów położnych, oczywiście. Musiał przeprowadzać własne badania. Wyszło mu, że pacjentki wolą ginekologów-położników mężczyzn. Więc może i dla położnego jest u pacjentek szansa?

Szansa stanowczo była. Radek rozpoczął pracę w kolejnym warszawskim szpitalu ginekologiczno-położniczym, a potem jeszcze w kolejnym. I chociaż jak na początkującego położnego doświadczenie miał spore, a pacjentki wcale się przed nietypowym opiekunem nie broniły, łatwo nie było. Bo okazało się, że damskopołożnicze środowisko jest mocno hermetyczne. I niekoniecznie kolegę po fachu akceptuje. Bywało i tak, że szefowa nie rozmawiała z nim rok. A mówiąc do całego personelu, stawała do Niedźwiedzia tyłem, niemal zwracając się do wszystkich „drogie panie”... Ale nic to. Bo z każdym dniem okazywało się, że ta praca wciąga, a z czasem staje się powołaniem.

Niedźwiedź na Haiti

W końcu, gdzieś między jednym dyżurem nocnym a drugim, między ubieraniem noworodka a pobieraniem krwi u wcześniaka, dotarła do Niedźwiedzia informacja: MaterCare Polska, organizacja zrzeszająca katolickich ginekologów i położnych, poszukuje wolontariuszy. Do pracy na oddziale ginekologiczno-położniczym, na Haiti. Na to samo Haiti, które kilka miesięcy wcześniej zatrzęsło się i runęło. To samo, które w pięknych okolicznościach przyrody jest obecnie piekłem na ziemi. Z umierającymi przy porodzie na ulicy matkami i niemowlętami, które mają tak małe szanse...

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • ikona
    20.01.2012 19:43
    Nie wiem, z czego to wynika, ale zdecydowanie lepiej czuję się pod opieką ginekologa mężczyzny, niż kobiety. Pomijam fakt badania, przy których większość kobiet jest zwyczajnie niedelikatna, ale moje doświadczenie jest takie, że o ile lekarki często straszyły pacjentki zupełnie niepotrzebnie, o tyle panowie byli spokojni, opanowani i uprzejmi. Nie miałabym nic przeciwko położnemu. Bo i czemu?
  • Katarzyna
    20.01.2012 20:15
    Bzdura! Mężczyźni w tym zawodzie są równie potrzebni. Liczą się kompetencje i profesjonalizm. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby w czasie porodu zajmował się mną mężczyzna. Gratulacje dla bohatera artykułu! :)
  • Gość
    26.01.2012 14:36
    A ja jestem pracownikiem służby zdrowia, i wiem jak Ci "wspaniali mężczyźni" ginekolodzy potrafią zachować się i jak wypowiadać o pacjentce kiedy ta jest już uśpiona do operacji. Wstyd i żenada. Kobiety tak się nie zachowują. Co do położnego-meżczyzny nie miałabym nic przeciwko, pod warunkiem że byłby taki jak pan Radek, z powołania.
  • Agnes
    05.03.2017 01:46
    Radek nie daj się walcz o swoje koleżanka po fachu
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama