Niewidzialne blizny

- Kiedy po operacji szłam ulicami miasta, myślałam, że wszystkie oczy są utkwione tylko we mnie. Chciałam uciec... Dzisiaj na tej samej ulicy podchodzą do mnie kobiety, a ja im tłumaczę, żeby nie bały się żyć – mówi Halina Piontke, była prezes Klubu Kobiet po Mastektomii „Amazonka” w Pucku.

Wyniki lekarskie na początku zawsze zwalają z nóg i brzmią jak wyrok. Tym bardziej, że nie jest to „jakiś tam” organ jak palec, kończyna czy nawet nerka. To pierś – istota kobiecości. Nowotwory złośliwe są pierwszą przyczyną zgonów kobiet w wieku poniżej 65. roku życia. Wśród nich pierwsze miejsce zajmuje rak piersi.

Żeby ogień płonął długo

Pomimo pozornej wesołości pań, wyczuwa się napięcie. Życzliwość jest wszechogarniająca, ale i tak każda przechodzi przez ten pierwszy raz, przez decyzję przyjścia i pokazania się. To trudny krok. Niektóre z kobiet nadal potrzebują wielu zachęt i rozmów. Pomimo że czasy zmieniły się diametralnie, nadal trudno im przełamać wstyd. Jednak kobiety bez piersi na szczęście coraz częściej noszą się dumnie. W końcu za chorobę nikt nie powinien przepraszać. A ten pierwszy raz to symboliczne zapalenie świecy. Wtedy wszystkie milkną. To gest trochę „na szczęście”, ale bardziej ku refleksji. Wszystkich. Bo nie wiadomo, która przedwcześnie się wypali.

Tego dnia na spotkaniu przy parafii we Władysławowie zapłonęło pięć świec. Oklaski. W oczach niektórych łzy. Mirella Majerowska o chorobie dowiedziała się rok temu. – Coś poczułam – mówi 37-latka, mama dwójki dzieci. W rodzinie nigdy raka nie było, a sama Mirella starała się zdrowo żyć i odżywiać. – A i dzieci też karmiłam bardzo długo. Zresztą lekarze często mówią, żeby tak robić, bo mleko matki chroni dzieci przed chorobami – uśmiecha się. We wrześniu 2011 r. straciła jedną pierś. Kiedy zaczęła dochodzić do siebie, pojawiły się przerzuty na mózg i następna operacja. Po niej chwilowy paraliż, ale już minął. I mówi normalnie. – Po operacji nie chciało mi się już żyć. Ale tylko przez moment. Bo jak się ma dzieci, i jedno ma trzy, a drugie sześć lat, to chęć do życia i walki wraca – wspomina.

3-letnia córka Mirelli jest niepełnosprawna. – Włosy straciłam już trzykrotnie. Myślę, że mąż przyjął to jakoś racjonalnie... – mówi. Chociaż były i pretensje do Pana Boga, zwłaszcza o dziecko. Ogłoszenie o spotkaniu przeczytała przy kościele... W tej chwili Mirella jest w grupie najmłodsza, ale była już kobieta młodsza o rok. Odeszła. Szczęśliwie? Nieszczęśliwie? Męża i dzieci nie miała. – To dziwne, ale we Władysławowie jest duża grupa pań chorych na raka. Zdarzało się, że niektóre z nich przychodziły porozmawiać do konfesjonału – mówi ks. Krzysztof Antoń, chrystusowiec i proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP. Dzięki udostępnieniu parafialnej kawiarenki, kobiety mają ułatwiony dostęp do psychologa czy masażystki. A także do siebie nawzajem. – Należymy, oczywiście, do Pucka, ale jak ktoś jest z Helu czy Jastarni, to ma o wiele bliżej do nas – mówi Barbara Michalak, wiceprezes Klubu z Chłapowa. Zaczęło się dwa lata temu od zorganizowania wigilii. Teraz spotykają się już co tydzień.

Wstyd gorszy od choroby

W Polsce ryzyko zachorowania na raka piersi w stosunku do innych krajów jest średnie. Problem dotyczy co 16. kobiety, czyli w mniejszym lub większym stopniu obejmuje on grupę około 1 mln 240 tys. osób! Ryzyko zachorowania znacznie wzrasta po okresie menopauzy. Bezpośrednią przyczyną nowotworów są zmiany cywilizacyjne, uprzemysłowienie, zmiana trybu życia, zakłócenia metabolizmu hormonalnego. Problemem pozostaje nadal sama diagnoza. W naszej archidiecezji znane są przypadki stawiania mammobusów pod kościołami w porozumieniu z proboszczami, tak żeby wychodzące ze Mszy św. kobiety mogły się dokładnie zbadać. Kiedy jesienią ub.r. powstał we Władysławowie nieformalny jeszcze klub, od razu zgłosiło się do niego 16 kobiet. W niedługim czasie przybyło kolejnych sześć. – Naprawdę zastanawiam się, co zrobić. Wiem, że w samym Chłapowie są dwie chore kobiety i nawet myślałam, żeby im zawieźć zaproszenie – mówi Barbara Michalak. Sama wygrała mentalnie, od początku przyznając się przed sobą i innymi, że jest chora. Postanowiła żyć i za chorobę nie przepraszać. – Nigdy nie zapomnę Mszy św. w mojej parafii. Proboszcz na końcu przemówił do mnie. Pół kościoła płakało... To było ogromne wsparcie – mówi.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja